sobota, 27 czerwca 2020

"Miłość pod naszym niebem" Sylwii Kubik - czyli powrót do Brzozówki

Jedną z oczekiwanych premier tego lata była dla mnie kontynuacja ciepło przyjętego debiutu Sylwii Kubik "Pod naszym niebem" czyli "Miłość pod naszym niebem"  I oto jest, egzemplarz recenzencki z przemiłym listem💌 od autorki. A na jesienne wieczory moja spiżarnia została zaopatrzona w syrop z mniszka przygotowany własnoręcznie przez Sylwię💚 Z przyjemnością powrócę do Brzozówki - małej wsi na Powiślu i powitam ciepło jej mieszkańców, pewna ich życzliwości, otwartości i chęci niesienia pomocy tym, którzy jej potrzebują. A gdy przeczytam, z radością podzielę się z Wami wrażeniami z lektury.


środa, 24 czerwca 2020

"Głodnemu trup na myśli" Iwona Banach


Lubię serie, a serie kryminalne tym bardziej, dlatego ucieszyłam się z wiadomości, że Iwona Banach planuje kontynuację przygód Emilii Gałązki, Magdy, Pawła, Mikołaja i całej szeroko rozumianej ekipy tropiącej.
 O "Niedaleko pada trup od denata" pisałam TUTAJ ale myślę, że spokojnie można zacząć przygodę z całym towarzystwem od drugiego tomu i wrócić do pierwszego.

Po szaleństwach przygód z demonem mordującym literatów i zaprezentowaniu całej (czyżby?) palety możliwości Emilii Gałązki, która z upodobaniem pielęgnuje tradycje preppersów, zaczynamy poznawać uroki miasteczka, w którym mieszka Emilia. 
Małe bo małe, ale słynne z wczasów odchudzających dla zamożnych przyjezdnych. Najlepiej tych zagranicznych, chcących przy okazji odwiedzić ojczyzny łono. Odchudzić się, a jednocześnie najeść. Dzięki wczasowiczom mają co do garnka włożyć mieszkańcy miasteczka: taki odchudzony, medytujący wszystkożerca jest doskonałym klientem w okolicznych sklepach i barach, a pan Czesiu taksówkarz, też zarobi. 
I wydawałoby się, że życie wróciło już do normy, kto miał zejść, ten zszedł, gdyby nie kolejny trup, a właściwie nieboszczka. Ściśle amerykańska, ale polskiego pochodzenia.

Co kryje się za tym niespodziewanym zgonem?


Czy miejscowa policja w osobie Mikołaja, prawie chłopaka Magdy, zdoła namierzyć sprawcę?

I dlaczego pewna sympatyczna dziewczynka z naukowym zacięciem woli mieszkać u Emilii, a nie u swojej babci? Wiem, ale nie powiem ;)

Magda zeźlona niechęcią najbliższych (nie wszystkich, rzecz jasna)  do planu założenia agencji detektywistycznej, postanawia ustalić kto miał motyw i sposobność i udowodnić, że będzie doskonałym prywatnym detektywem/detektywką. 
Paweł doskonale radzący sobie w dziennikarskim fachu były chłopak Magdy też chciałby co nieco wykryć. I zarobić, oraz odzyskać Magdę a wraz z nią darmowy wikt i opierunek.Co z tego wyniknie?
Zwłaszcza gdy swoje trzy grosze wtrącą Idalia, Nika i babcia Niki oraz ktoś, komu zależy na ukryciu prawdy. 
Namieszane? To jeszcze nic. Do pomocy Magdzie wkroczy pewna Alicja i dopiero będzie się działo.

Jest zwariowanie, jest śmiesznie bo Iwona Banach w charakterystyczny dla siebie sposób stosuje humor sytuacyjny i słowny.  
Jest smacznie! 
Musicie mi uwierzyć na słowo, ale przy czytaniu przełykałam ślinę przypominając sobie pierogi ruskie produkowane w seriach limitowanych przez moją babcię lata temu - wyobrażam sobie, że te pochłaniane przez Idalię też były tak smaczne.
A! i krupnik! jedna z moich ulubionych zup, u mnie w domu podawany z fasolą duży jaś, przepyszny, wprowadzający podniebienie w stan ekstazy, ale niestety bezprocentowy...
Ale tak naprawdę wszystko przebił tłuczek. Jedyny, niepowtarzalny, prawie eksponat muzealny!
Co do rosołu... cóż, o rosole i jego przedziwnych właściwościach musicie już przeczytać sami.
Serdecznie polecam i dobrze radzę: nie czytajcie przy jedzeniu, nagłe napady śmiechu grożą zadławieniem, a Iwona Banach wprawdzie zabija nudę śmiechem, ale woli żywych czytelników. 






piątek, 12 czerwca 2020

"Głodnemu trup na myśli" czyli najnowsza komedia kryminalna Iwony Banach już u mnie

Nie mam pierogów, więc Emilię, Magdę i resztę ekipy z "Głodnemu trup na myśli" wyprow
adziłam na spacer do ogrodu. W efekcie też zgłodniałam 😉 ale najnowsza komedia kryminalna Iwony Banach nie daje wyboru, jedzenie przy czytaniu stwarza realne zagrożenie zadławienia się posiłkiem;)











niedziela, 31 maja 2020

Paola Calvetti "Elżbieta II Portret królowej"


Przeczytałam jednym tchem. 
Fascynująca historia fascynującej kobiety. 
Jest to również historia całej epoki i doskonale opisana historia rozwoju fotografii i jej wpływu na kształtowanie wizerunku monarchini i całego dworu. 
Kariery wyrastające niespodziewanie dzięki jednemu unikalnemu ujęciu, wyższe sfery i miłosne perturbacje. 
A wszystko, w tej książce oczywiście, rozpoczęło się od odkrycia  zapomnianej skrzynki z mało czytelną nalepką w piwnicy niedawno zakupionego domu. 
Dom został zakupiony od Rosalind Thuillier, synowej Marcusa Adamsa, który w latach 1926-1952 wykonał tysiące fotografii potomków arystokratycznych rodzin. 
Należała do nich też przyszła królowa Elżbieta II. 
Zdjęcia zostały wystawione na aukcję, a historia panowania królowej Elżbiety opowiedziana w fotograficznych ujęciach wspaniale oddaje klimat epoki.

Paola Calvetti "Elżbieta II Portret królowej"
w tłumaczeniu Iwony Banach
Wydawnictwo Zysk i S-ka

środa, 27 maja 2020

"Martwe ciała" Michał Larek, Waldemar Ciszak


Dużo czasu upłynęło od momentu gdy odłożyłam "Martwe ciała" na półkę zarezerwowaną dla książek czekających na recenzję. Nie byłam w stanie od razu po przeczytaniu pisać o wrażeniach z lektury, szukać słów... towarzyszyło mi wtedy zbyt dużo emocji, zbyt mocno wczułam się w treść. A przecież autorzy stawiając na prosty, wiarygodny przekaz nie grają na emocjach, nie żonglują nimi. Są bardzo uczciwi w swej relacji, powściągliwi. 
Oni nie muszą udowadniać, że piszą o wstrząsających zbrodniach, nie muszą podkręcać atmosfery. Bo sama sprawa Edmunda Kolanowskiego jest wstrząsająca i wychodząca poza granicę przeciętnych zbrodni. 
Edmund Kolanowski, zwykły człowiek, poznański nekrofil, seryjny zabójca przyznał się do popełnionych zbrodni w czasie przesłuchania w dniu 7 września 1983 roku. Jak zanotowano była godzina 15:00 przesłuchanie prowadził kapitan Michał Gajdamowicz, obecny był też kapitan Andrzej Przywieczerski. Obaj to oficerowie Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Poznaniu. 

Fragment z Prologu:
"Przyznaję się, że w dniu 4 listopada 1982 roku w Naramowicach dokonałem zabójstwa dziewczyny. Nie znałem jej przedtem, a obecnie wiem, że nazywa się Alina K. Mieszkanka Poznania, dokładnego miejsca jej zamieszkania nie znam. Przyznaję się obecnie do zabójstwa tej dziewczyny, gdyż wiem, iż i tak by się wszystko wydało, a nie przyznawałem się dlatego, że bałem się odpowiedzialności karnej, a przede wszystkim kary śmierci."

To początek, a im dalej tym gęściej i mroczniej. 
Dla ludzi o mocnych nerwach, ceniących reportaże kryminalne  i kryminały na faktach. 

Michał Larek, Waldemar Ciszak "Martwe ciała" wydanie II poprawione i uzupełnione
Wydawnictwo Oficynka
Rok wydania 2019
stron 259

wtorek, 26 maja 2020

Marzenia z odroczonym terminem ważności, czyli o przełożonej premierze filmu i książki "Oświęcim-Praga"


Dzisiaj też leje jak z cebra, więc pogoda bardzo  na czasie :)
A co do czasu, to gdy czytam ten tekst napisany  dwa tygodnie temu, opisujący zdarzenia z początku, a dokładnie z jedenastego marca tego roku, to wydaje mi się jakbym o jakimś alternatywnym życiu czytała.  
Myślę, że w miarę łatwo przystosowałam się do  zmiany trybu życia. Praca zdalna, zakupy - tylko to co konieczne. Dużo czytania i pisania, rozmów przez telefon. Gdy tak podsumowuję to najbardziej brakuje mi spotkań przy kawie. A u nas w Oświęcimiu są miejsca gdzie i kawa kusi aromatem, i ciasto przepyszne. Przytulnie, czasem bardzo nowocześnie, częściej z historią w tle. Tą przedwojenną, opowiadającą o założycielach najstarszych oświęcimskich firm. Budzącą nostalgię i szacunek dla pracy pokoleń. 
Ten tekst zapewne by nie powstał ( musiałam się zmobilizować) gdyby nie konkurs Wydawnictwa Lira na wspomnie z czasu pandemii - Zdalnie a jednak blisko. Konkurs wygrał kto inny, gratulacje :) ale w tym przypadku celem nie było wygranie tylko zatrzymanie w czasie chwil, które za niedługo będą bardzo wyblakłym wspomnieniem. 

Marzenia z odroczonym terminem ważności.
Rano lało jak z cebra, a ja akurat musiałam wyjść do pracy. Już samo to było namiastką święta, bo czujecie: wyjść z domu do pracy, przy trybie pracy zdalnej, to miła odmiana. Byłaby, gdyby nie ten zacinający z każdej strony deszcz. Maseczka mi przemokła i to z obu stron, bo wewnątrz pot ciurkał po twarzy. Zimny wiatr sprawiał, że zaczynałam się zastanawiać jaki w końcu mamy miesiąc.
Podobno początek maja.
Na chwilę odbiegłam myślami od niewesołej teraźniejszości wspominając  spotkanie w kawiarni i ostatnie beztroskie chwile. U Kołaczka większość miejsc była zajęta, więc z kawą i pączkami zeszliśmy do podziemi. W tej klimatycznej części kawiarni, było nieco spokojniej i mogliśmy przejrzeć ujęcia wykorzystane w już zmontowanym filmie. Na ekranie smartfona królowały lata trzydzieste ubiegłego wieku, piękne kobiety, szarmanccy mężczyźni i samochody „Oświęcim-Praga”. Spełniało się marzenie filmowców amatorów o kolejnym filmie. Spełniało się też moje marzenie. Na podstawie scenariusza napisałam książkę, a konsultacje przy pisaniu z kolegami odpowiedzialnymi za scenariusz, reżyserię i szeroko pojętą całość,  sprawiały, że film i książka tworzyły harmonijną całość. 
 Czekaliśmy już tylko na okładkę i premierę, która dla całości projektu została wyznaczona na trzydziestego kwietnia. Przez kilka miesięcy żyłam życiem naszych bohaterów i chciałam już mieć książkę w ręku. Kolejną, ale nie ostatnią.
 Jedenastego marca, po kilku godzinach dyskusji, wyszliśmy z Tomkiem Klimczakiem na światło dzienne. Nie zachowując nakazanej odległości przystanęliśmy obok witryny kawiarni na kolejne minuty. Obok, szybkim krokiem przeszła znajoma. Na nasz widok zatrzymała się. Przywitaliśmy się uściskiem dłoni, serdecznie.
– Słyszeliście, że szkoły, muzea, domy kultury od jutra mają być nieczynne? – zapytała nieco zdenerwowana.
Zaprzeczyliśmy, komentując, że zapewne niedługo wszystko wróci do normy. Nie przypuszczaliśmy, że świat jaki znaliśmy właśnie przestaje istnieć, a wyczekiwana data premiery zostanie przesunięta na wrzesień.
 Oby wtedy po pandemii pozostało tylko wspomnienie

Na zdjęciu samochód służbowy "Oświęcim-Praga", a  w tle zabudowania fabryki. 
Ale o tym w jaki sposób doszło do tego, że w Oświęcimiu powstawały te piękne i bardzo wytrzymałe samochody opowiedzą film i książka. 
Zdjęcie pochodzi ze strony spadkobierczyni dawnych tradycji fabryki https://omag.com.pl/profil-firmy-omag/



poniedziałek, 25 maja 2020

"Łowca" Agnieszka Pruska


"Łowca" kończy cykl kryminałów z komisarzem Uszkierem w roli głównej i nie jest to dobra wiadomość dla miłośników gatunku. Barnaba Uszkier nieco odstaje od tych wiecznie narzekających, nadużywających i pojękujących przedstawicieli prawa. Nie rozwodzi się, nie myśli o separacji z raczej sympatyczną małżonką, dzieci już nie dzieci tylko poważne nastolatki, a przyjaźnie jak trwały tak trwają. Ale to nie oznacza, że komisarz Uszkier jest nudny, ja go zakwalifikowałam do grona komisarzy godnych zaufania, metodycznych i nieodpuszczających, badających każdy trop. Bo tak to rzeczywiście jest, że w pracy kryminalnych mniej jest spektakularnych osiągnięć i śledztw kończonych dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności  w piątek przed weekendem, niż długiej, żmudnej i mało widowiskowej roboty. Co wcale nie oznacza, że nie będzie się działało. Jakiś pościg, strzelanina, przyspieszone bicie serca... wszystko w komplecie. 
Tym razem komisarz Uszkier i jego współpracownicy mają do czynienia z niezbyt przyjemnym  mordercą. Wszystko wskazuje na to, że seryjnym. Zaczyna się od morderstwa młodej, lubianej kobiety, właścicielki dwóch owczarków. Badanie kontaktów ofiary, jej przyzwyczajeń, otoczenia, nie przynosi zbyt wielu rezultatów. Gdy ginie kolejna osoba, śledztwo nabiera tempa, a zwierzchnik Uszkiera zwany przez podwładnych Dyktatorem zaczyna odczuwać presję z góry. Tak zwane czynniki chciałyby jak najszybciej otrzymać informację o aresztowaniu sprawcy.
Ale nie tak szybko. Sprawca to inteligentny przeciwnik. Nie zostawia śladów, umie poruszać się bez zwracania na siebie uwagi, zna miasto. 
Zna też miejsca, w których odbywają się spotkania kulturalne. Cóż, każdy powinien mieć jakieś hobby.
Leński, współpracownik komisarza, ze skrawków informacji buduje  profil mordercy. Czy to jego wnioski doprowadzą do schwytania mordercy?
Czy morderca zostanie ujęty?
Dlaczego żegnamy komisarza Uszkiera?
Na te pytania nie odpowiem, ale wszystkiego, albo prawie wszystkiego dowiecie się czytając "Łowcę". 
A na koniec dodam, że jest to również bardzo dobry kryminał miejski, z solidnie opisaną topografią Gdańska i okolic. Sama wybrałabym się chętnie w te miejsca, które zdradziły co nieco prowadzącym śledztwo.
A poniżej kolejność serii, baner pochodzi ze strony Wydawnictwa Oficynka - ZAJRZYJCIE NA STRONĘ WYDAWNICTWA :)



poniedziałek, 11 maja 2020

"Będzie bolało - sekretny dziennik młodego lekarza" Adam Kay

"Będzie bolało" Adama Kaya jest dowodem na to, że warto od czasu do czasu zapisywać wydarzenia dnia, bo po latach notatki mogą się przydać, by odświeżyć pamięć, albo napisać książkę, która stanie się bestsellerem. 
Droga Adama do zostania lekarzem nie była zbyt skomplikowana, pochodzi z rodziny medyków, więc wybór zawodu nie podlegał dyskusji. Miał szesnaście lat gdy zaczął naukę na kierunku medycznym i po kolei, przez kolejne lata, wspinał się po ustalonych odgórnie stopniach kariery. 
Od szpitala do szpitala pracując prawie bez przerwy. Bez świąt, wyjazdów na wczasy, uroczystych kolacji - zawsze okazywało się, że musi zostać bo kolejna pacjentka zaczyna rodzić, a chętnych na zastępstwo brakuje.
 Adam Kay pracował w publicznej służbie zdrowia i aż do bólu uczciwie opisuje wady i zalety systemu. 
Tu nie ma skomplikowanej fabuły, rozpisanych dialogów i postaci rzucających błyskotliwe bon moty. Tu jest samo szpitalne życie. I tak naprawdę gdyby nie humor, empatia i duża wrażliwość ciężko byłoby obcować ze strachem, ciągłym stresem, presją szybkich decyzji. 
Czytałam i momentami czułam napięcie związane z opisywanymi wydarzeniami. Ciężar podejmowanych decyzji, mnogość wyzwań, niedobory kadrowe, brak wyszkolenia lekarzy z naboru.  Ten dziennik to zapis wielu dyżurów, wielu nieprzespanych nocy. Rozmów z pacjentkami - Adam Kay pracował jako ginekolog położnik. Zabawne zapiski nie zostały umieszczone w celu wywołania taniej sensacji (chociaż pomysłowość ludzka nie zna granic), ale pełnią rolę przeciwwagi dla tych momentów, które powodują skurcz w krtani i westchnienia pełne smutku. O pożegnaniach, zwłaszcza pacjentów trzeba umieć pisać tak, żeby nie naruszyć ich intymności, powagi chwili i godności. Adam Kay to potrafi.
Tak prawdę mówiąc nie dziwię się, że nie wytrzymał i odszedł z zawodu. 
To jedna z tych książek, które po prostu warto przeczytać, zatrzymać się na chwilę i pomyśleć o tych wszystkich medykach, którzy niosą pomoc chorym. Nie zawsze wszystko jest jasne, nie zawsze objawy podpowiadają chorobę, a w dziesiątej godzinie dyżuru człowiek nie funkcjonuje już tak sprawnie jak w pierwszej.  Ale zawsze stara się pomóc, bo taki wybrał sobie zawód. 
Odruchy pomocy pozostają na zawsze, Adam Kay wspomina, że nadal gdy widzi, że ktoś potrzebuje pomocy, zemdleje, jest ofiarą wypadku, włącza się w nim tryb lekarz i nigdy nie przechodzi obojętnie. 

piątek, 8 maja 2020

"Ja cię kocham, a ty miau" Katarzyna Berenika Miszczuk


Kot w roli narratora, dla mnie propozycja nie do odrzucenia, tylko do przeczytania.
Zwłaszcza że kot brytyjski o imieniu Lord, skupia w sobie większość wad i zalet kociego rodu. Oczywiście lubi się wysypiać tam gdzie jemu pasuje - najlepiej w szufladzie z bielizną Alicji. Lubi dobrze zjeść, ale to żadna nowość, nie znam kota, który by nie lubił łososia z puszki, albo tuńczyka w sosie własnym tudzież w oleju. Nie wspominając o ekskluzywnych saszetkach z siekaną kaczką i innymi frykasami. 
Lord lubi też święty spokój, kocha swoją Alę i troszczy się o nią po swojemu - sikanie do butów pewnego niewydarzonego faceta, to w sumie czyn godzien pochwały. 
Lord zna swoją wartość, zna też wartość talentu Ali, która jest rysowniczką i ilustruje książeczki dla dzieci. Pięknie ilustruje. Ala kiedyś chciała malować inne obrazy, nawet kilka ich namalowała i tak czekały na swoją okazję. 
A okazja jak to okazja zdarzyła się niespodziewanie: Alicja otrzymała zaproszenie do dworku ekscentrycznego kolekcjonera Stefana Śmietańskiego, który ogłosił konkurs talentów. Zwycięzca miał  odziedziczyć majątek Śmietańskiego. Oczywiście gdy starszy pan pożegna się z tym światem. Jedną z dziesięciu osób zakwalifikowanych do konkursu jest Ala. I oczywiście nieodłączny Lord, który uważa, że spadek po Śmietańskim powinien przypaść właśnie im.  
Potem już tylko podróż, dworek, konkurenci i trup ściele się gęsto, a Lord z wyżyn swego ego opowiada nam o całej sprawie. 
Ale pamiętajmy: po pierwsze Lord, po drugie Ala, a potem długo, długo nic ;)
Urzekła mnie jego historia. 
Tak naprawdę nawet jak na komedię kryminalną niezbyt wiarygodna i zakończenie takie ciut, ciut naciągane, ale i tak ubawiłam się serdecznie i z przyjemnością poczytam kolejną komedię, nawet kryminalną o przygodach jaśnie wielmożnego kota brytyjskiego.
Jego wysokość pępek świata jest kapitalny w swojej narracji i miałabym ochotę wziąć go na ręce i przytulić. I już widzę jak na mnie patrzy z pobłażaniem, bo to że ja bym chciała, to jedno, ale czy on się zgodzi? Tu już nie mam żadnej pewności. 
Reasumując: "Ja cię kocham, a ty miau" to w moim odczuciu komedia z lekka kryminalna, dla czytelników obdarzonych poczuciem humoru i spragnionych wypoczynku od codziennych zmartwień.
Książkę przeczytałam w ramach abonamentu Empik Go Premium i była to naprawdę czytelnicza przyjemność. 

Dzień Bibliotekarza i Bibliotek :)

Biblioteka📚📖📚 - jeden ze stałych punktów mojego życia 
Wszystkim Bibliotekarzom, ludziom wielkiego serca dla książek i kultury, życzę bibliotek, w których czytelnicy - ich niech będą miliony - mogliby wypożyczyć każdą książkę, od tych z lat najdawniejszych do pachnących świeżością nowości.









wtorek, 5 maja 2020

"Lista nieobecności" Michał Paweł Urbaniak


Przez ostatni tydzień godziny nocne spędzałam w towarzystwie Artura Hnata, Zuzanny, Krzysztofa, Jakuba... mogłabym tak długo wymieniać, bo bohaterowie "Listy nieobecności" niezależnie od miejsca, które przypisał im autor (albo sami je zajęli), zaanektowali swoją odczuwalną obecnością moją uwagę i z godziny na godzinę stawali się coraz bardziej realni. Może poprzez drobiazgowość opisu wzajemnych relacji, miłości pomieszanej z nienawiścią i tego aż do kresu wytrzymałości, nurzania się w przeszłości. 
Z upodobaniem? Z przyzwyczajenia?
Czy dlatego, że zapomnienie chociaż na minutę o tragicznej śmierci sióstr, o szaleństwie matki i zgonie ojca oznaczałoby dla pozostałych przy życiu braci zdradę pamięci? Rozluźnienie więzi? Artur Hnat, jak bohater romantyczny znaczony nadwrażliwością, od dawna oczekuje na śmierć. Świadomość własnej śmiertelności nie jest niczym dziwnym czy nadzwyczajnym, skoro urodziliśmy się, to i umrzemy, ale  raczej mało kto ma ochotę o tym pamiętać. 
Artur jest mężem Zuzanny, drugim mężem, ma pasierba Krzysztofa, który go nie akceptuje. A jednak po latach to Artur Hnat będzie tym, który zrozumie.
Huśtawki nastrojów, brak stabilizacji, oschłość Zuzanny, ale i dobroduszność Danki, przebijające spod ogłady prostactwo Mirka, hałaśliwość dziewczynek, tworzą klimat, z którego trudno wyjść. Michał Paweł Urbaniak pokazuje swoich bohaterów w różnych sytuacjach, często domowych, gdy znikają wszystkie maski i pozy stosowane przed zewnętrzną publicznością. 
Jakim człowiekiem jest Artur Hnat?
To dla mnie nadal zagadka. Poznałam Artura - brata Janka, Artura - męża Zuzanny, Artura - ojca Ani (Justyny) i Brygidy. Nade wszystko poznałam Artura - wiecznego żałobnika.
Artur żył, a jakby go nie było.
A potem żył jeszcze intensywniej.
Życie Artura i z Arturem po latach wspomina Zuzanna, sędziwa, doświadczona przez los kobieta. Ona także ma swoją listę nieobecności. 
Ma taką listę ciotka Wanda, ale nikt o niej nie wie, nikt nie pyta.
Mam swoją listę i ja, jak każdy, kto przeżył pożegnania bez powrotu.
"Lista nieobecności" to powieść wymagająca uwagi i skupienia, także ze względu na fabułę rozgrywającą się w różnych planach czasowych. 
Proza Michała Pawła Urbaniaka nie ma w sobie nic z nadęcia i górnolotności, autor opowiada historię Artura Hnata w sposób przystępny, płynny, z wyczuciem słowa. 
"Lista nieobecności" to debiut Michała Pawła Urbaniaka, debiut zapadający w pamięć i dający nadzieję czytelnikom na długą pisarską podróż z autorem. 
Proponuję wpisać "Listę nieobecności" na listę książek, które warto przeczytać. Premiera 20 maja, a ja już dzisiaj polecam. 
Autorką przykuwającej uwagę okładki jest Justyna Tarkowska.

"Lista nieobecności" Michał Paweł Urbaniak
Wydawnictwo Mova
rok wydania 2020
proza polska

sobota, 2 maja 2020

Zielone zakątki Oświęcimia :)



Dzień dobry 💚pozdrawiam wiosennie💚🍀🧡z zielonego 🌱🌿💚Oświęcimia. Po deszczu wychodzi słońce🌦️🌈🌤️i zapowiada się miły dzień. A na zdjęciu Mały Rynek w Oświęcimiu i glicynia cudnej urody🌱🌿🌳

sobota, 25 kwietnia 2020

Głos Ziemi Oświęcimskiej i słów kilka o moich książkach i książkach oświęcimskich pisarzy :)

📌📚📰To bardzo miłe, że "Głos Ziemi Oświęcimskiej" przypomina czytelnikom o oświęcimskich pisarzach i książkach związanych z naszym miastem. 
Mama nawet się nieco rozczuliła na wspomnienie granatowego malucha, a i zakreśliła tekst związany z moim pisarstwem. Żebym czasem nie przeoczyła 
Korzystając z okazji, oczywiście polecam lekturę moich kryminałów na poprawę humoru w tym niepewnym czasie
💙

czwartek, 23 kwietnia 2020

"Lista nieobecności" Michał Paweł Urbaniak majowa premiera

23 kwietnia obchodzimy Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich i jest to dla mnie bardzo dobry czas żeby po czterech miesiącach przerwy wrócić do pisania o moich czytelniczych odkryciach. A poniżej okładka książki, którą już teraz polecam i szczerze mówiąc nie mogę doczekać się tego jedynego w swoim rodzaju momentu, gdy siądę z książką na kolanach (albo na ekranie laptopa) i przepadnę dla świata. 
Wczoraj przeżyłam ten moment odrealnienia, gdy po powrocie z pracy do domu, jeszcze w biegu, usiadłam przy komputerze żeby sprawdzić pocztę. Wśród wielu wiadomości była jedna, która przykuła moją uwagę - propozycja przeczytania i zrecenzowania debiutanckiej powieści Michała Pawła Urbaniaka. Jak zawsze w takich sytuacjach wpisałam dane autora w wyszukiwarkę i po chwili mogłam zapoznać się z początkiem powieści, wejść w atmosferę prologu. I przepadłam. Zaiskrzyło pomiędzy mną a tekstem, ten pierwszy moment, gdy tak wiele spraw się decyduje okazał się nadzwyczaj udany. 
Dlatego bez wahania proponuję wpisanie "Listy nieobecności" Michała Pawła Urbaniaka na listę książek do przeczytania. Premiera 20 maja, ale już teraz warto pamiętać, że   na czytelników czeka 496 stron fascynującej prozy.

Przewidywana data premiery 20.05.2020
Debiutancka powieść Michała Pawła Urbaniaka.
Pełna niedopowiedzeń, szczegółów oraz znaczeń historia przemijania i niezrozumienia, które prowadzi do tragedii.
Artur Hnat nie żyje.
Teraz jego bliscy muszą zmierzyć się z tym, co pozostawił. Zuzanna zatraca się w cierpieniu po stracie męża. Syn, Krzysztof, jest spragniony miłości, ale ta staje się dla niego trucizną. Jego partner Jakub nie znajduje ocalenia w związku i podświadomie dąży do autodestrukcji.
"Lista nieobecności" jest portretem dramatów, które są zakorzenione głęboko w duszy i nie sposób ich się pozbyć. Artur chce uciec od tragicznej przeszłości; zimna, rzekomo niezdolna do miłości Zuzanna pragnie żyć poza kręgiem śmierci; Krzysztof szuka ocalenia od samotności, a Jakub – bezpieczeństwa.
Codzienność bohaterów jest podszyta mrokiem i pragnieniem szczęścia na przekór wszelkim niepowodzeniom. Czy istnieje fatum i niektórzy są zwyczajnie skazani na życie naznaczone lękiem? A może wszystko jest winą człowieka?
Opis książki i okładka pochodzą ze strony Wydawnictwa Mova

czwartek, 12 grudnia 2019

"Matyldo, niedługo święta" Alexander Steffensmeier


Jak widać na załączonym obrazku krowa Matylda przygotowuje się do świąt. Bałwan jest, choinka gotowa, śnieg zasnuwa bielą okoliczne łąki, drogi i dachy, a rozwieszone na sznurku skarpetki pomysłowo zastępują kalendarz adwentowy.
 Matylda nie może doczekać się świąt, tak jak i dzieci. Matylda pomaga listonoszowi w dostarczeniu prezentów i kartek świątecznych do wszystkich grzecznych dzieci. 
A gdy nasypie dużo śniegu lepi bałwana, w przerwach pomagając gospodyni w pieczeniu pierniczków. 
A gdy przychodzą Święta wszyscy cieszą się swoją obecnością, ciepłem i życzliwością. Troszczą się o bliskich i życzą im wspaniałych Świąt!
Niewielka książeczka dla maluszków, ślicznie ilustrowana z krową Matyldą w roli głównej. 
Moc pozytywnego myślenia dla najmłodszych. Serdecznie polecam :)
A o Matyldzie pisałam też Tutaj


"Matyldo, niedługo święta" Alexander Steffensmeier
Wydawnictwo Media Rodzina 

środa, 27 listopada 2019

"Zimne nóżki nieboszczyka" Agnieszka Pruska



Poszłam spać po północy czyli już dzisiaj i długo nie mogłam usnąć usiłując w towarzystwie Adama Potockiego odkopać się ze śniegu leżącego na trasie Lwów - Jassy. Miałam przed oczami pryzmy bieli. Hrabia w końcu ruszył, meta rajdu Monte Carlo czekała, a ja też ruszyłam ale do Chojnic w towarzystwie Alicji i Julki, które razem ze sprzętem - narty biegówki, zameldowały się w hotelu w Chojnicach. Już trzeci raz sympatyczne nauczycielki postanowiły razem spędzić wakacje (ferie). Oznaczało to ni mniej ni więcej, że natkną się na jakieś mniej lub bardziej atrakcyjne zwłoki. Ale najpierw facet zaginął. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, ludzie giną i się odnajdują, ale akurat tym zaginięciem zaniepokoiła się sympatyczna kelnerka i parę innych osób. Policja przystąpiła do poszukiwań, a Julka i Alicja w bardzo prospołeczny sposób postanowiły policji pomóc. I pomogły, a jakże! Na jednym nieboszczyku na pewno się nie skończy, a tytuł wskazuje, że będzie lekko, łatwo i przyjemnie. Agnieszka Pruska dobrze czuje się w lżejszej kryminalnej konwencji i dużą sympatią darzy swoje bohaterki. A one mają szczególny węch i na bank odnajdą każdego tajemniczego denata. Mnie tylko prześladuje pytanie: A te zimne nóżki to z octem czy bez octu? Zaraz grudzień, śniegiem poprószy, ferie za pasem, "Zimne nóżki nieboszczyka" to doskonała lektura na ten czas.

wtorek, 26 listopada 2019

Kilka rad jak dłużej żyć



Dzień dobry  nowy tydzień, nowe możliwości :) 
u mnie chłodno i na razie mgła otula ogród, ale to przecież koniec listopada, więc trudno żeby było inaczej. Wczoraj wróciłam do książki Michała Tombaka "Czy można żyć 150 lat?" - dużo przepisów na zdrowe soki i kuracje oczyszczające organizm, warto stosować. Warto też stosować się do rad zawartych w rozdziale "Recepta na młodość". Poniżej, w punktach:
1.Kochaj siebie takim, jakim jesteś.
2.Nigdy nikomu nie zazdrość.
3.Jeśli się sobie nie podobasz - zmień się.
4.Złość, obraza, krytyka siebie i innych - to najbardziej szkodliwe emocje dla zdrowia.
5.Jeśli coś postanowiłeś - działaj.
6. Pomagaj biednym, chory, starym i czyń to z radością.
7. Nie myśl o chorobach, starości i śmierci.
8.Miłość jest najlepszym lekarstwem na choroby i starość.
9.Twoimi wrogami są: obżarstwo, chciwość, uleganie własnym słabościom.
10.Troski prowadzą do zejścia z tego świata. Wzdychania niszczą ciało człowieka.
11.Największym grzechem jest strach i podłość.
12.Najlepszym dniem jest dzień dzisiejszy.
13.Najlepsze miasto to to, w którym ci się najlepiej powodzi.
14.Najlepsza praca to ta, którą lubisz.
15.Największy błąd - utrata nadziei.
16.Największy prezent, który możesz podarować lub otrzymać, to miłość.
17.Największe bogactwo to zdrowie.
A ja od siebie dodam: śmiej się każdego dnia, serdecznie, pełnią siebie. Uśmiechaj się do ludzi, nawiązuj kontakty, nie bój się odrzucenia. Ale nie rób nic na siłę. Pogłaskaj kota, przytul psa. Przytul się do bliskiej osoby. Dopiszcie sobie co dla Was ważne i stosujcie.
A zdjęcie dla przyjemności.

poniedziałek, 28 października 2019

"Niedaleko pada trup od denata" Iwona Banach


Komedia kryminalna to wbrew pozorom bardzo wymagający gatunek. 
Z założenia, w kryminale powinien pojawić się minimum jeden nieboszczyk, górna granica nie została określona. Fabuła powinna być spójna i serwując  czytelnikom odpowiednią ilość fałszywych tropów, prowadzić do autora zbrodni. Pamiętać trzeba o motywie, tyle teraz się mówi o psychice mordercy, traumach i urazach z dzieciństwa.
 Nie zostawiać niczego przypadkowi, czytelnicy są coraz bardziej wymagający i jeden zbieg okoliczności łamany na przypadek przełkną, ale dwa to przecież niemożliwe. 
W życiu tak nie bywa.

Polemizowałabym, ale to innym razem.

Dodatkowo, przy konstruowaniu komedii kryminalnej trzeba pamiętać żeby zbrodnia nie była zbyt krwawa, makabryczna, odstręczająca.
Najlepsze będzie takie miłe, czyste morderstwo. Nóż, widelec, może korkociąg. Albo trucizna, tylko tak żeby się przyszły nieboszczyk nie męczył zbyt długo. A i objawy... pożądane byłyby takie niezbyt widoczne.
 Żeby zmylić czytelnika ;)
Nadal pozostając przy konwencji komedii kryminalnej pamiętamy o stosowaniu humoru sytuacyjnego i słownego. Wszak czytelnik ma wypocząć przy czytaniu, a nie zmęczyć się, albo, co przy tym podgatunku niedopuszczalne, bać się wyjść w nocy z pokoju do łazienki.
Szanujmy nerwy własne i cudze.
A i jeszcze... bohaterowie. Nietuzinkowi, zapadający w pamięć.
Czy pamięć, podsuwająca wszystkie wariacje na temat Kowalskich i Nowaków, nie spłata autorowi figla i nie podpowie nazwiska, które dopiero co pojawiło się w książce koleżanki po piórze?
Czy u kogoś pojawiła się już Emilia Gałązka?
Ja sobie nie przypominam.
Jak już wszystko uda się autorowi połączyć w całość i nie wyzionąć ducha przy okazji, znaleźć wydawcę, który doceni treść i dołoży od siebie znakomitą okładkę, to powstanie wzbudzająca niekontrolowane wybuchy śmiechu zwariowana, charakterystyczna dla twórczości Iwony Banach komedia. Na pewno kryminalna.

O treści słów kilka, ale tylko na zachętę, bo żaden, nawet najlepszy opis nie odda jej klimatu.



Z Emilią Gałązką od razu poczułam mocną więź i nie ukrywam, że chętnie jeszcze się z nią spotkam. Nie jestem preppersem, niezbyt przejmuję się końcem świata (bo każdy z nas przeżywa w swoim czasie własny, jedyny i niepowtarzalny koniec świata i nikomu nic do tego), ale odczuwam głębokie zrozumienie dla manii gromadzenia zapasów. 
Zawsze byłam zdania, że zamrażarka pełna mrożonek gotowych po odgrzaniu do spożycia i kilka półek puszek zawierających fasolkę po bretońsku, makrele w oleju, pomidorach i sosie musztardowym, kapusta kiszona w białym winie i brzoskwinie w syropie, to minimum pozwalające na swobodne decydowanie czy dzisiaj pójdę na zakupy czy niekoniecznie. Czy odchoruję przeziębienie, czy żeby wrzucić coś na ząb będę musiała  zwlec się z łóżka. Czyli mam do zapasów podejście praktyczne, gromadzę i zjadam. Emilia natomiast skupiła się na gromadzeniu. Nie tylko żywności. 
Ale jak to w życiu, wydarzenia zweryfikują czy miała rację. 
Pomoże jej w tym siostrzenica Magda, miła dziewczyna usiłująca odciąć się od upiornego Pawełka oraz całkiem sympatyczny policjant. 
I inne mniej lub bardziej dziwne osoby. 

