sobota, 1 maja 2021

Iwona Banach "Gdzie diabeł nie może, tam trupa pośle" czyli Emilia Gałązka nadal w formie

 


Polubiłam Emilię Gałązkę i  byłam ciekawa jak potoczą się jej dalsze losy i co jeszcze wykombinuje przy okazji trzeciego tomu. O jednym elemencie układanki wiedziałam, bez skrupułów pchałam autorce przed oczy mój ulubiony schron (jednoosobowy, wartowniczy, bardzo przydatny nie tylko w latach wojny, ale także w czasie pokoju, o czym można się dowiedzieć z dalszego przebiegu książkowej akcji).

Tak Emilia jak i Regina należą do osób, które z trudem wpisałyby się w lansowany obraz przeciętnego obywatela kraju środkowoeuropejskiego, ale od dużego palca lewej nogi aż po korzonki włosów są zbudowane z nadziei, wątpliwości, frustracji, obsesji i nawiedzeń, które miotają obywatelami tegoż kraju. 

Tylko w zdecydowanie mniejszym natężeniu. 

Osobiście nie znam nikogo kto aż tak bardzo wyczekiwałby kolejnego końca świata, a i znajomość z szatanem albo jest ukrywana, albo po prostu ludzie zapracowani czasu nie mają i na siły nieczyste uwagi nie zwracają. 

Ale Regina to inny typ człowieka, chociaż nie pozbawiony zdrowego rozsądku. Dlatego obawiając się o swoje zmysły wzywa na pomoc Emilię Gałązkę, by wspólnie rozpracować pobyt szatana w telewizorze. Magda zajęta prowadzeniem osobnego śledztwa nie ma czasu na zajmowanie się dobytkiem ciotki, więc do domu Emilii sprowadza się tata Magdy. Chce chłopina odpocząć, ale nic nie pójdzie po jego myśli.

 Paweł, były narzeczony Magdy wplątuje się w aferę kryminalną i trafia do piwnicy gdzie czekają go wyjątkowo trudne chwile i oko w oko z denatem, który za życia był kurierem i miał skłonność do utraty przesyłek. 

Cóż, dzieje się i to ostro. Emilia powoli demoluje dom Reginy, do ogrodu trafia wywołująca dwuznaczne skojarzenia budowla, a Paweł wdaje się w prawie romans. 


Kto stoi za śmiercią kuriera?

Skąd szatan w telewizorze, dlaczego ciężko być najpiękniejszą kobietą na wieś i okolice, jakie skojarzenia wzbudziła Luna i dlaczego nie należy wlewać acetonu do zlewu, o tym wszystkim przeczytacie w książce. Akcja jak zawsze zwariowana, postaci multum, więc trzeba nadążać, zwłaszcza za różnorodnym elementem, który widowiskowo wpisuje się w całość.

 Humor sytuacyjny i słowny w formie charakterystycznej dla Iwony Banach  jak zawsze obecne.

No i koniec zaskakuje.

 Czekam na kolejne końce świata w wydaniu Emilii, jak nie ten to inny, zawsze jakiś armagedon czeka na swoją kolej ;)

środa, 14 kwietnia 2021

"Dywan z wkładką" Marta Kisiel


Do "Dywanu z wkładką" od początku miałam nastawienie pełne ufności i wiary, że no przecież, ale to będzie super komedia kryminalna skoro to sama Marta Kisiel firmuje, a ja jak wiadomo wszystko co wychodzi spod pióra, klawiatury, ołówka... ałtorki uwielbiam i biorę w ciemno. Pisałam o tym TUTAJ:

Gdy tylko książka ukazała się na Empik Go, pobrałam i od razu przeczytałam. Przeczytałam łapczywie, zbyt łapczywie i niestety nie zaiskrzyło. Czy dzień nie ten, czy ja bez formy, czy może... ale książkę w wersji tradycyjnej zamówiłam, bo postanowiłam, że za jakiś czas przeczytam i może wtedy się zachwycę. Książka dotarła, mama wzięła ją do czytania, ja zajęłam się innymi sprawami. Dni mijały.

Aż któregoś dnia, a ściślej mówiąc kole północy, schetana tak, że ani rączką, ani nóżką, ani tym bardziej główką, potrzebowałam jakiejś niezobowiązującej rozrywki, czytanej najlepiej.  Nawinął mi się "Dywan z wkładką" w interpretacji Moniki Chrzanowskiej.

Przeczytałam opinie, nie wszystkim przypadł do gustu głos lektorki, ale postanowiłam sama sprawdzić. 
I przepadłam jak kamień w wodę, zauroczona finezją, wdziękiem i kreatywnością Moniki Chrzanowskiej, która operując głosem stworzyła mini teatr imienia Rodziny Trawnych ;) Weszłam w tekst z przyjemnością, prawie fizycznie czując dyskomfort Tereski i Andrzeja Trawnych, którym zbyt cienkie ściany, przebicie na kablu, albo inne techniczne czary mary uniemożliwiały spokojne przygotowanie posiłku, nie wspominając o spożywaniu i całej reszcie. Decyzja o zakupie domu, była jedyną rozsądną w tym momencie. Nieco już senna, ale nadal zainteresowana, jechałam z Tereską trzymając się zderzaka samochodu prowadzącego karawanę i przypominając sobie, jak kiedyś jadąc na tak zwanego sępa omal nie wjechałam do obcego garażu sto kilometrów od domu.
 Ale wracając, dom całkiem w porządku, kłopoty z bramą, brak prztyczka, sąsiedzi raczej mili, ale wiadomo że nie wszyscy. Codzienność podmiejska, a nawet prawie wiejska. Oraz teściowa, trzech nazwisk Mira, kobieta wyjątkowa, przeciwieństwo synowej, zero stereotypów. Oraz trup, bo w końcu mamy do czynienia z komedią kryminalną. Chociaż kryminału tu niewiele, ot jeden nieboszczyk i komedia też nie do końca, ale jest zabawnie, literacko i bardzo trawnie. Bo fabuła skupia się na relacjach rodzinnych, a jej osią w moim odczuciu są próby usportowienia Tereski Trawnej, zawodowej księgowej, która niekoniecznie lubi to co lubi jej teściowa. Ale dziewczyny zwierają szyki i zwoje żeby odkryć kto położył na ich drodze nieboszczyka. Podejrzenia nie dają im spokoju, a metody, które stosują można uznać za nowatorskie. Mam nadzieję, że to pierwszy ale nie ostatni występ familii Trawnych bo ja z chęcią znowu posłucham opowieści o przygodach Tereski, Miry, Zoji, Maciejki i Andrzejka, który nadziany jest dobrymi chęciami jak pączek różą i poczciwy jak labrador. Nie zapominając o Pindzi, przekochanej psicy i pyskatym mieszkańcu podbitki. Ta zgraja podbiła moje serce. A i jeszcze Magnum, chociaż mnie bardziej kręci ten z nowej wersji ;) Ciekawe co z tej znajomości wyniknie?



