środa, 24 września 2014

Antoni

Cały dzień ciężko pracowali. Hanna cieszyła się na ten remont, od tak dawna odkładała pieniądze na farby, na nową podłogę do kuchni, już dość miała poprzecieranego na trasie jej codziennej wędrówki linoleum.Kto to teraz w kuchni kładzie linoleum? Nie to co kiedyś, cieszyli się, przymierzali, gości zaprosili. Kiedy to było? Lata temu, jeszcze stary żył.
A nie żyje już od ponad dwudziestu lat.
Ona też niemłoda, osiemdziesiątka na karku, ale dzisiaj czuła się wyjątkowo radosna i potrzebna. Jej chłopcy od tygodnia malowali pokój za pokojem, potem przyszedł czas na łazienkę, kuchnię i przedpokój. Z jaką przyjemnością patrzyła na pracę synów, Jacek i Piotrek szybko zabrali się do roboty, po południu prosto z pracy przyjeżdżał najstarszy wnuk Marek. Robota aż mu się w rękach paliła. A ona jak jaka królowa siedziała w najmniejszym pokoiku, już wymalowanym, robiła chłopcom kawę i kanapki podśpiewując pod nosem:
Święty Antoni, Święty Antoni,
Serce zgubiłam pod miedzą,
Ach co to będzie Święty Antoni,
Jak się sąsiedzi dowiedzą...
Taką jej to śpiewanie przyjemność sprawiało, że zaczęła z lekka zaciągać, tak jak Antoni, gdy mu się młodość i dom rodzinny przypominały.Jakże on lubił tę Ordonkę! Aż zazdrość ją brała!
W odświętne niedziele otwierał gramofon, sadowił się w fotelu i z przymkniętymi oczami słuchał głosu sprzed lat:
 Noce takie są upalne,
Że słowiki spać nie dają
A przez okno do mej izby jakieś strachy zaglądają...


Hanna potrząsnęła głową budząc się z zamyślenia. Nic jej teraz po wspomnieniach, lepiej oczy nacieszyć śnieżną białością ścian. Uprane firany pachniały solą i wiatrem, lniane zasłony sztywno pilnowały okien. Hanna wykąpała się, włosy umyła, zakręciła na wałki, dalej używała ciężkich metalowych, nie umiała przestawić się na te nowomodne plastikowe, albo te zakrętasy z gąbki. Wnuczka ją namawiała, ale w kwestii zakręcania włosów na wałkach Hanna była stanowcza.
Z przyjemnością wsunęła się do świeżej pościeli, sięgnęła po leżące na nakastliku okulary i książeczkę do modlenia.
Z dala doszedł do niej przyciszony dźwięk, to jej Antoni śpiewał ulubione zwrotki:
Przecież to nie moja wina,
Tak mi serce kołatało,
Tą ciemnością przestraszone,
Jakby z piersi uciec chciało.
No i jakże się tu dziwić,
Że zbłądziłam, ach zbłądziłam,
I pod miedzą Michałową,
Biedne serce, że zgubiłam.
Zgubiliśmy je oboje,
Wśród rumianków i wśród mięty,
Lecz ty tego nie zrozumiesz,
B to sprawy nie dla świętych...
Noce takie są upalne...

Antoni?




sobota, 20 września 2014

Lektura na niedzielę

Ach te niegdysiejsze czasy! Kupując dzisiaj Zwierciadło przypomniałam sobie dawne lata, gdy systematycznie kupowaliśmy do domu gazetę codzienną, Przyjaciółkę, Kobietę i życie, Przekrój, Mówią Wieki i właśnie Zwierciadło. I jeszcze miesięczniki poświęcone podróżom, tytuły uleciały z pamięci. A i Politykę obowiązkowo...
I mnóstwo innych gazet i mnóstwo książek...

A dzisiaj dużo skromniej, ale do Zwierciadła wrócę z przyjemnością. Felieton Anny Janko, wywiad z Krzysztofem Vargą, dużo, bardzo dużo kultury i przyjemnego czytania.
A tak przy okazji :) Zaczęłam czytać "Stulecie winnych ci, którzy przeżyli".
 Niedługo o nim napiszę.

