poniedziałek, 4 września 2017

Tapeta w różyczki - czyli moje zmagania remontowe

Ani się obejrzałam, a już sierpień się skończył i weszliśmy w początek września. Mało to odkrywcze stwierdzenie, ale byłam tak zajęta, że sama nie wiem kiedy ten czas przeleciał.
Na początku sierpnia, dość impulsywnie, postanowiłam, że zrobię mały remont. Taki na miarę własnych możliwości, bez zatrudniania brygady fachowców, wstawania o piątej i gotowania posiłków. Taki remont mam już za sobą i nigdy więcej!
Postanowiłam wytapetować ganek, już się prosił, łazienkę i toaletę.
Po pierwsze należało kupić tapety.
Do ganku znalazłam tapetę winylową, kremową, łatwą do ułożenia. Zależało mi żeby pomieszczenie wyglądało na większe i było w nim jasno.
I jest, położenie tej tapety to była bajka, wszystko na styk, nie do wzoru, ganek prezentuje się zupełnie inaczej niż dotychczas.







W zeszłym tygodniu wzięłam się za łazienkę. Ale najpierw pojechałam do Dobromira kupić tapetę. Gdy zobaczyłam tapetę w różyczki przypomniała mi się pierwsza łazienkowa tapeta - bukieciki różowych róż na białym tle. Miałam osiemnaście lat i to była pierwsza tapeta z jaką miałam do czynienia. Najzwyklejsza w świecie, papierowa, pełna uroku. A ja nawet nie miałam pojęcia, że należy ją kłaść do wzoru. Ale przytargałam do domu dwie rolki zakupione w prywatnym sklepiku z farbami, czyli "U Bartosiewicza", klej do niej był zapakowany w woreczek z grubej folii, maziasty, z instrukcją drobnym drukiem na małej kartce. Wydałam na nią dużą część jednej z pierwszych wypłat. Rodziny nie poinformowałam o zmianie wystroju, po prostu zamknęłam się w łazience i jak umiałam  tak tapetowałam. 
Wyszło... w sumie ładnie, prosto, bez wybuleń i zagnieceń, tylko ten wzór, ale do białych płytek pasowało jak ulał. O takim drobiazgu jak malowanie sufitu nie pomyślałam. 
I jak tylko zobaczyłam te różyczki, od razu wiedziałam, że biorę. Ostatnia rolka, trzeba było dobrać drugą. Ślepym trafem, w resztkach była druga, piękna, miętowa, gładka. Niebieską krateczkę kupiłam wcześniej i to jest plan na ten tydzień. Już się cieszę.
Tapety mają podkład flizelinowy, a to oznacza, że mamy połowę roboty mniej. Smarujemy klejem ścianę i przyklejamy suchą tapetę. A przy ściąganiu - poprzednia tapeta też była na flizelinie, po prostu ściągamy ją w całości i zwijamy. Jeżeli zachowała się bez zadrapań, uszkodzeń, to możemy położyć ją w innym miejscu. 
Cała szczęśliwa przytargałam tapetę do domu, przy okazji zaopatrzyłam się w farbę Altax Viva Garden. Jest rewelacyjna do malowania tak drewna jak i metalu, z kamieniem jeszcze nie próbowałam, ale wszystko przede mną. 
Poniżej zdjęcie latarenek, które kupiłam na wyprzedaży za 20 złotych za obie. Niebieska pomalowana farbą Viva Garden, zielona jeszcze czeka na swój dzień. Stolik z wikliny też odświeżyłam, prezentuje się jak nowy :)



I to tyle na dzisiaj, ja zabieram się do pracy, jeszcze dużo rzeczy zdążę pomalować zanim zawita u nas zima :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz