środa, 31 sierpnia 2016

"Przepis na zbrodnię" wyróżniony przez Czytelników portalu Książka zamiast Kwiatka :)

Ucieszyłam się :) 
W głosowaniu Czytelników  na książki sierpnia  portalu Książka zamiast Kwiatka "Przepis na zbrodnię" zajął II miejsce. 
Pan Kot i ja bardzo dziękujemy za głosy i czujemy się docenieni :)
To fantastyczne zamknięcie miesiąca. 
A za kilka dni minie dwa miesiące od premiery "Przepisu na zbrodnię". 
Nie powiem nic nowego... jak ten czas leci ;)
Poniżej zestawienie uhonorowanych książek i specjalny dyplom na pamiątkę. 



poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Wystawa rzeźby Hieronima Dąbkowskiego






Wiedziałam, że Pan Hieronim "dłubie w drewnie" dlatego informacja o wystawie w Oświęcimskim Centrum Kultury nie była dla mnie zaskoczeniem. Nie mogłam być na jej otwarciu, ale zdążyłam przed zamknięciem, czego dowodem są te zdjęcia. Lubię ciepło drewna, to poczucie bezpieczeństwa i silnego związku z naturą, więc z przyjemnością oglądałam prace Pana Hieronima podziwiając Jego talent. 








niedziela, 21 sierpnia 2016

"Kuchnia Słowian czyli o poszukiwaniu dawnych smaków" Hanna Lis, Paweł Lis

Nie samym kryminałem autor powieści kryminalnych żyje :)
Niedawno od Alicji dostałam książkę. Przeglądałam ją zachowując należyty dystans, rzadko gotuję, jeszcze rzadziej piekę, więc raczej nie przewidywałam, że rzucę się do garnków i pod wpływem natchnienia zacznę piec. A jednak.... 
Im wnikliwiej przeglądałam wypełnione pięknym zdjęciami strony, tym bardziej książka przypadała mi do gustu ponieważ nie tylko o kuchni w niej mowa, ale także o szeroko pojętym życiu Słowian. 
Teraz wracamy do tego co kiedyś było normą, czyli do ekologii, życia w zgodzie z naturą i zegarem słonecznym. Coraz częściej do ogrodów wracają warzywa, a wełnę farbujemy używając naturalnych składników. 
Wełnę możemy farbować używając wywaru z liści brzozy, wywaru z liści i łupin orzecha włoskiego, wywarem z łupin cebuli i wywarem z owoców czarnego bzu. 
I właśnie farbowanie zainteresowało nas najbardziej. Mama zerwała liście brzozy, ususzyła, a ponieważ dość intensywnie pachniały, w nocy wystawiła za okno. Rankiem po ususzonych liściach śladu nie było i operację trzeba zaczynać od nowa. Warto, kolor wełny przepiękny, jak niedojrzała cytryna. 
Kuchnia Słowian to kopalnia wiadomości. Wszystkim ciekawym jak się kiedyś żyło serdecznie polecam.
A nowe liście już zerwane suszą się czekając na swoją próbę generalną. Mnóstwo wełny poniewiera się w naszych szufladach :)


sobota, 20 sierpnia 2016

"Przepis na zbrodnię" na szczycie Śnieżki

Takie oto zdjęcia nadesłała jedna z Czytelniczek "Przepisu na zbrodnię". Można by powiedzieć, że weszliśmy na szczyt. 
Zdjęcie dzięki uprzejmości M.M. :)





czwartek, 18 sierpnia 2016

"Przepis na zbrodnię" - fragment powieści :)