środa, 17 września 2014

Nie lubię kotów - Katarzyna Zyskowska - Ignaciak

Nie lubię kotów... hmm, ja lubię koty, dlatego zaintrygowana tytułem sięgnęłam po książkę i w ciągu paru godzin przeczytałam. Ciężko mi się ją czytało, ale jednocześnie nie mogłam się od niej oderwać hipnotyzowana przez depresyjnych bohaterów, dla których najważniejsze są: sex, dragi, alkohol i iluzoryczne wspomnienia. I zadawałam sobie pytanie czy właśnie takie jest pokolenie trzydzieści plus? Całe, bez wyjątku? Jeżeli tak, to serdecznie współczuję.

Spotkanie autorskie, całe w "ą"i "ę", elita, socjeta,  ci wszyscy, którzy chcą się za darmo napić i coś przekąsić. Wśród tego anonimowego tłumu sześć osób,  które z różnych przyczyn spotkały się w tym miejscu. Podobno są przyjaciółmi.
Dagmara przyjść musiała - jest autorką zachwalanej powieści.Była pracownicą agencji reklamowej, która przejechała się na własnej szczerości. Pracuje w call center i usiłując zapomnieć pamięta coraz intensywniej. Pracuje żeby kupić prezenty dziecku, myśląc, że prezenty zastąpią brak czasu i chęci na obcowanie z kimś kto tak bardzo przypomina tamtego. Teraz Dagmara jest Dagmą i koniecznie chce wejść do tego towarzystwa, które jej tak imponuje. 
Malina - przyszła, bo tak wypada. Siedzi w domu całymi dniami kompletnie pogubiona, a jedyne na co nie narzeka to brak pieniędzy. Istota ulepiona z pozorów. Czy powtórzy drogę własnej matki?
Konrad - on się stara. Życie na pokaz, zdominowane wspomnieniem i w jakimś stopniu samoudręczeniem.
Daniel - jak wielu przed nim i jak wielu po nim, robi karierę. Zalicza panienki, szpanuje, imponuje i marnuje życie z nonszalancją godną lepszej sprawy. Brat Karoliny.
Karolina - ma mniej pieniędzy niż reszta, i jest to czasem problem. Jej ojciec umiera na raka, a Karolina umiera razem z nim. Boi się życia i konsekwencji, czasami nieprzewidzianych, które by zmieniły tę  w sumie nudną egzystencję.
Wojtek - mąż Maliny. Nie miał lekko, bo z niebogatej rodziny był. A zawsze chciał więcej i więcej. To i dostał. Pracuje w Hamburgu na dom, drogie ciuchy, drogą szkołę dla syna (biedne dziecko swoją drogą). I stara się wykroić jakiś kawałek tortu dla siebie. Kawałek tortu pachnie piżmem i nie ma obiekcji.
I cóż, takie  jest życie.
Nie wrócę już do tej książki, chociaż warto było ją przeczytać. Ale gdy już przebrnęłam przez ten bezmiar cynizmu, snobizmu i zadufania w sobie poczułam, że mam dość. Niech się te niby elity kotłowacą we własnym światku, przekonane  o swojej wyższości. Jakoś nie zazdroszczę.
A książkę polecam, naprawdę warto czasem wejść dobrowolnie pod zimny prysznic.

poniedziałek, 8 września 2014

Dziesięć książek, które...

Na Facebooku trwa nowa zabawa, wskaż dziesięć najważniejszych dla siebie książek. Tylko dziesięć? - protestuję. To tak mało, ale z drugiej strony liczba to rozpasana, bo już kiedyś musiałam wybierać tylko trzy. To był dopiero kłopot.
Czytam od tylu lat, zaczęłam jak miałam pięć, jakoś tak samo poszło i nigdy nie spisywałam przeczytanych książek uważając, że zapamiętam. Nie przewidziałam, że przyjdzie czas na koleżankę sklerozę i niniejszym oświadczam, że przeczytane książki spisywać będę. Na dowód, że cokolwiek w życiu przeczytałam. A czytam dużo, a nawet bardzo dużo. Staram się nie czytać na siłę - zauważam, że teraz taka dziwna moda panuje wśród czytających, niektórzy uważają, że muszą się poświęcić i przeczytać ich zdaniem kiepską książkę by o jej kiepskości poinformować grono mniej lub bardziej zainteresowane. Nie szkoda oczu i tego czasu co ucieka, zwłaszcza, że nie każda książka dla każdego. Czasami czytelnik musi się z książką spotkać w tym jednym miejscu i o jednej porze - wtedy zaiskrzy. Ale miało być o tych najważniejszych i jedynych, dzisiaj, teraz. Za jakiś czas ten ranking zapewne ulegnie zmianie.

A dzisiaj postanowiłam opowiedzieć o książkach, które z różnych względów uważam za ważne.

1. Joachim Lis detektyw dyplomowany - Ingemar Fjell. Przeczytałam go jako dziecko i od czasu do czasu do niego wracam traktując Joachima jak najbliższego przyjaciela i zazdroszcząc Fjellowi stworzenia postaci,
która moim zdaniem się nie starzeje. Joachim Lis to przedstawiciel szwedzkiej literatury dziecięcej, znakomitej, niosącej treści edukacyjne wśród śmiechu i zabawy.









2. Pan Samochodzik, zaczynając od Wyspy Złoczyńców" -
to nie była bajeczka dla grzecznych dzieci, kończąc na Tajemnicy tajemnic. To właśnie od "Pan Samochodzik i tajemnica tajemnic" zaczęła się moja fascynacja naukami tajemnymi, które przecież mieszczą  w sobie swojską chemię i fizykę, z których to przedmiotów obrywałam regularnie pały, a trójka była osiągnięciem na miarę Nobla. Nie zapomnę stwierdzenia mojego profesora fizyki, super sympatycznego pana: "A ty Mejzówna mogłaś mieć u mnie cztery". Ja? Myślę, że jednak wątpię, ale fascynacja pozostała.




3."Klub włóczykijów czyli trzynaście przygód stryja Dionizego" Edmund Niziurski.
 Klub włóczykijów jest reprezentantem całej twórczości Niziurskiego. Ja Go uwielbiam i uważam, że właśnie Jego książki sprawiły, że nadal jestem ciekawa co się w życiu wydarzy. Jest takie opowiadanie "Szkielet" zawarte w tomie "Trzynasty występek", tam władza i ta milicyjna, to kapral Trzynoga i szkolna - matematyk Dziadzia wykazują ludzkie uczucia. Szkielet jest dla mnie ważny.






4."Lesio", nadal i niezmiennie od lat.
Potrzeba śmiechu jest w człowieku ogromna, śmiechu pełnego życzliwości. I oczywiście bo nie może być inaczej "Zwyczajne życie" i "Większy kawałek świata", "Wszystko czerwone" i "Dzikie białko". Prawdę mówiąc nigdy nie przekonałam się do książek pani Joanny związanych z wyścigami, to dla mnie obcy świat i obca pasja.






5."Stulecie chirurgów" Jurgen Thorwald. Tak samo jak "Triumf Chirurgów" i "Stulecie detektywów" ta książka zdecydowała o moim zainteresowaniu historią medycyny 
. Z wypiekami na twarzy czytam biografie ludzi, którzy dzięki swemu poświęceniu i uporowi zmienili świat. Dzięki nim jesteśmy bezpieczniejsi, a jednocześnie bardziej wymagający. I zastanawiam się co powiedziałby Koch pochylony nad próbkami laboratoryjnymi, głodny, zziębnięty, skupiony na jednym, co powiedziałby na temat dominacji koncernów medycznych i drenowania kieszeni pacjentów, którzy wierzą, że nowy lek masowo reklamowany w telewizji pomoże na wszystkie schorzenia.




6."Emancypantki" Bolesław Prus -
czytam zawsze gdy jestem bardzo chora, leżę w łóżku i potrzebna mi jest proza Prusa. Czytam naprzemiennie z "Lalką" - nie akceptują dalszych ciągów dopisywanych żeby wyjasnić to i owo. Dla mnie Norski na zawsze pozostanie hultajem.







7."Trzej muszkieterowie" Aleksander Dumas - zawsze miałam słabość do mrocznego Atosa.
 Fascynacja prozą panów Dumas nadal trwa i przeszła w fascynację powieściami Perez-Reverta - uwielbiam "Klub Dumas" - tę pełną pułapek szaradę.








8. "Antykwariusz"  Aleksander Buszkow - początek trylogii doskonały sam w sobie.
Dostałam w nim wszystko to co cenię. Inteligencję fabuły, wielowymiarowość postaci, które tylko pozornie są takie proste do zdefiniowania, zabawę słowem, oraz grę  z czytelnikiem, z największą przyjemnością szukałam odwołań i skojarzeń z dziełami literackimi, które już kiedyś czytałam.






9."Gottland" Mariusz Szczygieł - doskonałość krótkich form i umiejętność przekazania informacji  i emocji.
Konsekwencją fascynacji Gottlandem jest moje odczytanie "Czerwonego kapitana" Dominika Dana. Ta książka znajdzie się na pewno w pierwszej piątce kryminałów przeczytanych w tym roku.








10."Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię" Krzysztof Kąkolewski.
Kryminał milicyjny, moja pasja, dziedzina, w której czuję się dobrze i na miejscu. Ta książka to klasyka, a mnie nieodmiennie wzrusza los Księżniczki.









Dziesięć książek, mało, bardzo mało, natrętnie dobijają się następne tytuły.
Myślę, że ciąg dalszy nastąpi.

sobota, 6 września 2014

Iwona Banach - Lokator do wynajęcia




Ludzie imają się różnych profesji by przeżyć. Z lokatorem do wynajęcia spotkałam się pierwszy raz i uważam, że pomysł jest świetny. Tak samo jak  pewien właściciel domu w Zakopanem wolałabym profesjonalnego lokatora niż zobowiązanie długoterminowe polegające na wynajęciu domu.
Zwłaszcza jeżeli w tym domu straszy i to na potęgę. Straszenie nasila się w czasie burzy i wtedy najlepiej usunąć się poza zasięg tasaków, maszynek do mięsa,  noży i szerokiego wachlarza innych narzędzi kuchennie użytecznych. Latają bez opamiętania. Mało kto pamięta kiedy to się zaczęło, ale wystarczyło by dom zyskał złą sławę.
W tym właśnie domu mają przez jakiś czas mieszkać Miśka i Noldi - sympatyczni, młodzi ludzie nie związani uczuciowo. 
Nie upłynie dużo czasu, gdy zaczną pytać na co im to było.
Misiek z Krupówek w stanie wskazującym na spożycie plątający się tam i ówdzie, denat niezidentyfikowany i taka jedna, której wszyscy mieli dość i na pewno ktoś miał wobec niej daleko idące plany.
A i zapomniałabym o dwóch siostrach Belli i Ninie jak z powieści braci Grimm trochę strasznych i mających własne tajemnice, oraz kuzynkę Maryśkę, matkę miejscowego policjanta.  Do tego półgłówek z Krakowa pełniący rolę detektywa, żal mi było nieszczęśnika, bo wiedziałam, że wmieszał się w niezłą kabałę.
Co z tego wyniknie? I kim jest stolarz pojawiający się bladym świtem w strasznym domu? Przeczytajcie, to znajdziecie odpowiedź.
Humor sytuacyjny powiązany z humorem słownym sprawia, że książkę czyta się ze łzami w oczach. Łzami ze śmiechu oczywiście :)

Polecam zamiast antydepresantów :)