niedziela, 22 maja 2022

Eliza Veinard seria: "Komisarz Serge Olovski", "Trzy razy dziennie przed jedzeniem"

 


Po dłuższej przerwie, targana wyrzutami sumienia z powodu narastających zaległości, wracam, by podzielić się z wami moimi wrażeniami po kolejnym spotkaniu z emerytowanym komisarzem Olovskim. 

Spotkanie miało wprawdzie miejsce wiele miesięcy temu, ale nadal doskonale pamiętam fabułę i to nieśpiesznie prowadzone śledztwo. 

Trzy razy dziennie przed jedzeniem - to zwrot, z którym spotykamy się w typowo medycznych okolicznościach. Zalecenie wypisane na ulotce leku, uwaga lekarza lub farmaceuty sprzedającego nam leki. Wprawdzie czasy takie, że zbyt często zamiast lekarzy leczy doktor Google, ale nadal sprawą istotną jest sposób w jaki zażywamy leki. Przed jedzeniem, po jedzeniu, w trakcie. A może pomiędzy posiłkami? 

Tabletki Lebretona mają długą tradycję, tak jak i apteka prowadzona przez Yoricka Lebretona, zadbanego mężczyznę w średnim wieku. Lebreton troszczy się o swoich pacjentów, tak jak i niedawno przybyły lekarz Inout Silviu. 

Pierwsze spotkanie komisarz Olovskiego i doktora Silviu ma miejsce w pociągu powrotnym z Paryża i okazuje się zbawienne dla ratowania nadszarpniętego zdrowia komisarza. Panowie nawiązują kontakt, powoli dołącza Ewa Wolny, zaprzyjaźniona z Olovskim. Życie toczy się leniwie, dzieci przyjeżdżają i wyjeżdżają, mieszkańcy miasteczka wymieniają się plotkami. Jeszcze jasno, jeszcze pogodnie, a my już w kościach czujemy nadchodzące nieszczęście. Serce telepie coraz szybciej, każde zdanie ma znaczenie, prawie wszyscy w miasteczku zażywają tabletki Lebretona  trzy razy dziennie przed jedzeniem ... 

I gdy wydaje się, że senność miasteczka ogarnie i mnie, pada trup.

 A ja odkładam książkę i wracam do niej dopiero po pewnym czasie. Zaletą dobrze napisanych książek jest przekonująca fabuła, ten moment, gdy czytając, tak wczuwamy się w akcję, zżywamy z bohaterami traktując ich nieledwie jak kogoś z rodziny, albo chociaż sąsiadów. I wtedy właśnie reagujemy tak jakby to co autor opisał to co zdarzyło się naprawdę.

Wróciłam do czytania, wytłumaczywszy sobie, że przecież to fikcja i wszelkie prawdopodobieństwo... sami wiecie jak dalej. 

Z punktu widzenia pisarza jak najbardziej rozumiałam zamysł Elizy Veinard, ale emocje wzięły górę.  

Właściwie prawie od początku podejrzewamy, a potem wiemy kto stoi za licznymi zgonami urozmaicającymi senność pikardyjskiego miasteczka, ale to w niczym nie przeszkadza, a nawet przyciąga i pozwala w skupieniu śledzić zmagania samozwańczych śledczych. Zakończenie sprawia, że wracają dreszcze, a serce znowu żwawiej telepie w piersi czytelnika, a w mojej to już na pewno. 

Czy komisarz Serge Olovski wróci z kolejną niebanalną sprawą? 

O to trzeba zapytać Elizę Veinard, której udało się stworzyć nietuzinkową, zapadającą w pamięć postać emerytowanego komisarza policji, wdowca, borykającego się z problemami finansowymi, własną bezradnością wobec wyzwań, z którymi musi się mierzyć. Ale komisarz Serge Olovski nadal pozostaje świetnym gliną z nosem czującym na kilometr zbliżające się morderstwo. 

Ja z przyjemnością i arytmicznym biciem serca sięgnę po kolejne przygody komisarza Olovskiego i Ewy Wolny, pewna, że będzie to kolejna, niezapomniana czytelnicza przygoda. 

Książka dla wielbicieli kryminałów w starym, dobrym stylu, bez rozlewu krwi i podrobów na dopiero co pomalowanej ścianie. 

Z przekonaniem polecam do czytania, nie tylko trzy razy dziennie przed jedzeniem. 

Seria: Komisarz Serge Olovski

Tytuł: Trzy razy dziennie przed jedzeniem

Autor: Eliza Veinard

Stron: 260

Rok wydania: 2021

Wydawnictwo Oficynka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz