Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ignaciak-Zyskowska Katarzyna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ignaciak-Zyskowska Katarzyna. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 października 2014

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak "Wieczna wiosna"


Mijają dni, miesiące, lata, mija życie. 
Łucja dawno temu zrezygnowała z artystycznych ambicji na rzecz zaspokajania potrzeb męża. Urodziła dwoje dzieci, prowadziła dom, od czasu do czasu udzielała się towarzysko. Wszyscy i wszystko było ważne, tylko nie ona. Aż nadszedł ten dzień, w którym znany jej świat stanął w miejscu, a ona oszołomiona musiała przyjąć do wiadomości, że ma raka. Czytając, wczuwając się w sytuację Łucji, pomyślałam, że każdemu w takiej chwili życzyłabym takiego lekarza jakim jest Leon. Empatycznego, życzliwego, pomocnego. Oswajającego chorobę i uświadamiającego pacjentowi, że przyszedł czas na zmiany. Cokolwiek by się później nie działo świadomość, że nie jest się osamotnionym w chorobie, która już z racji nazwy napawa lękiem to dużo, bardzo dużo. Zwłaszcza w sytuacji gdy mąż, lekarz, znany specjalista zachowuje się tak jakby choroba żony go nie dotyczyła. Zimny egoista nakierowany na własne przyjemności. Mąż, którego Łucja powinna była dawno temu zostawić, ale przecież dzieci...
A dzieci wspaniałe! Syn wprawdzie daleko, studiuje, ale córka blisko. Taka córka to podpora w każdej, nawet najbardziej dramatycznej sytuacji. Córka warta swej matki.
Łucja przechodzi przez pełne cierpienia etapy leczenia i jedyne czego pragnie to wolność i powrót w ukochane góry. Wyjeżdża do chaty w Murzasichlu, byłam i wiem jak tam pięknie, jak inaczej się oddycha wśród zieloności łąk, i w tej chacie zamieszkuje. W momencie gdy wydaje się jej, że już wszystko ma za sobą okazuje się, że jednak nie, coś, ktoś na nią czeka.
"W życiu piękne są tylko chwile",  śpiewał Ryszard Riedel. Tak, ważne tylko byśmy tych naszych chwil nie przeoczyli czekając na coś ważniejszego, wydumanego, a często niewartego złamanego grosza.
Zapach powietrza po burzy, śpiew ptaków o poranku, tęcza między szczytami, rosa na trawie wiosną i pajęczyna utkana jesienią, ukradkowe spojrzenie kogoś kto patrzy tak jak nikt nigdy na nas nie spoglądał...

Przeczytajcie, to jedna z tych historii, które na bardzo długo pozostają w pamięci.

środa, 17 września 2014

Nie lubię kotów - Katarzyna Zyskowska - Ignaciak

Nie lubię kotów... hmm, ja lubię koty, dlatego zaintrygowana tytułem sięgnęłam po książkę i w ciągu paru godzin przeczytałam. Ciężko mi się ją czytało, ale jednocześnie nie mogłam się od niej oderwać hipnotyzowana przez depresyjnych bohaterów, dla których najważniejsze są: sex, dragi, alkohol i iluzoryczne wspomnienia. I zadawałam sobie pytanie czy właśnie takie jest pokolenie trzydzieści plus? Całe, bez wyjątku? Jeżeli tak, to serdecznie współczuję.

Spotkanie autorskie, całe w "ą"i "ę", elita, socjeta,  ci wszyscy, którzy chcą się za darmo napić i coś przekąsić. Wśród tego anonimowego tłumu sześć osób,  które z różnych przyczyn spotkały się w tym miejscu. Podobno są przyjaciółmi.
Dagmara przyjść musiała - jest autorką zachwalanej powieści.Była pracownicą agencji reklamowej, która przejechała się na własnej szczerości. Pracuje w call center i usiłując zapomnieć pamięta coraz intensywniej. Pracuje żeby kupić prezenty dziecku, myśląc, że prezenty zastąpią brak czasu i chęci na obcowanie z kimś kto tak bardzo przypomina tamtego. Teraz Dagmara jest Dagmą i koniecznie chce wejść do tego towarzystwa, które jej tak imponuje. 
Malina - przyszła, bo tak wypada. Siedzi w domu całymi dniami kompletnie pogubiona, a jedyne na co nie narzeka to brak pieniędzy. Istota ulepiona z pozorów. Czy powtórzy drogę własnej matki?
Konrad - on się stara. Życie na pokaz, zdominowane wspomnieniem i w jakimś stopniu samoudręczeniem.
Daniel - jak wielu przed nim i jak wielu po nim, robi karierę. Zalicza panienki, szpanuje, imponuje i marnuje życie z nonszalancją godną lepszej sprawy. Brat Karoliny.
Karolina - ma mniej pieniędzy niż reszta, i jest to czasem problem. Jej ojciec umiera na raka, a Karolina umiera razem z nim. Boi się życia i konsekwencji, czasami nieprzewidzianych, które by zmieniły tę  w sumie nudną egzystencję.
Wojtek - mąż Maliny. Nie miał lekko, bo z niebogatej rodziny był. A zawsze chciał więcej i więcej. To i dostał. Pracuje w Hamburgu na dom, drogie ciuchy, drogą szkołę dla syna (biedne dziecko swoją drogą). I stara się wykroić jakiś kawałek tortu dla siebie. Kawałek tortu pachnie piżmem i nie ma obiekcji.
I cóż, takie  jest życie.
Nie wrócę już do tej książki, chociaż warto było ją przeczytać. Ale gdy już przebrnęłam przez ten bezmiar cynizmu, snobizmu i zadufania w sobie poczułam, że mam dość. Niech się te niby elity kotłowacą we własnym światku, przekonane  o swojej wyższości. Jakoś nie zazdroszczę.
A książkę polecam, naprawdę warto czasem wejść dobrowolnie pod zimny prysznic.