A zaczęło się tak miło od spotkania autorskiego.
 Osobiście bardzo lubię spotkania autorskie - te moje i innych pisarzy takoż, ale nie wiem jak bym zareagowała gdyby pisarz dorównujący w mojej wyobraźni Clooneyowi przemienił się w łysiejącego, zapuszczonego sześćdziesięciolatka. Niby wygląd autora treści książki nie zmienia, ale chyba poczułabym się delikatnie rozczarowana. Zwłaszcza gdyby wydawca nie zamieszczał zdjęć autora na okładce. 
Ale nie próbowałabym go zamordować, zresztą rozczarowane wielbicielki też nie próbowały. A jednak to akurat spotkanie autorskie przeszło do historii miasteczka i biblioteki. Od niego wszystko się zaczęło, a potem to już było z górki. 
A co było, kogo zamordowano, jaki był powód zbrodni i co zmalował upiorny Pawełek, tego nie zdradzę. Bierzecie i czytajcie, tylko nie przy jedzeniu. Wiem co mówię, mój egzemplarz oplułam kawą, zrosiłam łzami - ze śmiechu oczywiście. Dobrze że nie wzięłam go do wanny, na pewno przy okazji bym go utopiła przy niekontrolowanym wybuchu śmiechu. Więc z czytaniem w busie też ostrożnie. Chyba że na głos. Niech inni też skorzystają. 
 Ubawiona, z przekonaniem polecam prawdziwą komedię kryminalną kojarzącą się z komediami nieodżałowanej Joanny Chmielewskiej. 
Cięty humor, prawdziwe do bólu sytuacje i reakcje - mężczyzn pokroju Pawełka zbyt wielu jeszcze chodzi po świecie. Do tego certyfikowane łowczynie demonów broniące swoich wyobrażeń o przyszłości najbliższych...
To wszystko oznacza tylko jedno "Niedaleko pada trup od denata" powinien znaleźć się w zestawie obowiązkowym  książek na jesień, zimę, wiosnę i lato. 
Terapia śmiechem gwarantowana. 
Odsłona na jesień ;)


"Żubr Pompik Wyprawy" Tomasz Samojlik

Jak to miło po przerwie spotkać się z przesympatyczną żubrzą rodziną. W jej skład wchodzą Porada i Pomruk oraz dwójka niesfornych żubrzątek Polinka i Pompik.
Pisałam o nich  TUTAJ
Tym razem z rodziną żubrów zwiedzimy trzy Parki Narodowe:
 Babiogórski Park Narodowy, 
Ojcowski Park Narodowy 
 Gorczański Park Narodowy. 
Czym się charakteryzują i jakie zwierzęta w nich mieszkają, o tym za chwilę.
 W Polsce aktualnie mamy dwadzieścia trzy Parki Narodowe i są one skrupulatnie wyliczone oraz pokazane na mapie Polski zamieszczonej we wkładce. Gdybyście planowali wędrówkę śladem żubrzej rodziny to ta mapka będzie jak znalazł. 
Na mapce możemy także zaznaczyć, które książeczki o rodzinie Pompika już mamy w zbiorach, a których nam brakuje.
Cała seria została skonstruowana w bardzo przemyślany sposób, tak aby dzieci i dorośli mogli jak najwięcej się nauczyć. Prosty tekst, zawierający wiele informacji, ale nie przytłaczający nimi. Historie rodzinne z życia wzięte - Porada i Pomruk mogą być przykładem rodziców rozumiejących, że dzieci uczą się poprzez obserwowanie postępowania rodziców i rozmowę, a nie poprzez stawianie wygórowanych wymagań i presję. 
Porada, Pomruk, Polinka i Pompik tworzą zgraną, pełną ciepła i wzajemnej życzliwości rodzinę.
A teraz czas na omówienie książeczek:
"Żubr Pompik Wyprawy. Żubrza Góra"

Ciekawe dokąd tym razem zawitały sympatyczne żubry?
Do Babiogórskiego Parku Narodowego, którego symbolem jest okrzyn jeleni. To właśnie wspomnienie smaku tej rośliny przywiodło Pomruka, a z nim resztę rodziny do Babiogórskiego Parku Narodowego. Przy okazji żubry poznały zwyczaje jeleni i dowiedziały się, że jeleń ryczy, koziołek sarny szczeka,  a łoś stęka. Też nie wiedziałam :)













"Żubr Pompik Wyprawy. Jaskinia nietoperza" 
Z Babiogórskiego Parku Narodowego żubry powędrowały do Ojcowskiego Parku Narodowego, którego symbolem jest nocek duży, nietoperz specjalizujący się w chwytaniu biegających po ziemi chrząszczy. 
Do jaskini nietoperzy prowadziła droga wśród głazów i fragmentów skalnych. Kto z Was był w Ojcowskim Parku Narodowym, ten pamięta ogromną Maczugę Herkulesa, Rękawicę czy Bramę Krakowską.  
Na noskach żubrów siadały chrząszcze, wokół latały ćmy, a ośmionogi pająk też chciał na własne oczy zobaczyć żubrzą rodzinę. 
Zachodzące słońce rzucało cień na skały, tak wielki, że nawet Pomruk się przestraszył.
A potem Polinka wpadła do jaskini i spotkała w niej nietoperze.
 Ale o tym sami już przeczytacie.






"Żubr Pompik Wyprawy. Nieśmiała salamandra".

Z Ojcowskiego Parku Narodowego przenosimy się do Gorczańskiego Parku Narodowego, jak sama nazwa wskazuje mieszczącego się w Gorcach. 
To tam, w wilgotnych lasach, w otoczeniu polan możemy spotkać salamandrę plamistą, która jest symbolem tego parku. 
"Czasem warto trochę zwolnić - powiedziała Porada. - I spojrzeć pod nogi."

A gdy spojrzymy pod nogi możemy spotkać salamandrę. Piękną, nieśmiałą, i bardzo skromną. 
Pamiętajcie, że w skórze salamandry znajduje się jad, który ma zniechęcić drapieżniki. Przekonała się o tym Polinka. Ale wszystko skończyło się dobrze, także dla przepięknej, nieśmiałej salamandry. 
A jak, o tym przeczytajcie sami.

Reasumując, super seria, bardzo potrzebna, pokazująca świat zwierząt i roślin, zachęcająca do poznawania go i oswajania. Bo tylko to co nieznane jest dla nas groźne. Najczęściej w naszej wyobraźni. 
Polecam serdecznie.

Cała seria wydawana jest w Wydawnictwie Media Rodzina.
Tekst i ilustracje Tomasz Samojlik