Nie bez przyczyny napisałam dość dokładnie o moich odczuciach związanych z lekturą "Dywanu z wkładką", o tych kolejach czytelniczego losu. Bo tak czasami bywa. Pierwsze podejście nie zawsze bywa udane, ale zdarza się, że przy trzecim książka zajmuje miejsce na podręcznym stosiku z etykietką "ulubione". Tylko czasem trzeba cierpliwości i umiejętności odpuszczania. Bo w życiu nic na siłę, także czytanie. 
 Nie raz, nie dwa i nie pięć czytam recenzje, w których pełne poświęcenia czytelniczki, blogerki opisują męki związane z lekturą także moich książek:

Nie, tego nie da się czytać, ale dla was przebrnęłam do ostatniej strony, wy już nie musicie. Jedynka, a najlepiej zero! 

Czy wydawnictwo nie ma recenzentów? Kto dopuszcza takie teksty do druku?! 

Nie mam pojęcia co autor miał na myśli? Czy autor w ogóle myśli? Pani się wzoruje na Chmielewskiej, ale kudy jej do Chmielewskiej, przecież widać jak  zżynała, nawet sama niczego nie potrafi wymyśleć... żałosne. 

To ma być zabawne? Ani razu nie parsknęłam śmiechem, raz może dwa uśmiechnęłam się półgębkiem.

Ja nie lubię się poświęcać i jak mi czyjeś książki nie podchodzą to ich nie czytam, to proste. Nie znam się na fantastyce, więc o fantastyce nie napiszę ani słowa. 

Ale znam się na kryminałach i spokojnie mogę napisać, że czas poświęcony zmaganiom rodziny Trawnych z nie zawsze skłonną do ustępstw rzeczywistością nie będzie stracony. Zwłaszcza dla obdarzonych poczuciem humoru miłośników bezkrwawych kryminałów.  

poniedziałek, 11 stycznia 2021

"Psierociniec - Kocia lista życzeń" Agata Widzowska czyta Janusz Zadura


 Przez przypadek trafiłam na "Psierociniec" i już wiem, że odsłucham całość. Przed chwilą zaśmiewałyśmy się z mamą do łez, bo akcja koty/ Cedryk kontra Remik wzrusza, bawi i uczy. Wszystko w mistrzowskiej interpretacji Janusza Zadury. Jeżeli nie znacie, to szczerze polecam, bo to opowieść z rodzaju tych adresowanych do dzieci, ale równie dobrze do dorosłych i bardzo dorosłych, którzy nie zapomnieli jak to jest być dzieckiem. I mają serca po właściwej stronie.

A tak o całym przedsięwzięciu napisała autorka:
"W Psierocińcu mieszkają samotne psy. Ich oczy są smutne, a ogony merdają bardzo rzadko. Jednak zwierzęta wierzą w to, że w końcu pokocha je jakiś człowiek. Rudy kundelek Remik postanawia spełnić psie marzenia układając zaczarowane wiersze. Czy uda mu się znaleźć domy dla czworonożnych przyjaciół? A kto spełni marzenie Remika?
Jest podobny do jamnika na wysokich obcasach. Ma rudą, lisiczną sierść i oczy w kolorze bursztynu. Kocha ludzi... O Remiku chciałoby się jeszcze powiedzieć, że to pies z duszą, bo jest przecież psem poetą! Kiedy trafia do Psierocińca, schroniska dla zwierząt, nie traci humoru, ani weny. Na dodatek okazuje się, że jego wiersze są zaczarowane - mają wpływ na poprawę losu mieszkańców schroniska. Kolejne zwierzęta znajdują swoje domy, a Remik... O tym najlepiej opowie Wam autorka i ta historia.
Remik, jeden z bohaterów tej książki, to pies, który istnieje naprawdę. Został zabrany ze schroniska dla zwierząt w Gaju. Nazwa Psierociniec, którą wymyśliłam jako tytuł książki, spodobała się właścicielce ośrodka terapeutycznego dla psów w Zbiersku pod Kaliszem i tak powstał prawdziwy Psierociniec. A Remik stał się członkiem mojej rodziny. Od tamtej pory jesteśmy nierozłączni, Remik pies-poeta i ja, człowiek-poetka."
Agata Widzowska

niedziela, 10 stycznia 2021

Premiery moich książek w formacie audio :)


 Coraz częściej słuchamy; jadąc samochodem, w pociągu, przy sprzątaniu i odpoczywając po ciężkim dniu. Odpoczywamy wsłuchując się w głos ulubionego lektora...





Ja zazwyczaj słucham przed snem i przyznam się, że zdarza mi się przysnąć, ale na drugi dzień odsłuchuję sprawdzając, do którego momentu pamiętam akcję 😉 Przez lata nieprzekonana do audiobooków, od mniej więcej kwietnia więcej słucham niż czytam. Dlatego jestem uszczęśliwiona, że książki wydane w Oficynce dostały kolejne, audiobookowe życie 😉
A "Oświęcim Praga. Czas miłości i nadziei" po premierze na koniec sierpnia ubiegłego roku też gotowa w wersji audio. Z tego co widzę audiobooki są dostępne w abonamencie na Storytel oraz Legimi. Miłego odbioru.
Dajcie znać jak Wam się słuchało





sobota, 9 stycznia 2021

Sylwia Kubik "Nasze niebo"


"Nasze niebo" to trzecia i zarazem ostatnia część cyklu powiślańskiego, który w ciągu ostatniego roku przyciągnął szerokie grono czytelników. Czytelników zafascynowanych tą niezwyczajną zwyczajnością, pięknem opisywanych okolic i wykreowanymi przez autorkę postaciami, które wychodzą poza ramy fabuły i coraz bardziej stają się dla czytelników przyjaciółmi, przewodnikami po swoim świecie. Uchylają rąbka skrywanych przez lata sekretów wpuszczając do świata, który został prawie zapomniany. Myślę tu o wojennym i powojennym wątku, z taką pieczołowitością przywołanym przez autorkę. Bo mimo że młodość wokół i rzecz toczy się o sprawach i problemach współczesnych, to mnie najbardziej zafascynowały dwie osoby: Helena i Stefan i to ich historię będę jeszcze długo pamiętała. 

Nie lubię pożegnań i naprawdę bardzo chętnie śledziłabym losy kolejnych bohaterów, dorastanie młodzieży, zauroczenia, rozstania i powroty. Ale autorka, Sylwia Kubik, zadecydowała inaczej, wyposażając mieszkańców Brzozówki w wiano wiedzy o przeszłości powiślańskiej wsi i jej mieszkańców, tak aby z czystą kartą mogli rozpocząć następny etap życia, już poza kartami sagi.

 Życzę im by wszystko to w co wierzą, co kochają i czego pragną okazało się warte trosk, czasu i zaangażowania i kibicuję im z całego serca

Nie będę zdradzać fabuły, wątki rozpoczęte w dwóch pierwszych tomach znajdą swoje wyjaśnienie, niektóre pragnienia się spełnią, a my urzeczeni smakami i zapachami Powiśla nie raz i dwa wrócimy do Brzozówki, czy to przy okazji kuchennych zmagań przy przygotowywaniu zapraw, suszeniu ziół na herbaty, które z przyjemnością będziemy popijać jesienną i zimową porą. 

Tak prawdę mówiąc prawie zazdroszczę tym, którzy dopiero będą sięgali po sagę - mogą, nie czekając na dalszy ciąg poznać losy bohaterów. 


Ja wrócę do nich za jakiś czas, gdy będę potrzebowała tej dawki ciepła i przytulności, którą szczodrze dzielą się z czytelnikiem. Będę się śmiała z rozbrajających powiedzonek Gabrysi,  a może nawet zrobię własną mapę szczęśliwych miejsc? Będę się  irytowała nadmiernym wtrącaniem w nie swoje sprawy teściowej Hanki, denerwowała na Monikę i Macieja, bo ileż można, a przecież Kuba czeka! 

Mogłabym tak długo wymieniać: księdza Karola, który potrafi słuchać i dawać swoim parafianom poczucie bezpieczeństwa, Hankę, która potrzebuje dużo spokoju, Krystynę  od lat czekającą na dziecko i podejmującą z Adamem zapewne najtrudniejszą decyzję w ich życiu. Margarethę, która potrafi ująć za serce i której serce szybko zostanie zajęte. 

I wielu, wielu innych, tak bardzo rzeczywistych, osadzonych w realiach współczesnego świata i prawdziwie się z tym światem, życiem borykających. 

Serdecznie polecam, czas spędzony z mieszkańcami Brzozówki na pewno da Wam wytchnienie od tej niekiedy smutnej codzienności. 



Książkę otrzymałam od Wydawnictwa ESPe

A  sagę  możecie kupić na stronie wydawnictwa eSPe



czwartek, 24 grudnia 2020

Życzenia świąteczne :)

Życzę Wam dużo spokoju i wytchnienia od chwilami trudnej codzienności i zdrowia, bo ono zawsze najważniejsze :)
Wesołych Świąt 🎄🎄🎄



niedziela, 20 grudnia 2020

Chase Jarvis "Żyj twórczo. Poznaj siłę kreatywności, zbuduj dobre nawyki i osiągnij sukces"


 


Dzisiaj tylko zapowiedź recenzji, podczytuję w przerwach między pracą i myślę, że sporo skorzystam z przemyśleń Jarvisa. 

Kończy się bardzo ciężki rok i przyznam szczerze, że wiele projektów czeka u mnie na odmrożenie, na wznowienie mojej aktywności. Ale czasem trudno tak... 

Dlatego na przyszły rok ułożę plan i postaram się go zrealizować, a ponieważ jestem realistką, to będę zadowolona jeżeli chociaż kilka projektów doczeka finalizacji. 

A na razie:

"Do naszych celów dotrzemy jedynie przy pomocy wehikułu, jakim jest nasz plan, w który musimy gorąco wierzyć i wedle którego musimy energicznie działać. Nie istnieje inna droga do sukcesu."

Pablo Picasso


Kreatywność, chęć działania, przekuwanie pasji w pracę. O tym właśnie pisze Chase Jarvis dzieląc się z czytelnikami swoim podejściem do życia, pracy i wskazując drogę do osiągnięcia sukcesu. 

działania. 

Oby. 

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa eSPe 


Wydawnictwo Media Rodzina - książki dla dzieci zimową porą Sven Nordqvist "Niezwykły Święty Mikołaj"

 


Są takie książki, które budzą w nas, dorosłych niezwykłe wzruszenie. Oczy zaczynają się pocić, w gardle ściska, serce mocniej bije,  a przy czytaniu głos się łamie. Przypominamy sobie własne święta, z czasów gdy byliśmy mali i wierzyli w świętego Mikołaja. Wracamy do czasów dzieciństwa. Tak jak ja wróciłam czytając o staraniach Pettsona, by stworzyć Findusowi idealne święta. 

W przybycie świętego Mikołaja wierzy Findus, niezwykły  kot staruszka Pettsona.

 Kot -przyjaciel, kot - towarzysz życia, kot - podpora w trudnych chwilach. Findus całym sobą wierzy w świętego Mikołaja i czeka na prezent od świętego. Dzięki Pettsonowi napisał list do świętego Mikołaja, a ponieważ list zniknął Findus jest przekonany, że święty w tym roku o nim nie zapomni. 



Staruszek Pettson ma wątpliwości co do spodziewanej obecności świętego Mikołaja i na własną rękę próbuje świętego stworzyć. Bo przecież nie może zawieść nadziei Findusa! Dlatego codziennie znika w swoim warsztacie i coś tam przycina, piłuje, kombinuje, wymyślając zajęcia dla Findusa, byle tylko ten mu nie towarzyszył przy pracy. Findus po swojemu stara się pomóc staruszkowi. 

Dni upływają, Pettsonowi zaczyna się spieszyć. Do akcji wkraczają: niezwykły listonosz i nie mniej niezwykły handlarz obwoźny. 

I zaczynają dziać się cuda... 

Jest pięknie, świątecznie, magicznie.

Dokładnie tak jak w święta, gdy puka do naszych drzwi święty Mikołaj. 

Czy zapuka do drzwi chatki Pettsona i obdaruje Findusa wyczekiwanym prezentem? 

O tym przeczytacie w tej pełnej magii i świątecznego uroku książce. 


czwartek, 3 grudnia 2020

Wydawnictwo Media Rodzina - książki dla dzieci zimową porą. Sven Nordqvist "Goście na Boże Narodzenie"


To moje pierwsze spotkanie ze światem Pettsona i Findusa, ale wszystko wskazuje, że nie ostatnie. Ta dobrana para budzi sympatię i ciekawość, a sposób opowieści nieco staroświecki  przypomina jak ważne są relacje z innymi ludźmi. Książka została napisana w 1988 roku i była drugą w długiej serii opowieści o Pettsonie i Findusie. 

W domku, na uboczu żyje staruszek Pettson z nieco nieznośnym, jak to kot, Findusem. Zbliżają się święta, na dworze panuje mróz, a białe poduchy śniegu okrywają dom i gospodarstwo Pettsona, który z dnia na dzień zwleka z wyjściem po zakupy. A przecież jeszcze trzeba przywieźć z lasu świąteczny świerk i upiec pierniczki... 

Jak na złość w czasie wyprawy po choinkę Pettson pośliznął się i tak nieszczęśliwie upadł, że nie mógł przejść dalej ani kroku. 

Zapowiadała się postna Wigilia. 

Ale zdarzyło się tak, że właśnie ta Wigilia stała się dla Pettsona i Findusa, tą najpiękniejszą. Bo co dajesz, to odbierasz, a Pettson jest naprawdę życzliwym i lubianym staruszkiem z miłym kotem do pogłaskania. 


"Goście na Boże Narodzenie" to jedna z tych książek, które  możemy czytać na głos, w gronie rodziny, przy rozjarzonym światełkami drzewku bożonarodzeniowym. Rozczulająca opowieść o tym, że nikt w tę noc świąteczną nie powinien być sam. A już na pewno nie pewien staruszek z kotem. 

Piękna, uwrażliwiająca i pobudzająca wyobraźnię opowieść. 

Przepiękna książka na prezent pod choinkę. 

W tłumaczeniu Barbary Hołderny.


środa, 2 grudnia 2020

Wydawnictwo Media Rodzina - książki dla dzieci zimową porą. Tomasz Samojlik "Żubr Pompik. Tropy na śniegu"

 


Żuberek Pompik przyszedł na świat jesienią, jako wyczekiwane dziecko Porady i Pomruka, największego żubra w puszczy. 

Wszyscy kuzyni Pompika rośli jak na drożdżach i bawili się we własnym gronie, a maluch dopiero zaczynał stawiać pierwsze kroki. 

Czule opiekowała się nim mama Porada, a tata zajęty nieco według niego ważniejszymi sprawami czekał aż synek podrośnie. 

Jesienne chłodne wieczory przeszły w zimowe zawieruchy i Pompik musiał przyzwyczaić się do innego trybu życia. Dorastając podpatrywał jak zimową porą radzą sobie inne zwierzęta i usiłował wprowadzić w życie ich doświadczenia w walce o przetrwanie. Z różnym skutkiem, zazwyczaj ucząc się, że różnorodność gatunkowa sprawia, że zwierzęta niekoniecznie żywią się tym samym i zaszywają się do snu w tych samych miejscach. 

Ale takie doświadczenia były żuberkowi potrzebne żeby powoli uczył się życia. A potem jako starszy brat pokazywał świat i jego różnorodność siostrzyczce Polince. 


Zima w puszczy hartuje i uczy, a tropy na śniegu pozostawiają nie tylko żubry. Znając dalsze losy sympatycznej rodziny żubrów, przyglądamy się początkom tej miłej familii. Każda z książek napisanych przez Tomasza Samojlika jest kopalnią wiedzy o przyrodzie i otaczającym nas świecie i sprawia, że dzieci uczą się wrażliwości wobec zwierząt i generalnie otaczającej nas przyrody. 

Serdecznie polecam. 

wtorek, 1 grudnia 2020

Wydawnictwo Media Rodzina - książki dla dzieci zimową porą Wojciech Widłak "Wesoły Ryjek i zima"

 Wesoły Ryjek tym razem na zimowo :)


Dziesięć opowiadań i przepis na pierniczki upieczone przez mamę Wesołego Ryjka. Zapowiada się sympatyczna, zimowa przygoda. 

Rozpoczynamy od wyjazdu w góry, rodzinnie, na narty, bo Wesoły Ryjek ma jeszcze przed sobą naukę jazdy. I chociaż przez cały tydzień nie spadł ani jeden płatek śniegu, to był to doskonale wykorzystany czas i Wesoły Ryjek nauczył się wielu ciekawych rzeczy. 

A gdy razem z rodzicami wrócił do domu, to nie musiał długo czekać na śnieg. Zrobiła się prawdziwa zima i można było rzucać śnieżkami, nawet dziadek został zaangażowany do tej zabawy. A gdy zrobiło się bardzo, ale to bardzo zimo, tata postanowił rozpalić domowe ognisko... 

I tak każdego dnia, aż do wigilii i poszukiwania idealnej choinki, by można było całą rodziną zaśpiewać piękne kolędy. 

Bardzo urokliwa to opowieść o czasie gdy świat zamiera pod biała kołdrą śniegu, ludzie się kochają, a małe dzieci z Wesołym Ryjkiem na czele nieustannie zadają pytania. I otrzymują na swoje pytania odpowiedzi. 

Bo właśnie poważne traktowanie pytań dziecka i odpowiadanie na nie, a nie zbywanie zdaniem: jak będziesz dorosły to się dowiesz, jest jednym z najważniejszych elementów wychowania dziecka i budowania wzajemnego zaufania i szacunku.

Bardzo ujął mnie fragment, który pokazuje jak wiele zależy od rodziców i sposobu w jaki wprowadzają swoje dzieci w życie ucząc różnych funkcji.

Przeczytajcie:

Opowiadanie "Żona" strona 20

"Dziś dowiedziałem się, co żona ma wspólnego ze śniegiem, świętami i szarlotką: na żonę też trzeba poczekać, tylko dłużej. I jeszcze dowiedziałem się, że nawet gdyby moja żona nie umiała robić omletów z dżemem morelowym, to zupełnie nie szkodzi. Ja jej zrobię! Dziś nauczyła mnie tego mama." 

I tak trzymać :)

poniedziałek, 30 listopada 2020

Wydawnictwo Media Rodzina - książki dla dzieci zimową porą "Zuzia jeździ na nartach" Liane Schneider i Eva Wenzel Bürger

 Pozostajemy w klimacie zimowym :)


Wakacje zimowe to idealna pora żeby wybrać się na narty. Zuzia nie może doczekać się kiedy w końcu wyruszą w podróż do górskiego miasteczka. Żeby się przygotować Zuzia gimnastykuje się wymachując rękami i nogami, tak jak tata. 

Pierwszego dnia wakacji wszyscy ruszają w podróż, najpierw za kierownicą auta siada tata, a potem zmienia go mama. Gdy widać góry sięgające chmur okazuje się, że są już na miejscu i dla Zuzi rozpocznie się tydzień nauki jazdy na nartach. Ale żeby się uczyć trzeba mieć kask i gogle. Kask zabezpiecza przed skutkami upadku, a gogle przed ostrym słońcem, które odbija się od bielutkiego śniegu. 

Zuzia jest pilną uczennicą i szybko uczy się jazdy na nartach od podstaw. Jest to też dla niej świetna zabawa. Gdy instruktor jest już pewny, że żadne z dzieci nie zrobi sobie krzywdy pozwala im spróbować zjechać ze stoku do ćwiczeń. Zuzia jako narciarka czuje się świetnie i już wie, że będzie tęskniła za górami i jazdą na nartach. 

Świetna książeczka przygotowująca dzieci do pierwszych kroków na nartach. Pokazuje ćwiczenia, które powinno się wykonywać, przybliża jak powinno wyglądać ćwiczenia chodzenia na nartach. Jak pracować w zespole i korzystać z wyciągu. Dzięki Zuzi i jej przygodzie z nartami dzieci oswoją się z potrzebnym do jazdy wyposażeniem i same chętnie spróbują jazdy na górskich stokach przystosowanych do jazdy dla dzieci. 

"Zuzia jeździ na nartach" to kolejna książeczka z serii "Mądra Mysz" towarzysząca dzieciom w ich codziennym poznawaniu świata. 

Serdecznie polecam. 


Wydawnictwo Media Rodzina - książki dla dzieci zimową porą "Kicia Kocia - Zima" Anita Głowińska


 Idzie zima, więc czas na kolejne spotkanie z Kicią Kocią. Kicia Kocia jest już samodzielna i sama wkłada sweterek i puchową kurtkę. Żeby nie zmarznąć na głowę zakłada ciepłą czapkę, szyję owija szalikiem. W zimowych butach i rękawiczkach może bawić się na śniegu długo i bez obaw, że zmarznie. 

Towarzyszy jej przyjaciel Pacek, z którym zjeżdżają na sankach. Na lodowisku bawi się Julianek. Kicia Kocia i pacek spotykają Adelkę, z którą lepią bałwana i obrzucają się śnieżkami. Ruch na świeżym powietrzu to samo zdrowie i po powrocie do domu Kici Koci dopisuje apetyt. 


Kicia Kocia towarzyszy dzieciom od kilku lat ucząc i bawiąc najmłodszych. Pięknie ilustrowana, autorką tekstu i ilustracji jest Anita Głowińska stanowi wsparcie edukacyjne dla rodziców najmłodszych dzieci. Z Kicią Kocią można iść do stomatologa, na spacer w mieście i w lesie. Można zasnąć z maskotką Kici Koci na poduszce i uczyć się z nią angielskiego. Świetna seria dla najmłodszych łącząca w udany sposób edukację z zabawą. 

niedziela, 29 listopada 2020

Wydawnictwo Media Rodzina - książki dla dzieci zimową porą "Maks zimą" Christian Tielmann i Sabine Kraushaar

 



Od dzisiaj będę prezentowała na blogu książki dla dzieci związane z nadchodzącą porą roku. Dzisiaj spadł u nas pierwszy śnieg i zrobiło się zimowo, przytulnie. Mamy pierwszą niedzielę adwentu, a do świąt pozostało 25 dni. Dobry moment by przygotować listę prezentów pod choinkę. 

Naturalnie najlepszym prezentem są książki. Zawsze i każdemu, a gdy przyzwyczaimy dzieci do czytania to będą  czytanie traktowały jak coś naturalnego, najnormalniejszego w świecie. Skoro mama czyta, tata sięga po książkę, babcia nie wyobraża sobie funkcjonowania bez lektury, to i dziecko, któremu najpierw rodzice czytają z latami kontynuuje przygodę z książkami. 

Dzisiaj zacznę od książeczki z serii "Mądra mysz". W tej serii ukazało się już kilkadziesiąt tytułów, a wszystkie poruszają tematy bliskie dzieciom i pełnią funkcję przewodników po otaczającym dzieci świecie. 



Jak wszystkie dzieci tak i Maks nie mógł doczekać się kiedy spadnie pierwszy śnieg. Dlatego ucieszył się gdy zobaczył, że ogród wokół domu przykryła gruba pierzyna ze śniegu. Oznaczało to, że Maks będzie mógł wypróbować swoje nowe sanki. Ale przed wyprawą na sanki Maks musiał spędzić czas w przedszkolu. Lepienie bałwana, a potem obrzucanie się śnieżkami i udeptywanie śniegu żeby można było bezpiecznie zjechać na sankach z pagórka. 

Czyli sama zimowa przyjemność. Dużo ruchu na świeżym powietrzu, spotkanie z przyjaciółmi i kubek kakao po powrocie do domu. Idealnie spędzony czas w gronie przyjaciół i rodziny. 

Mam nadzieję, że razem z Maksem będzie się dobrze bawili zimową porą. A może nawet samodzielnie zbudujecie igloo?

W jaki sposób?

Podpowiedź w książce ;)

Napisał Christian Tielemann

Ilustrowała Sabine Kraushaar

Tłumaczyła Emilia Kledzik

sobota, 28 listopada 2020

Premiera! "Wszystkie grzechy nieboszczyka" w wersji audio od 30.11.2020

Listopad zakończę premierą "Wszystkich grzechów nieboszczyka" w wersji audio. Pierwsza premiera książki miała miejsce w grudniu 2012 roku czyli prawie osiem lat temu. Od tego czasu wiele się zmieniło, napisałam i wydałam kilka książek, więc jest to dla mnie powrót do przeszłości. Nowa okładka, tekst w interpretacji Lidii Sadowej. Ciekawa jestem jak się będzie słuchało. 



Sylwia Kubik "Miłość pod naszym niebem"

 


"Miłość pod naszym niebem"

 To kontynuacja bestsellerowej powieści „”Pod naszym niebem”, o której pisałam Wam TUTAJ

Z przyjemnością wróciłam do Brzozówki, małej wsi na Powiślu i towarzyszyłam ludziom zamieszkującym to dobre do życia miejsce w ich codziennej pracy, radościach i zmaganiach z przeciwnościami losu.

Tak jak oczekiwałam, od pierwszej strony znowu poczułam się jak u siebie w domu, angażując się całym sercem w życie tej niewielkiej, spójnej społeczności. Sylwii Kubik udało się stworzyć bardzo realne miejsce na nie tylko literackiej mapie. Przyznam szczerze, że jeszcze do niedawna niewiele wiedziałam o Powiślu, ot, tyle że jest takie miejsce na terenie Polski. Po lekturze książek Sylwii Kubik, wiem, że jest to także miejsce, które z chęcią bym odwiedziła gdy nadejdzie czas podróży. Zwłaszcza że  lubię sielskość w dawkach umiarkowanych, wszak większość z nas potrzebuje wypoczynku od ciągłego pędu, jestem z zamiłowania ogrodniczką – amatorką, sieję, sadzę i wyrywam, jak trzeba. Nie muszę wyobrażać sobie zapachów, znam je, wiem jak wygląda praca w polu i krowy widziałam nie tylko na obrazku.

Moim zdaniem Sylwia Kubik w sugestywny sposób przywołuje kraj lat minionych, ale nie zapyziały i przaśny, tylko pełną garścią korzystający z dobra jakie niesie obcowanie człowieka z naturą.

Nie oznacza to, że mieszkańcy Brzozówki funkcjonują odcięci od zdobyczy nowoczesnej techniki. Orają pole traktorem, nie pługiem, korzystają z telefonów komórkowych tak jak wszędzie, ale odniosłam wrażenie, że nadal pamiętają, że telefon jest dla ludzi, nie ludzie dla telefonu.

Ludzie tam są dla siebie nawzajem życzliwi, a czasem mocno złośliwi – Weronika się nie zmienia ani na jotę. Stefan gdera, ale jak każdy potrzebuje uwagi, a życie Heleny zmienia przyjazd młodej dziewczyny. Taki trochę zamiast, ale to właśnie ona jest zwiastunem zmian.

Czy lato w Brzozówce dla niektórych będzie tym przełomowym?

Czy tajemnice sprzed lat skrzętnie skrywane przez Helenę przestaną być tajemnicami?

O tym przeczytajcie sami.

Sylwia Kubik

"Miłość pod naszym niebem"

Wydawnictwo eSPe

 

 

sobota, 21 listopada 2020

"Komisarz Serge Olovski. Dom z ogrodem tanio sprzedam. Świąteczne porządki Genevieve Hibou" Eliza Veinard

 




Senne pikardyjskie miasteczko jesienną porą. 
Zimno, coraz zimniej, opadłe z drzew liście zaściełają chodniki, ciemności zapadają dużo szybciej, w starych domach dymią kominki, usiłujące ogrzać grube mury. O poranku otuleni mgłą przechodnie, kuląc się w zbyt cienkich paltach, podążają do pracy. Albo do piekarni po croissanty na śniadanie. Posiadacze psów, jak pan Collard muszą pofatygować się na spacer, niezależnie od własnych chęci. Zazwyczaj szybko wracają do domu... jednak nie tym razem. 

Pan Collard trzęsącymi się palcami wybrał numer 112, odczekał do przyjazdu policji, złożył zeznania i pożegnał się z czytelnikami. 

Policją zajmować się nie mam zamiaru, zrobili co do nich należało, a potem odjechali. 

Do akcji, nie od razu, rzecz jasna, wkroczył Serge Olovski w towarzystwie Ewy Wolny. 

Emerytowany komisarz policji i emigrantka z Polski sprzątająca w domach okolicznych notabli, to wbrew pozorom niedobrania udana para. Ona ma do niego cierpliwość, on ratuje ją z opresji. Ale nie spodziewajcie się romansu i tanich gierek na uczuciach. 

Dwa opowiadania, dwa miasteczkowe światy, dwie zagadki kryminalne poprowadzone ciekawie w starym, dobrym stylu. Miłośnicy kryminałów na pewno pamiętają komisarza Maigreta bohatera powieści G. Simenona. Przyznam się, że nadal po nie sięgam i z przyjemnością wędruję ulicami Paryża śledząc zmiany topograficzne, obyczajowe, kulturowe. Rozwiązuję z komisarzem zagadkę kryminalną, często związaną z codziennym życiem mieszkańców stolicy Francji. Czasami śladami komisarza podążam na prowincję, by zetknąć się z inną mentalnością, różnym od "miastowego" postrzeganiem świata i zmian, które w nim zachodzą. 

Klimat opowiadań z pierwszego tomu przygód komisarza Olovskiego  przypomina mi właśnie prozę Simenona. Nie ma tu fajerwerków, szalonych zwrotów akcji, kawałkowania ciała i innych kryminalnych przyjemności.

Bo ileż można?! 

Jest sprawnie poprowadzona intryga kryminalna, dwa opowiadania do przeczytania w dwa wieczory, a może w jeden wieczór i para bohaterów, którzy mogą nas jeszcze niejednym zaskoczyć. 

Oraz rewelacyjny przepis na świąteczne porządki. 

Polubiłam i z przyjemnością za jakiś czas sięgnę po kolejny tom opowieści o śledztwach prowadzonych przez tę budzącą sympatię parę dobrych znajomych, a może z czasem przyjaciół. 


piątek, 13 listopada 2020

Mackenzi Lee "Historia świata na czterech łapach"

 


Gdyby Mackenzi Lee pisała swoją książkę pod koniec 2020 roku, to przypuszczam, że ostatni rozdział poświęciłaby przyszłym lokatorom Białego Domu, czyli Champowi i Majorowi. 

Powody są dwa:

 Po czterech latach przerwy psy znowu zamieszkają w Białym Domu, wprawdzie  Champ w czasie wiceprezydentury Bidena zdążył już obwąchać wszystkie kąty, ale dla Majora będzie to nowe doświadczenie. Zwłaszcza że Major będzie pierwszym psem wziętym ze schroniska, który będzie mógł obwąchać Gabinet Owalny! 

Major najpierw zawitał do domu Bidenów na tak zwany tymczas, ale jak to zazwyczaj bywa, podbił serca domowników i został na stałe. Teraz przed  nim wielka kariera i możliwość skierowania uwagi Ameryki i reszty świata na los psów przebywających w schroniskach całego świata. 

Przy okazji przypomnijmy, że psy w zasadzie od początku zamieszkiwały w Białym Domu. Już Georg Washington przeprowadził się do siedziby amerykańskich prezydentów razem z psami. Towarzyszyły mu: Taster, Tipler, Tipsy, Scentwell i wiele innych o równie zaskakujących imionach. Natomiast Pete, pies Theodore Roosevelta miał na sumieniu niemal międzynarodowy skandal - nie każdemu przyszłoby do głowy zdarcie spodni ambasadorowi Francji... 

Powód drugi:

Mackenzi Lee przypomina, że to właśnie w Stanach Zjednoczonych powstało pierwsze schronisko dla psów, jego pomysłodawczynią była Caroline Earle White i działo się to w latach sześćdziesiątych dziewiętnastego wieku. 

Jak pisze Mackenzi: "Caroline, główna twórczyni instytucji, nie trafiła do jej władz. Znowu ten chrzaniony, odwieczny seksizm. W takiej sytuacji Caroline założyła odłam PSPCA - Kobiece PSPCA, nazywane też Kobiecym Towarzystwem Opieki nad Zwierzętami." Strona 97

Caroline założyła także Amerykańskie Stowarzyszenie Antywiwisekcyjne.



Na pewno zainteresuje Was historia psów terapeutycznych, a z całkiem innej półki historia psów, które przyłożyły łapę do kolonializmu. Nie dlatego, że chciały, po prostu Kolumb i inni konkwistadorzy lubili wyręczać się psami. A jeden z nich zapłacił wysoką cenę za zwycięstwo dobrej, psiej natury nad wyuczoną i wymuszoną głodem i szczuciem agresją. 

Przejdźmy do lżejszych wątków.

A może nie, o psach, które weszły do historii literatury, medycyny, kina, angielskiej rodziny królewskiej, i nie tylko angielskiej, poczytajcie sami. 

Uwielbiam historię, od zawsze to mój konik, pasja, hobby, w ostatnich latach nieco zaniedbane, ale to właśnie Mackenzi Lee historiami o psach, które zapisały się w historii przypomniała mi jak fascynująca może być historia opowiedziana z różnej perspektywy. Tym razem jest to psia perspektywa, bo to pies jest tym centrum wokół którego kręci się cały świat. Ten współczesny, ten sprzed lat i ten starożytny, gdy psy dopiero zdobywały wpływy i oswajały człowieka. 

Książka została napisana przystępnym językiem, momentami potocznym, ale doskonale dopasowanym do każdego tekstu. Rozdziały są krótkie, zwarte, dopracowane. Na końcu książki została podana wybrana bibliografia, co nadaje tekstom wiarygodności - niektóre psiestorie są tak nieprawdopodobne, a jednak prawdziwe. 

To jedna z tych książek, które podbijają serca czytelników i już na zawsze zajmują miejsca tam gdzie układamy ulubione książki. Dzięki pięknym ilustracjom autorstwa Petry Eriksson zobaczymy naszych braci mniejszych wszędzie tam gdzie byli potrzebni, nieśli pomoc i dawali radość i inspirowali, ale też walczyli i zawsze ciężko pracowali. 

To doskonała książka na prezent pod choinkę, albo taki bez okazji.


Mackenzi Lee "Historia świata na czterech łapach"

W świetnym tłumaczeniu Małgorzaty Hesko-Kołodzińskiej i Piotra Budkiewicza

Wydawnictwo Media Rodzina

Rok 2020

Dla wszystkich

 


czwartek, 12 listopada 2020

"Leon i Lena poznają samochody" Antti Nikunen

 

Dodaj podpis

"Leon i Lena poznają samochody" to jedna z tych książek, które powinny znaleźć się w każdej domowej biblioteczce. To bardzo pomysłowy przewodnik, który pozwala dzieciom, ale także rodzicom poznać budowę samochodów i całą motoryzacyjną otoczkę. 

Większość dzieci dobrze orientuje się w markach samochodów. Specjalnie piszę dzieci, ponieważ coraz częściej dziewczynki tak samo jak chłopcy są obeznane nie tylko w rozpoznawaniu firm samochodowych, ale także kształtów i śpiewająco odróżniają sedana od vana. Ale wnętrze samochodu kryje niejedną tajemnicę. I właśnie mamy okazję poznać te samochodowe tajemnice i dowiedzieć się jak naprawić na szybko przebitą oponę, gdzie w samochodzie ulokować psa i dlaczego moc samochodów podaje się w koniach mechanicznych. 

Książka jest zaprojektowana w przemyślany sposób, tak żeby podać jak największą ilość wiadomości w atrakcyjny, pobudzający wyobraźnię sposób. 



Doskonała zabawa i nauka tak dla dzieci jak i dla rodziców. Posługując się książką i słuchając inżyniera Karola możemy razem z dziećmi zrobić przegląd samochodu i sprawdzić czy nie trzeba uzupełnić podstawowego wyposażenia. Sprawdzić termin przydatności gaśnicy i apteczki samochodowej. Rozłożyć i złożyć trójkąt samochodowy... 

A dodatkowo zrobić mały test na znajomość przepisów ruchu drogowego.



Serdecznie polecam, to doskonały prezent pod choinkę. 

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Media Rodzina


piątek, 6 listopada 2020

"Plac zabaw Playground" Uczę się angielskiego z Kicią Kocią i Nunusiem. Autorka Anita Głowińska


Akademia Kici Koci to nowa seria edukacyjna, w której dzieci znajdą odpowiedzi na nurtujące je pytania, poznają nowe pojęcia i rozpoczną przygodę z językami obcymi. Do tej pory w ramach Akademii Kici Koci ukazały się "Pojazdy" oraz "Kolory". "Plac zabaw Playground" jest dobrym wprowadzeniem do nauki języka angielskiego dla małych dzieci. 

Kicia Kocia i Nunuś wybierają się na plac zabaw, czyli playground. Po drodze spotykają panią Kwiatek, która życzy im dobrej zabawy. 

Na placu zabaw bawią się też inne dzieci. Kicia Kocia opiekuje się Nunusiem, który radośnie wykrzykując wyżej, wyżej czyli higher, higher huśta się na huśtawce. Potem Nunuś korzysta ze zjeżdżalni. 

Kicia Kocia i Nunuś spotykają w piaskownicy Adelkę, która zasmucona szuka łopatki. Nunuś oczywiście pomaga koleżance. 


W znanym i lubianym przez dzieci otoczeniu drugi język jest przyswajany przez dzieci w sposób naturalny, płynny. Zaletą jest komunikowanie się pełnymi zdaniami, dzieci uczą się poprzez interakcje, a nie poprzez popularne "wkuwanie" słówek. Taki sposób nauki pobudza ciekawość, sprawia, że dziecko rozumiejące krótkie, ale pełne zdania przyswaja słówka potrzebne do zrozumienia rozmowy. To początek, ale zabawa i szybki sukces jest najlepszym sposobem na zachęcenie dziecka do nauki języków obcych. 


Już jestem ciekawa czego będziemy się uczyć z kolejną książką z serii: Akademia Kici Koci. 

Plac zabaw Playground Uczę się angielskiego z Kicią Kocią i Nunusiem.

Anita Głowińska 

Wydawnictwo Media Rodzina




"Kicia Kocia i Nunuś. Sprzątamy!" Anita Głowińska


Książeczka z serii dla najmłodszych, z nieodłącznym młodszym bratem Kici Koci Nunusiem, przeznaczona dla dzieci od 2 do 6 lat. 
Tym razem sprzątamy z Kicią Kocią i Nunusiem. 
Starsza siostra dokładnie wie jak pokierować Nunusiem i pokazać mu sposoby na sprzątanie. 
Nunuś lubi spacerować i lubi sprawdzać głębokość kałuży. A to znaczy, że wraca do domu z przemoczonymi butami i domagającymi się prania skarpetkami. 
Nunuś chce jak najszybciej pozbyć się odzieży wierzchniej i zamiast każdą sztukę ubrania odkładać tam gdzie jej miejsce, rzuca gdzie popadnie. A wieszak pusty.
Kicia Kocia dobrze wie, że nauka polega nie na krzyczeniu, ale na umiejętnym pokierowaniu roztrzepanym Nunusiem i pokazaniu mu gdzie jest miejsce każdego elementu garderoby. 
Kicia Kocia rozśmiesza Nunusia zakładając brudne skarpetki na uszy! 
Przecież Nunuś dobrze wie, że miejsce brudnych skarpetek jest w koszu z bielizną do prania. Mały czytelnik jest jak Nunuś, dopiero się uczy i rolą rodziców wspomaganych przez Kicię Kocię jest nauczenie dziecka prawidłowych nawyków. Gdy podrośnie nikt nie będzie mu musiał pokazywać gdzie odkłada się brudne skarpetki i będzie dobrze wiedział do czego służy wieszak w przedpokoju. 
Kicia Kocia jak zawsze z poczuciem humoru, mądrze wspomaga edukację najmłodszych. Serdecznie polecam, wszystkie znajome dzieci uwielbiają serie z Kicią Kocią i niecierpliwie czekają na kolejne pomysły Kici Koci i Nunusia. 


"Kicia Kocia i Nunuś. Sprzątamy!"
Tekst i ilustracje Anita Głowińska
Wydawnictwo Media Rodzina

"Manewry miłosne. Najsłynniejsze romanse polskiego filmu." Wiesław Kot

 W "Trędowatej", jak w rasowym melodramacie, bohaterów poza własną miłością nie interesuje nic albo niewiele.

Koncentrują się - a widz z nimi - wyłącznie na własnych doznaniach. Do ich roztrząsania nigdy nie brakuje im czasu ni okazji. Trudno się dziwić - miłość spada na młodych ludzi jak grom z jasnego nieba. Nie znosi żadnych przymiarek, kalkulacji. Nie można się jej w żaden  sposób oprzeć, podobnie jak nie da się jej wyżebrać, nakazać czy o niej zapomnieć. A już na pewno nie można jej kupić. Więcej - miłość każe bohaterom odrzucić niezbędną ostrożność, myślenie w kategoriach następstw i konsekwencji, często w ogóle każde myślenie. Znamy to: "Serce nie sługa..." strona 280

 

Czytam "Manewry miłosne - najsłynniejsze romanse polskiego filmu" napisane przez znawcę filmu, krytyka filmowego Wiesława Kota. Napisane ze znajomością przedmiotu, pięknym, plastycznym językiem, z typowym dla Autora poczuciem humoru i błyskotliwością. Trzydzieści filmów o miłości, trzydzieści odsłon miłości.

Dlaczego przytoczyłam fragment dotyczący Trędowatej?

Ponieważ, co ważne, Wiesław Kot pisze także o powodach powodzenia powieści i filmu, a w zasadzie filmów, ponieważ były trzy ekranizacje.

"W 1921 roku było w Polsce 33% analfabetów, a dziesięć lat później 23%. Z tym że wśród osób starszych liczba osób bez kontaktu z alfabetem wahała się w okolicy 40%. Odsetek analfabetów był wyższy wśród kobiet niż wśród mężczyzn. (...)Nasilało się przy tym zjawisko wtórnego analfabetyzmu zwłaszcza wśród dzieci wiejskich, które po szkołach najniższego stopnia nie miewały już kontaktu ze słowem drukowanym. W miastach powszechnie wprowadzano szkoły siedmioklasowe, ale na wsiach do końca dwudziestolecia funkcjonowały szkoły dwu-, czteroklasowe. A wieś i tak przekraczała, jak twierdzą socjologowie, pierwszy próg umasowienia kultury. Poza tym znaczenie dla czytelnictwa miał przeciętny poziom wykształcenia. Osób ze średnim i wyższym wykształceniem było w całej międzywojennej Polsce około 1,5 miliona. Te dane tłumaczą wiele z powszechnego uwielbienia dla romansu w ogóle, a pisarstwa Mniszkówny w szczególności".

Przytoczyłam tylko urywek i to z omówienia pozycji szczególnej pod względem socjologicznym i psychologicznym. Wiele osób nadal kocha melodramaty.

"Manewry miłosne" polecam serdecznie i życzę przyjemnej, pełnej niezapomnianych wrażeń lektury.

Ja cieszę się posiadaniem egzemplarza z dedykacją od Autora. Ponieważ dedykacja prywatna, treści nie ujawniam.



 

 

 

środa, 4 listopada 2020

Iwona Banach "Stara zbrodnia nie rdzewieje" czyli wzloty i odloty papugi Pindy



Ogłoś konkurs literacki, wybierz dziewięciu początkujących literatów liczących na szybką i opływającą złotem, dolarami, a w ostateczności złotówkami karierę. Zbierz ich w jednym miejscu, najlepiej hej za lasem, za dolinami… i poza zasięgiem Internetu. Poczęstuj herbatą o siedemnastej, dołóż ciasteczko. Niech poczują, że awansowali do klasy wyższej – pisarskiej.

Wprowadź dysonans w postaci przeklinającej papugi.

Nazwij papugę Pindą!

Dorzuć  jednego starego kawalera, pracownika odpowiednich służb. Niech będzie sympatyczny i oczytany.

Dodaj mu rodzicielkę budzącą mordercze myśli w każdej synowej in spe.

Dołóż kandydatkę na synową z odzysku.

Plus pałacyk z dykty i regipsu, wieżyczka zawsze mile widziana.

Zmiksuj na pełnych obrotach.

Przelej do formy, zapiecz. Podawaj w glazurze z energetycznej, momentalnie poprawiającej humor okładki.

Satysfakcja biesiadników gwarantowana.

Tak mniej więcej mógłby brzmieć przepis kulinarny na zakręconą komedię kryminalną, której tytuł brzmi: „Stara zbrodnia nie rdzewieje”.

Zachęceni?

To brać i czytać, bo śmiech, ten z serca i przepony, jest teraz na wagę złota, a mamy go jak na lekarstwo, śmiechu, bo co do złota to nie wiem.  

Pisanie komedii kryminalnych nie jest sztuką łatwą. Nie dość, że czytelnik oczekuje, że zostanie rozśmieszony, to jeszcze trzeba pilnować tej nieszczęsnej intrygi kryminalnej, ułożyć wiarygodną fabułę, nie pomylić mordercy z ofiarą. Pomotać tropy żeby czytelnik musiał nieco pomyśleć zanim zakrzyknie: Eureka! To na pewno Kowalski! Albo zaraz, zaraz… a może zabił kamerdyner?

Papuga?

Papugi żaden sąd nie skarze, autorka nie takie rzeczy wypisywała, więc może to Pinda?

A może?

Czy rzeczywiście motyw wieńczy dzieło? 

Przy okazji odświeżamy sobie w pamięci klasykę literatury kryminalnej bazując na prostych skojarzeniach i dostajemy prztyczka w nos.

Zabawa przednia, papuga Pinda idzie łeb w łeb, grzywka w grzywkę z moją dotychczas ulubioną papugą Zgagą.

Aż mnie dreszcz obleciał, gdy wyobraziłam je sobie w duecie.

Tym optymistycznym akcentem kończę przepis na wciągający kryminał rozśmieszający. Autorką receptury jest niezrównana Iwona Banach, pisarka o stylu niepodrabialnym, bardzo dla niej charakterystycznym, wymagającym poczucia humoru zaprawionego odpowiednią ilością sarkazmu i ironii. Dawkowanego z wyczuciem.

Z przecieków wiem, że Pinda wróci i znowu namiesza.

Jak to ona ;)