Dla tych, którzy jeszcze nie zdążyli poznać Pana Kota, Lenki, ciotki Lukrecji, Serwerowni od sernika i ploteczek oraz wielu innych postaci zaludniających karty powieści, dzisiaj dla zachęty fragment przemyśleń Pana Kota: 
"Pan Kot z namaszczeniem wylizywał resztki tuńczyka w sosie własnym, które podeschły i przywarły do ścianek miseczki. Był zmęczony po całym dniu wytężonej pracy, a woń wydobywająca się z ustawionego na kuchence garnuszka działała na niego usypiająco. 
Co znowu ta sierota wymyśliła? Już i tak z ledwością dzisiaj powstrzymał się przed wiele mówiącym prychnięciem na widok ciała gramolącego się z wysiłkiem i pojękiwaniem z kupki kamieni. Nie zamierzał jej przypominać, że własnoręcznie i dobrowolnie zgromadziła sterty gruzu szumnie nazywanego kamieniami wapiennymi. Obok ułożyła otoczaki, które podobno miały ozdobić ogrodowe oczko. Oby.
Usadowił się wygodniej na parapecie i z lekka czknął rybą. Znowu zjadł zbyt dużo. Z mozołem podniósł łapkę do pyszczka i zaczął czyścić pazury. No już, już, wyłącz te smrody, kobieto. Że też wszystkiego trzeba w tym domu pilnować! 
W końcu wyłączyła. Przez chwilę stała i wdychała zapach, jakby to co najmniej była kocimiętka. Wlała miksturę do kubka i poszła zasmradzać pokój. I gdzie on będzie spał?
Pan Kot potępiająco machnął łapą i postanowił, że wyjdzie na dwór. Tę noc spędzi poza domem, choćby miał spać na wycieraczce. 
A potem łaskawie wróci. Jak zawsze."

Pan Kot ma charakter i nie zawaha się go użyć ;)




wtorek, 16 sierpnia 2016

"Przepis na zbrodnię" w dzisiejszym numerze dwutygodnika Party

Dzisiaj mam dzień pełen niespodzianek. I są to bardzo przyjemne niespodzianki :)

W dzisiejszym numerze dwutygodnika Party, w rubryce "Wielkie czytanie!" możemy przeczytać: "Wielbiciele kryminałów nie rozczarują się rozgrywającą się w czasie okupacji powieścią Krzysztofa Beśki i znakomitą komedią kryminalną pióra Iwony Mejzy". 
A na dowód zdjęcia na wieczną pamiątkę. Cieszymy się z Panem Kotem, że zostaliśmy zauważeni i pochwaleni. To bardzo miłe i mobilizujące.
A przy okazji polecamy powieści Krzysztofa Beśki, warto przeczytać.




Smak migdałów w lukrze

Lata temu byłam w Hiszpanii i po raz pierwszy spróbowałam migdałów w lukrze. Wśród wielu innych sztandów przy ogromnym kotle stał starszy pan z wąsem i co jakiś czas mieszał parującą masę. Pachniało upojnie palonym cukrem, orzechami, przyjemnościami dzieciństwa. Podeszłam bliżej i zobaczyłam wyłożone na blachę skrzące się oblepiającą je masą migdały. Jeszcze ciepłe, przepyszne. Sprzedawane w celofanowych tutkach. Już nie pamiętam ile tych tutek kupiłam, ale trochę zdążyłam przywieźć do kraju. Gdy pojawiły się w sklepach greckie orzechy w lukrze, takoż migdały, kupiłam, ale to już nie było to samo. 
I dopiero w Tunezji, na targu w Nabel odnalazłam smak i zapach tamtych migdałów. 
Na zdjęciu migdałowy bochen w wersji maxi. Sprzedawca pracowicie odłupywał mniejsze cząstki i tym razem także pakował w szeleszczący celofan. 
Jedna z tych przyjemności, o których się nie zapomina. 
Zdjęcie zbiory własne.

niedziela, 14 sierpnia 2016

SMS oczyszczający i inne takie :)

Kojący spokój niedzieli, za oknem słońce, można odpocząć. Czyżby? 
Miły relaks przerywa donośne pikanie mojej komórki. 
Mam nową i jak wyciszę to nic nie słyszę, a jak zostawię profil telefonu "normalny", "na zewnątrz", "w samochodzie", to nawet jakbym była przygłucha to bym usłyszała. 
Sprawdzam kto się do mnie dobija, a tu taki burzący spokój SMS: "Dziś w nocy oczyściłam Ciebie i Twoich bliskich. Odbierz jeszcze KOD, który zakończy ten proces. Od tej chwili same dobre zmiany!  Koszt jednego esemesa 2,46 
Żeby to tylko jeden wystarczył!
I taka oto informacja zburzyła mój spokój. Bo jakże to żyć z niezakończonym procesem oczyszczania? W niepewności, w trosce o losy najbliższych, niedoczyszczonych. 
Na szczęście jestem odporna na takie propozycje, zwłaszcza, że dostaję ich całkiem sporo i usuwam z pamięci telefonu żeby mi nie zaśmiecały wiadomości.
Ale dzisiaj przy okazji tego zbiorowego oczyszczania przejrzałam wiadomości w telefonie i znalazłam jeszcze jeden, uchował się przed dilejtem. 
""Chcesz sie dowiedziec co z Wami bedzie czy nie? Trzymam te wiadomosc specjalnie dla Ciebie. O godz 20 ja skasuje. Odeslac Ci teraz?" 
Pisownia oryginalna, bez polskich znaków, za to z dużej litery żebym się poczuła zaszanowana i ogólnie doceniona ;)
I nie, nie chce wiedziec co nami bedzie, bo co bedzie to bedzie.
Jest pytanie kogo autor miał na myśli? Bo że ja to ja, ale ten ón?


Miłego dnia, wyłączamy telefony i idziemy na spacer.


Nasza Soła, zdjęcie archiwum prywatne.

sobota, 13 sierpnia 2016

Złośliwość rzeczy martwych

Nie wiem czy to tylko tak u mnie jest, że im więcej pracuję tym więcej mam rzeczy do zrobienia, spraw do załatwienia.
Czasami czuję się jakbym weszła w kołowrót, z którego nie ma wyjścia. Ale że nie należę do osób, które skupiają się na narzekaniu i nie mam po prostu czasu żeby się nad takim stanem rzeczy rozczulać, staram się, przynajmniej co jakiś czas, wychodzić na prostą :) Czyli popularnie mówiąc, odrabiać się z zaległości. Tak właśnie było ostatnio, aż zadziałał mój instynkt samozachowawczy, popatrzyłam w kalendarz i wyczaiłam, że przede mną trzy dni wolnego. Pomyślałam, że zamiast trzech zrobię sobie cztery i prawie wolny piątek. Uwielbiam prawie wolne piątki. 
Rano ogarnęłam co w pracy, potem zakupy z rozmachem, żeby nie wychodzić, i już w domu... 
Kawa, ciacho i myślenie od czego zacząć. 
Zaczęłam mało oryginalnie, od porządków. Szafę mam napchaną ciuchami, części z nich postanowiłam się pozbyć, ale zanim podejmę decyzję swoje muszę przejść. 
Przymierzanie spodni. Przy każdym podejściu zastanawiam się dlaczego kaloria siedzi w szafie, albo grasuje wśród wieszaków i ma siły i chęci żeby mi zaszywać ciuchy. Systematycznie się kurczą. Żebym je chociaż prała w 60 stopniach, ale nie, aż taka gupia to ja nie jestem. A jednak nie wchodzę. Spódnice, które ostatnio się przede mną ukryły zadekowane pieczołowicie w dolnej szufladzie, jeszcze się mieszczę, ale zakładam, że kaloria ma robotę w górnych partiach szafy, zejdzie i tam.  
Swetry... pogoda jaka jest, każdy widzi. Za chwilę jesień, pora mgieł i ziemiopłodów. Trzeba by się odziać w coś cieplejszego. A tu sweterki w ramionach przyciasne. Niech to gęś kopnie! Nie mam co na siebie włożyć, pomyślałam, i zachowując należytą ostrożność zlazłam z taboretu, na którym stałam układając ciuchy na górnej półce szafy. W pokoju piętrzyły się sterty ciuchów do prania, za małych, do przeszycia, rozprucia, poprawek rozmaitych. Podzieliłam, zawlekłam ciuchy do prania do kuchni, wyjęłam resztę rzeczy do prania i postanowiłam, że resztę piątku przeznaczę na pranie. To bardzo satysfakcjonująca robota, zwłaszcza wtedy gdy nic się nam nie chce. Bardzo podbudowuje psychicznie stwierdzenie, że zrobiło się trzy prania. W międzyczasie można spokojnie czytać książkę ulubionego autora ;)
Trzy prania, to w sam raz. 
Odpracowałam dwa, powiesiłam, wstawiłam trzecie i pomyślałam, że jednak powinnam odpocząć. Zrobiłam czekoladę z mlekiem, wzięłam książkę, akurat teraz czytam "Kraftówna w krainie czarów" - rewelacja, opatuliłam się kocem, było chłodno i zaczęłam odpoczywać. Właśnie przeżywałam wojnę w Łucku, gdy coś rozgłośnie pyknęło. 
Pralka mi się spaliła. Biedna nie wytrzymała mojej nadgorliwości. 
Od dzisiaj odpoczywam, piszę bloga, piszę książkę... generalnie piszę. Z przerwami, bo jednak wypada odkurzyć, a i te okna takie już brudne, a kiedy ja to zrobię jak nie przy wolnej chwili. 
Miłego wypoczywania bez wolnych chwil, one tak kuszą żeby je zagospodarować ;)
Obrazek autorstwa Renee Nault z internetu.


sobota, 6 sierpnia 2016

Miesiąc z "Przepisem na zbrodnię" - podsumowanie

Wczoraj ogarnęłam grzywkę i spojrzałam w kalendarz. Okazało się, że równo miesiąc upłynął od premiery mojej najnowszej książki. Zajęta pisaniem następnej nawet nie zauważyłam kiedy to zleciało. Jak znam życie za chwilę miną dwa miesiące, potem pół roku i z moją sklerozą zapomnę jak to było na początku. Dlatego  postanowiłam zrobić małe podsumowanie. 
"Przepis na zbrodnię" radzi sobie nieźle :) 
W ciągu tego miesiąca uplasował się wśród stu najchętniej kupowanych produktów w Empiku, trwało to ponad tydzień, ale jednak. Zajmował też miejsca w pierwszej pięćdziesiątce najchętniej kupowanych książek plasując się w pierwszej dziesiątce najchętniej kupowanych w danym tygodniu kryminałów i książek sensacyjnych. 
Ale to było. Minął miesiąc, a ja po przerwie zajrzałam na strony Empiku by sprawdzić jak jest teraz. Bo przecież liczy się to co teraz :)
I cóż mamy....
Kategoria sensacja i kryminał - 100 najczęściej kupowanych książek w ostatnim miesiącu - pozycja 34
Kategoria sensacja i kryminał - 100 najczęściej kupowanych książek w ostatnim tygodniu - pozycja 61
Kategoria książki - ostatnie 90 dni - czyli wśród 100 najlepiej sprzedających się nowości książkowych plasujemy się w kategorii bestseller miesiąca na 90 pozycji. 
Oczywiście  na empik.com jest więcej kategorii i "Przepis na zbrodnię" przewija się w różnych pierwszych setkach, tak miesiąca jak i tygodnia, ale tego już nie będę roztrząsać.

Załapaliśmy się także do kategorii bestseller w księgarni Ravelo  oraz jako bestseller miesiąca w kategorii sensacja, kryminał, thriller w księgarni Lideria, tu na 14 miejscu. 

Dla pytających o dostępność "Przepisu na zbrodnię" w sieci Empik, wiem, że był, ale się sprzedał, bo teraz nie ma. Można zamawiać w sklepie internetowym z dostawą do salonu. 
Dla pytających o e-booka mam dobrą wiadomość, powinien się ukazać pod koniec roku. 

Wszystkim, którzy nie pozostali obojętni na urok Pana Kota  i poznali Lenki przepis na zbrodnię, oraz przepis na usidlenie porządnego policjanta DZIĘKUJĘ  i serdecznie pozdrawiam :)


wtorek, 2 sierpnia 2016

Prosto z krzaka

Dni mi się zaczynają mylić, obowiązki motają. Dużo ich, każdy ważny, na już. A ja też chciałabym się wywiązać, nie zawieść, tak mnie nauczono. I z tego wszystkiego popadam w stres, czas się kurczy, mózg się kurczy. Może wody brak... 
Musli dzisiaj kupiłam i jogurt, zmiany nawyków żywieniowych działają korzystnie, a skoro koń na owsie prosperuje to i ja powinnam. Nie lubię jogurtu, ale z płatkami smakuje całkiem, całkiem. Suszone banany wyjadam i papaję. Za dwa dni zostaną same płatki :) 
Dzisiaj przyszło przesilenie i w końcu zostawiłam wszystko i poszłam do ogrodu, zrywać jagody  i jeść je niemyte, prosto z krzaka. Kiedyś jadłam i żyję to może i teraz pożyję. Pajączków nie widziałam, muszki nie srali, deszcz niedawno padał, to czyste. I przypomniałam sobie naszego psa, Nerusia, czarny, kudłaty, wegetarianin. Kukurydza z grządki, marchewki sam sobie wyrywał, a od sąsiadki wyżebrywał buraki, też z grządki. Jedliśmy razem groszek cukrowy i śliwki węgierki, albo spady papierówek nadgryzione przez osy. 
A gdy obrodziły maliny to też prosto z krzaka...