czwartek, 12 grudnia 2019

"Matyldo, niedługo święta" Alexander Steffensmeier


Jak widać na załączonym obrazku krowa Matylda przygotowuje się do świąt. Bałwan jest, choinka gotowa, śnieg zasnuwa bielą okoliczne łąki, drogi i dachy, a rozwieszone na sznurku skarpetki pomysłowo zastępują kalendarz adwentowy.
 Matylda nie może doczekać się świąt, tak jak i dzieci. Matylda pomaga listonoszowi w dostarczeniu prezentów i kartek świątecznych do wszystkich grzecznych dzieci. 
A gdy nasypie dużo śniegu lepi bałwana, w przerwach pomagając gospodyni w pieczeniu pierniczków. 
A gdy przychodzą Święta wszyscy cieszą się swoją obecnością, ciepłem i życzliwością. Troszczą się o bliskich i życzą im wspaniałych Świąt!
Niewielka książeczka dla maluszków, ślicznie ilustrowana z krową Matyldą w roli głównej. 
Moc pozytywnego myślenia dla najmłodszych. Serdecznie polecam :)
A o Matyldzie pisałam też Tutaj


"Matyldo, niedługo święta" Alexander Steffensmeier
Wydawnictwo Media Rodzina 

środa, 27 listopada 2019

"Zimne nóżki nieboszczyka" Agnieszka Pruska



Poszłam spać po północy czyli już dzisiaj i długo nie mogłam usnąć usiłując w towarzystwie Adama Potockiego odkopać się ze śniegu leżącego na trasie Lwów - Jassy. Miałam przed oczami pryzmy bieli. Hrabia w końcu ruszył, meta rajdu Monte Carlo czekała, a ja też ruszyłam ale do Chojnic w towarzystwie Alicji i Julki, które razem ze sprzętem - narty biegówki, zameldowały się w hotelu w Chojnicach. Już trzeci raz sympatyczne nauczycielki postanowiły razem spędzić wakacje (ferie). Oznaczało to ni mniej ni więcej, że natkną się na jakieś mniej lub bardziej atrakcyjne zwłoki. Ale najpierw facet zaginął. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, ludzie giną i się odnajdują, ale akurat tym zaginięciem zaniepokoiła się sympatyczna kelnerka i parę innych osób. Policja przystąpiła do poszukiwań, a Julka i Alicja w bardzo prospołeczny sposób postanowiły policji pomóc. I pomogły, a jakże! Na jednym nieboszczyku na pewno się nie skończy, a tytuł wskazuje, że będzie lekko, łatwo i przyjemnie. Agnieszka Pruska dobrze czuje się w lżejszej kryminalnej konwencji i dużą sympatią darzy swoje bohaterki. A one mają szczególny węch i na bank odnajdą każdego tajemniczego denata. Mnie tylko prześladuje pytanie: A te zimne nóżki to z octem czy bez octu? Zaraz grudzień, śniegiem poprószy, ferie za pasem, "Zimne nóżki nieboszczyka" to doskonała lektura na ten czas.

wtorek, 26 listopada 2019

Kilka rad jak dłużej żyć



Dzień dobry  nowy tydzień, nowe możliwości :) 
u mnie chłodno i na razie mgła otula ogród, ale to przecież koniec listopada, więc trudno żeby było inaczej. Wczoraj wróciłam do książki Michała Tombaka "Czy można żyć 150 lat?" - dużo przepisów na zdrowe soki i kuracje oczyszczające organizm, warto stosować. Warto też stosować się do rad zawartych w rozdziale "Recepta na młodość". Poniżej, w punktach:
1.Kochaj siebie takim, jakim jesteś.
2.Nigdy nikomu nie zazdrość.
3.Jeśli się sobie nie podobasz - zmień się.
4.Złość, obraza, krytyka siebie i innych - to najbardziej szkodliwe emocje dla zdrowia.
5.Jeśli coś postanowiłeś - działaj.
6. Pomagaj biednym, chory, starym i czyń to z radością.
7. Nie myśl o chorobach, starości i śmierci.
8.Miłość jest najlepszym lekarstwem na choroby i starość.
9.Twoimi wrogami są: obżarstwo, chciwość, uleganie własnym słabościom.
10.Troski prowadzą do zejścia z tego świata. Wzdychania niszczą ciało człowieka.
11.Największym grzechem jest strach i podłość.
12.Najlepszym dniem jest dzień dzisiejszy.
13.Najlepsze miasto to to, w którym ci się najlepiej powodzi.
14.Najlepsza praca to ta, którą lubisz.
15.Największy błąd - utrata nadziei.
16.Największy prezent, który możesz podarować lub otrzymać, to miłość.
17.Największe bogactwo to zdrowie.
A ja od siebie dodam: śmiej się każdego dnia, serdecznie, pełnią siebie. Uśmiechaj się do ludzi, nawiązuj kontakty, nie bój się odrzucenia. Ale nie rób nic na siłę. Pogłaskaj kota, przytul psa. Przytul się do bliskiej osoby. Dopiszcie sobie co dla Was ważne i stosujcie.
A zdjęcie dla przyjemności.

poniedziałek, 28 października 2019

"Niedaleko pada trup od denata" Iwona Banach


Komedia kryminalna to wbrew pozorom bardzo wymagający gatunek. 
Z założenia, w kryminale powinien pojawić się minimum jeden nieboszczyk, górna granica nie została określona. Fabuła powinna być spójna i serwując  czytelnikom odpowiednią ilość fałszywych tropów, prowadzić do autora zbrodni. Pamiętać trzeba o motywie, tyle teraz się mówi o psychice mordercy, traumach i urazach z dzieciństwa.
 Nie zostawiać niczego przypadkowi, czytelnicy są coraz bardziej wymagający i jeden zbieg okoliczności łamany na przypadek przełkną, ale dwa to przecież niemożliwe. 
W życiu tak nie bywa.

Polemizowałabym, ale to innym razem.

Dodatkowo, przy konstruowaniu komedii kryminalnej trzeba pamiętać żeby zbrodnia nie była zbyt krwawa, makabryczna, odstręczająca.
Najlepsze będzie takie miłe, czyste morderstwo. Nóż, widelec, może korkociąg. Albo trucizna, tylko tak żeby się przyszły nieboszczyk nie męczył zbyt długo. A i objawy... pożądane byłyby takie niezbyt widoczne.
 Żeby zmylić czytelnika ;)
Nadal pozostając przy konwencji komedii kryminalnej pamiętamy o stosowaniu humoru sytuacyjnego i słownego. Wszak czytelnik ma wypocząć przy czytaniu, a nie zmęczyć się, albo, co przy tym podgatunku niedopuszczalne, bać się wyjść w nocy z pokoju do łazienki.
Szanujmy nerwy własne i cudze.
A i jeszcze... bohaterowie. Nietuzinkowi, zapadający w pamięć.
Czy pamięć, podsuwająca wszystkie wariacje na temat Kowalskich i Nowaków, nie spłata autorowi figla i nie podpowie nazwiska, które dopiero co pojawiło się w książce koleżanki po piórze?
Czy u kogoś pojawiła się już Emilia Gałązka?
Ja sobie nie przypominam.
Jak już wszystko uda się autorowi połączyć w całość i nie wyzionąć ducha przy okazji, znaleźć wydawcę, który doceni treść i dołoży od siebie znakomitą okładkę, to powstanie wzbudzająca niekontrolowane wybuchy śmiechu zwariowana, charakterystyczna dla twórczości Iwony Banach komedia. Na pewno kryminalna.

O treści słów kilka, ale tylko na zachętę, bo żaden, nawet najlepszy opis nie odda jej klimatu.



Z Emilią Gałązką od razu poczułam mocną więź i nie ukrywam, że chętnie jeszcze się z nią spotkam. Nie jestem preppersem, niezbyt przejmuję się końcem świata (bo każdy z nas przeżywa w swoim czasie własny, jedyny i niepowtarzalny koniec świata i nikomu nic do tego), ale odczuwam głębokie zrozumienie dla manii gromadzenia zapasów. 
Zawsze byłam zdania, że zamrażarka pełna mrożonek gotowych po odgrzaniu do spożycia i kilka półek puszek zawierających fasolkę po bretońsku, makrele w oleju, pomidorach i sosie musztardowym, kapusta kiszona w białym winie i brzoskwinie w syropie, to minimum pozwalające na swobodne decydowanie czy dzisiaj pójdę na zakupy czy niekoniecznie. Czy odchoruję przeziębienie, czy żeby wrzucić coś na ząb będę musiała  zwlec się z łóżka. Czyli mam do zapasów podejście praktyczne, gromadzę i zjadam. Emilia natomiast skupiła się na gromadzeniu. Nie tylko żywności. 
Ale jak to w życiu, wydarzenia zweryfikują czy miała rację. 
Pomoże jej w tym siostrzenica Magda, miła dziewczyna usiłująca odciąć się od upiornego Pawełka oraz całkiem sympatyczny policjant. 
I inne mniej lub bardziej dziwne osoby. 

A zaczęło się tak miło od spotkania autorskiego.
 Osobiście bardzo lubię spotkania autorskie - te moje i innych pisarzy takoż, ale nie wiem jak bym zareagowała gdyby pisarz dorównujący w mojej wyobraźni Clooneyowi przemienił się w łysiejącego, zapuszczonego sześćdziesięciolatka. Niby wygląd autora treści książki nie zmienia, ale chyba poczułabym się delikatnie rozczarowana. Zwłaszcza gdyby wydawca nie zamieszczał zdjęć autora na okładce. 
Ale nie próbowałabym go zamordować, zresztą rozczarowane wielbicielki też nie próbowały. A jednak to akurat spotkanie autorskie przeszło do historii miasteczka i biblioteki. Od niego wszystko się zaczęło, a potem to już było z górki. 
A co było, kogo zamordowano, jaki był powód zbrodni i co zmalował upiorny Pawełek, tego nie zdradzę. Bierzecie i czytajcie, tylko nie przy jedzeniu. Wiem co mówię, mój egzemplarz oplułam kawą, zrosiłam łzami - ze śmiechu oczywiście. Dobrze że nie wzięłam go do wanny, na pewno przy okazji bym go utopiła przy niekontrolowanym wybuchu śmiechu. Więc z czytaniem w busie też ostrożnie. Chyba że na głos. Niech inni też skorzystają. 
 Ubawiona, z przekonaniem polecam prawdziwą komedię kryminalną kojarzącą się z komediami nieodżałowanej Joanny Chmielewskiej. 
Cięty humor, prawdziwe do bólu sytuacje i reakcje - mężczyzn pokroju Pawełka zbyt wielu jeszcze chodzi po świecie. Do tego certyfikowane łowczynie demonów broniące swoich wyobrażeń o przyszłości najbliższych...
To wszystko oznacza tylko jedno "Niedaleko pada trup od denata" powinien znaleźć się w zestawie obowiązkowym  książek na jesień, zimę, wiosnę i lato. 
Terapia śmiechem gwarantowana. 
Odsłona na jesień ;)


"Żubr Pompik Wyprawy" Tomasz Samojlik

Jak to miło po przerwie spotkać się z przesympatyczną żubrzą rodziną. W jej skład wchodzą Porada i Pomruk oraz dwójka niesfornych żubrzątek Polinka i Pompik.
Pisałam o nich  TUTAJ
Tym razem z rodziną żubrów zwiedzimy trzy Parki Narodowe:
 Babiogórski Park Narodowy, 
Ojcowski Park Narodowy 
 Gorczański Park Narodowy. 
Czym się charakteryzują i jakie zwierzęta w nich mieszkają, o tym za chwilę.
 W Polsce aktualnie mamy dwadzieścia trzy Parki Narodowe i są one skrupulatnie wyliczone oraz pokazane na mapie Polski zamieszczonej we wkładce. Gdybyście planowali wędrówkę śladem żubrzej rodziny to ta mapka będzie jak znalazł. 
Na mapce możemy także zaznaczyć, które książeczki o rodzinie Pompika już mamy w zbiorach, a których nam brakuje.
Cała seria została skonstruowana w bardzo przemyślany sposób, tak aby dzieci i dorośli mogli jak najwięcej się nauczyć. Prosty tekst, zawierający wiele informacji, ale nie przytłaczający nimi. Historie rodzinne z życia wzięte - Porada i Pomruk mogą być przykładem rodziców rozumiejących, że dzieci uczą się poprzez obserwowanie postępowania rodziców i rozmowę, a nie poprzez stawianie wygórowanych wymagań i presję. 
Porada, Pomruk, Polinka i Pompik tworzą zgraną, pełną ciepła i wzajemnej życzliwości rodzinę.
A teraz czas na omówienie książeczek:
"Żubr Pompik Wyprawy. Żubrza Góra"

Ciekawe dokąd tym razem zawitały sympatyczne żubry?
Do Babiogórskiego Parku Narodowego, którego symbolem jest okrzyn jeleni. To właśnie wspomnienie smaku tej rośliny przywiodło Pomruka, a z nim resztę rodziny do Babiogórskiego Parku Narodowego. Przy okazji żubry poznały zwyczaje jeleni i dowiedziały się, że jeleń ryczy, koziołek sarny szczeka,  a łoś stęka. Też nie wiedziałam :)













"Żubr Pompik Wyprawy. Jaskinia nietoperza" 
Z Babiogórskiego Parku Narodowego żubry powędrowały do Ojcowskiego Parku Narodowego, którego symbolem jest nocek duży, nietoperz specjalizujący się w chwytaniu biegających po ziemi chrząszczy. 
Do jaskini nietoperzy prowadziła droga wśród głazów i fragmentów skalnych. Kto z Was był w Ojcowskim Parku Narodowym, ten pamięta ogromną Maczugę Herkulesa, Rękawicę czy Bramę Krakowską.  
Na noskach żubrów siadały chrząszcze, wokół latały ćmy, a ośmionogi pająk też chciał na własne oczy zobaczyć żubrzą rodzinę. 
Zachodzące słońce rzucało cień na skały, tak wielki, że nawet Pomruk się przestraszył.
A potem Polinka wpadła do jaskini i spotkała w niej nietoperze.
 Ale o tym sami już przeczytacie.






"Żubr Pompik Wyprawy. Nieśmiała salamandra".

Z Ojcowskiego Parku Narodowego przenosimy się do Gorczańskiego Parku Narodowego, jak sama nazwa wskazuje mieszczącego się w Gorcach. 
To tam, w wilgotnych lasach, w otoczeniu polan możemy spotkać salamandrę plamistą, która jest symbolem tego parku. 
"Czasem warto trochę zwolnić - powiedziała Porada. - I spojrzeć pod nogi."

A gdy spojrzymy pod nogi możemy spotkać salamandrę. Piękną, nieśmiałą, i bardzo skromną. 
Pamiętajcie, że w skórze salamandry znajduje się jad, który ma zniechęcić drapieżniki. Przekonała się o tym Polinka. Ale wszystko skończyło się dobrze, także dla przepięknej, nieśmiałej salamandry. 
A jak, o tym przeczytajcie sami.

Reasumując, super seria, bardzo potrzebna, pokazująca świat zwierząt i roślin, zachęcająca do poznawania go i oswajania. Bo tylko to co nieznane jest dla nas groźne. Najczęściej w naszej wyobraźni. 
Polecam serdecznie.

Cała seria wydawana jest w Wydawnictwie Media Rodzina.
Tekst i ilustracje Tomasz Samojlik

niedziela, 27 października 2019

Dagmar Bach "Cynamon kłopoty i ja. Podwójne życie Victorii King"

Wracamy w świat cynamonowych przygód Victorii King.
Pierwsza część bardzo przypadła mi do gustu i pisałam o niej  TUTAJ. Dlatego byłam  ciekawa jak potoczą się dalsze losy nastolatki obdarzonej niecodzienną  właściwością.

Jakie przygody spotkały tym razem uroczą Vicky?

Czy nadal wymienia się  miejscem z Tori?

Jak leci w szkole?

No i Konstantin...

Tym razem zaczynamy z przytupem od imprezy na cześć królowej Elżbiety II - nie na darmo mama Vicky jest wielbicielką wszystkiego co brytyjskie, ze szczególnym uwzględnieniem rodziny królewskiej. Przyjęcie szykuje się przednie, tort prawie gotowy, domownicy i sąsiedzi oraz ciotka Rajmunda Grafa, Rozalia w towarzystwie gwarka Magnu sir Ikssona, zasiadają przed telewizorem, aby obejrzeć transmisję z urodzin królowej. 

Wielka gala w przydomowym ogródku, jedno jest pewne, będzie się działo. 

A w szkole jak to w szkole, tym razem Vicky i jej klasa mają do zaliczenia praktyki. Moim zdaniem to świetny pomysł, warto byłoby wprowadzić go w życie także u nas. 
Na czym to polega?
Po prostu rodzice uczniów wykonują różne zawody, mają własne firmy. 
Uczniowie losują, u kogo   będą mieli praktykę i zamiast wkuwać uczą się konkretnego zawodu. Pomagają w gabinecie weterynaryjnym, w biurze, albo tak jak Vicky w piekarni. I nie ma zmiłuj, trzeba wstać bladym świtem i wywiązać się ze wszystkich obowiązków. 

"Oczywiście wyniki losowania stały się tematem numer jeden na przerwie obiadowej. Wyglądało na to, że Pauline i ja byłyśmy jedynymi osobami, które podczas praktyk zamierzały się wysilić i czegoś nauczyć."

Wymarzone przez Vicky praktyki w gabinecie weterynaryjnym przypadną w udziale Victorii, która weszła do życia Vicky zamiast Tori. 
Trochę to skomplikowane, ale dziewczyny radzą sobie znakomicie wykorzystując do porozumiewania się zanikającą już sztukę korespondencji. Informacje o swoich zwyczajach, rodzinie i znajomych ułatwiają tej drugiej adaptację w otoczeniu i pozwalają uniknąć błędów. 

"Droga Vicky!
Bardzo Ci dziękuję za prześwietną instrukcję obsługi, za wszystko co dla mnie przygotowałaś. Każdy z przeskoków kosztuje mnie prawie zawał serca, ale przynajmniej wiem o co w tym chodzi. Nie zazdroszczę Ci, że ty musiałaś błądzić po omacku! Wiadomo, że nie jest mi łatwo, ale teraz mam przynajmniej wrażenie, że  nie jestem sama, i bardzo mnie to cieszy."  
Fragment listu Victorii do Vicky.



Jak potoczą się losy rodziny Kingów oraz Vicky i Victorii i ich przyjaciół ze szczególnym uwzględnieniem Konstantina? 
Czy Polly, ciocia Vicky odnajdzie swoje szczęście?
I czy w końcu poznamy rozwiązanie zagadki podróży do innych światów?
W drugiej części zbliżamy się do rozwiązania, ale jak zapewnia autorka nastąpi ono w części trzeciej. Światy pararelne nieco komplikują, ale także urozmaicają życie ich bohaterów.
Do następnego razu Victorio King! Juz czekam na "Cynamon, sekrety i ja".
Kolejna książka dla młodzieży, która w urozmaicony sposób pokazuje jak bardzo w życiu potrzebna nam jest pełna ciepła i miłości rodzina, oddani przyjaciele i ktoś z kim możemy zawsze być sobą.

Dagmar Bach "Cynamon kłopoty i ja. Podwójne życie Victorii King"
Tłumaczyła Anna Urban
Wydawnictwo Media Rodzina
Rok wydania 2019
Stron 380




niedziela, 29 września 2019

"Teoria względności dla maluchów", "Fizyka kwantowa dla maluchów", "Chemia organiczna dla maluchów" Chris Ferrie i Cara Florance

"Teoria względności dla maluchów" to część  autorskiej serii "Uniwersytet malucha", którą wymyślił Chris Ferrie, nagradzany naukowiec, fizyk i ojciec czwórki dzieci. Zgodnie z jego  koncepcją żadne dziecko nie jest za małe aby rozpocząć przygodę z nauką i od podstaw poznawać trudne nawet dla dorosłych zagadnienia. 

Ale teoria względności?! Przecież to takie skomplikowane! Jak pamiętam to w szkole nie bardzo wiedziałam o co w tym wszystkim chodzi. Ale ja byłam noga z przedmiotów ścisłych. 

Ale zaraz, zaraz, może nie byłabym taka noga gdyby wtedy ktoś mi porządnie wytłumaczył o co tak naprawdę chodzi w fizyce, chemii, matematyce. 
Gdybym po prostu wiedziała, miała dobre podstawy. Takie czarno na białym i najlepiej narysowane :)
Dokładnie tak jak to zrobił Chris  Ferrie.
Wikipedia o teorii względności mówi tak: ZAJRZYJ TUTAJ
Jak dla mnie rysunkowa teoria względności jest dużo łatwiejsza do przyswojenia. 
Zerknijcie na zdjęcia:








W serii mamy także "Fizykę kwantową dla maluchów"o elektronach, które mają energię i o tym, że elektron może przyjąć trochę energii żeby wskoczyć wyżej, ale musi także oddać nieco energii żeby zeskoczyć niżej.
 I o tym, że nie ma elektronów bez energii. 
A na rysunku zobaczymy jak wygląda energia skwantowana. 
A o fizyce kwantowej możemy poczytać na przykład TUTAJ



Na koniec zostawiłam "Chemię organiczną dla maluchów" duetu  Ferrie i Cara Florance. Jak wynika z informacji zamieszczonej przez Wydawcę "Cara Florance jest biochemiczką i matka z doświadczeniem w astrobiologii, robieniu waty cukrowej i dekontaminacji radiacyjnej. Pisze książki, aby pokazać, że nauka może być zabawą i żeby przybliżyć ją rodzinom na całym świecie." 

Pamiętacie z chemii wiązania chemiczne? 
To właśnie tutaj  spotkacie się z nimi  i dowiecie się na przykład dlaczego węgiel jest tak ważny. 
Poznacie atom węgla i jego właściwości. 

Przyznam szczerze, że gdy pierwszy raz zajrzałam do tych niewielkich ale solidnie wydanych książeczek poczułam rozczarowanie. Pusta strona i czerwone kółko, niezbyt duże. To ma być wszystko? Na następnej stronie czerwone kółko już miało towarzystwo mniejszych, niebieskich kółek. Coś zaczynało się układać. 
Ale, żeby cokolwiek wytłumaczyć dziecku trzeba samemu mieć minimum wiedzy.  Wtedy prowadząc też wspólne doświadczenia można poprzez zabawę złapać o co w tej nauce chodzi. 
Wydawnictwo do książek dołączyło trzy balony do nadmuchania i instrukcję jak przeprowadzić eksperymenty. 
Sama pokusiłam się o zrobienie dwóch z nich i  miałam z tego niezłą zabawę. 





Reasumując "Uniwersytet malucha" to dopiero wstęp do szerokiego poznawania świata. Takie minimum pozwalające na rozeznanie się w temacie i niewątpliwie zachęcające do samodzielnych eksperymentów. 
Bo wiadomo, że najlepiej, najszybciej uczymy się nie poprzez wkuwanie, a dzięki poznawaniu i doświadczaniu. 

Książeczki jak sama nazwa wskazuje przeznaczone są dla dzieci od 0-5 lat, a eksperymenty z balonowym przyciąganiem czy odpychaniem strumienia wody w łazience zapewnią miłą zabawę połączoną z nauką. 
Ot tak, przy okazji.



"Teoria względności dla maluchów" Chris Ferrie
"Fizyka kwantowa dla maluchów" Chris Ferrie
"Chemia organiczna dla maluchów" Chris Ferrie i Cara Florance
Przekład Miłosz Urban
Wydawnictwo Media Rodzina 
Rok wydania 2019 



sobota, 28 września 2019

"Ławeczka księżnej Daisy" Gabriela Anna Kańtor


W zeszłym roku po wielu latach przerwy zawitałam na pszczyński rynek. 

Pisałam o tym TUTAJ 
Akurat była niedziela i odbywał się  targ staroci. Szum i gwar rozmowy. Mnóstwo turystów oglądających i kupujących. Co jakiś czas podchodziłam do tytułowej ławeczki, ale non stop była zajęta. Mam nadzieję, że  za jakiś czas znowu odwiedzę Pszczynę i może wtedy będę miała więcej szczęścia. 
A na razie posiedziałam na ławeczce z Lenką Rejnicz i też było przyjemnie.

Zanim Lenka Rejnicz usiadła na opisywanej ławeczce, zanim trafiła do Pszczyny, była po prostu dziennikarką. Sławną, znaną, bezkompromisową. Przez lata to ona dyktowała warunki, ale jak to często bywa, bycie bezkompromisową dziennikarką czasami równa się byciu bezrobotną dziennikarką. Lenka straciła pracę, wsiadła w samochód i pojechała przed siebie. Trafiła do miejsca, które pamiętała sprzed lat (kręciła tu reportaż o pszczyńskich żubrach). 
Zmęczona przysiadła na ławeczce obok księżnej i czy to zmęczenie, czy metafizyczna aura panująca na rynku, tego nie wiadomo, ważne, że poczuła się jak u siebie. 

Postanowiła zostać, zamieszkać i napisać książkę o księżnej Daisy von Pless. 
A łaskawy los postawił na jej drodze miłego mężczyznę z psem i mieszkaniem. 
Co wcale nie oznacza, że powieść jest romansem. 

A jednak nie brakuje w niej  miłości, także do tego pięknego miasteczka. Do ludzi niegdyś tam mieszkających, do obyczajów kultywowanych w pszczyńskich domach i w okolicznych wsiach. Nie brakuje też wiedzy, Gabriela Anna Kańtor doskonale wie o czym pisze. Książkę przeczytała także moja mama, pamiętająca doskonale koniec lat pięćdziesiątych i początek sześćdziesiątych, które spędziła w pszczyńskim Technikum Łączności mieszkając przez cały czas nauki w internacie. 

Historia księżnej Daisy pięknie ilustrowana zdjęciami wzrusza i budzi szacunek. 
To była naprawdę wyjątkowa kobieta umiejętnie korzystająca ze swoich wpływów dla dobra najsłabszych. 

Czas spędzony w Pszczynie nigdy nie będzie czasem straconym.
Serdecznie polecam.
Książkę można wypożyczyć w Galerii Książki - Miejskiej Bibliotece Publicznej imienia Łukasza Górnickiego w Oświęcimiu. 


niedziela, 15 września 2019

Wojciech Widłak "Pan Kuleczka" czyta Piotr Fronczewski


Ostatnio rozpoczynałam dzień z Panem Kuleczką i były to bardzo przyjemne poranki. 
Kojący głos Piotra Fronczewskiego umilał mi cały dzień. Bo chociaż znam serię książeczek z Panem Kuleczką w roli głównej i nieodłącznym psem Pypciem, kaczką Katastrofą i muchą Bzy-Bzyk, to jednak interpretacja wybitnego aktora przydawała tym postaciom charakteru i czyniła je jeszcze bardziej realnymi niż w książce. Co wcale nie oznacza, że samodzielne czytanie o przygodach tej zwariowanej, ale bardzo sympatycznej czwórki przyniesie mniej radości! Płyta i książka uzupełniają się, zwłaszcza że całą serię poświęconą Panu Kuleczce zilustrowała przecudnie Elżbieta Wasiuczyńska. 
Czysta przyjemność.

Płyta zawiera opowiadania z dwóch książek: "Pan Kuleczka i marzenia" i "Pan Kuleczka i skarby". Dwadzieścia opowieści o charakterze rozrywkowo edukacyjnym umili czas spędzony z dzieckiem i ułatwi przekazanie wielu podstawowych prawd. 
O przyjaciołach, na których zawsze można liczyć, szacunku do przyrody, radości z drobiazgów. Nauczy dostrzegania zmian i akceptacji.
 A wszystko w rozrywkowej formie przy wydatnej pomocy psa Pypcia, zdecydowanej na wszystko kaczki Katastrofy i nietuzinkowej muchy Bzyk-Bzyk. 
Pan Kuleczka jak zawsze panuje nad wszystkim i nawet jeżeli zdarza się coś na co nie ma wpływu, to stara się pokazać dobre strony zachodzących zmian.
Świat pełen jest skarbów, wystarczy je tylko dostrzec w deszczu, kropli rosy, spadających liściach.
 A marzenia, pamiętajmy, marzenia się nie spełniają, to my sami je spełniamy, naszą pracą, wyobraźnią, otwartością na zmiany. 
Naszym podejściem do otoczenia.

Z Panem Kuleczką w plenerze :)


Jeżeli jeszcze nie znacie serii z Panem Kuleczką, psem Pypciem, kaczką Katastrofą i muchą Bzyk-Bzyk to koniecznie sięgnijcie po nią. 
Na pewno spodoba się Waszym pociechom i pokochają tę wyjątkową czwórkę. 
O Panu Kuleczce już pisałam tutaj:
 https://inkella.blogspot.com/2016/05/wojciech-widak-pan-kuleczka-i-marzenia.html

Link do płyty na stronie Wydawcy: Tutaj

Wojciech Widłak "Pan Kuleczka" wydanie audio część 4
Czyta Piotr Fronczewski
Wydawnictwo Media Rodzina
Rok wydania 2019
Czas odtwarzania 1 godzina 43 minuty
Płytę otrzymałam od Wydawnictwa Media Rodzina






wtorek, 20 sierpnia 2019

Lucyna Olejniczak "Księżniczka"


"Księżniczkę" przeczytałam dwa tygodnie temu i nadal o niej myślę. O małej Lence i dorosłej Lenie, traumie dzieciństwa rzucającej cień na dorosłe życie. Bezwzględności rodziców i tych, którzy wiedzieli a jednak nie zrobili nic. 
Bo to przecież taka dobra, szanowana rodzina. 
Ile takich rodzin egzystuje wokół nas? 

Na zewnątrz wszystko w jak najlepszym porządku, a w środku małe piekła codzienności. 


Ile takich "księżniczek" wciąż od nowa przerabia poczucie winy i walczy z uzależnieniem od tatusia. 
I nie tylko tatusia.
Dom rodzinny jest symbolem poczucia bezpieczeństwa. Swojsko jak w domu, przytulnie jak w domu.
 Czasami bardzo trudno wyrwać się z tego domu.
Tak jak trudno Lenie odejść, ostatecznie.
Postawić na siebie. Spróbować wyrwać się spod kontroli zaborczego ojca i upiornej, uległej i jękliwej matki. 

Zanim Lena podejmie decyzję upłynie sporo czasu. 

Lenka dorasta w Nowej Hucie, wokół wielki plac budowy nadzorowany przez pana inżyniera. Wszyscy kłaniają mu się w pas. Żona milczy, dzieci  - Lenka śpi w jednym pokoju z siostrą - kulą się pod kołdrą. Czasami tatuś kładzie się przy młodszej siostrze Lenki... 

Męczy mnie obraz matki kłócącej się z mężem i wpychającej go w gniewie do pokoju dzieci. 
- Tu będziesz spał! - krzyczy. O święta  naiwności!
Moim zdaniem to  ważna książka, bardzo autentyczna, wiarygodna i bardzo potrzebna. 
Czasami ludzie się dziwią dlaczego ofiary molestowania seksualnego milczą i dopiero po wielu latach są w stanie opowiedzieć o tym co przeszły. Zmierzyć się z upiorami przeszłości, stanąć twarzą w twarz z prześladowcą, często człowiekiem o nieposzlakowanej opinii, szanowanym. Dlaczego nikt o niczym nie wiedział? Dlaczego nie powiedziały mamie? 
A może mówiły, sygnalizowały w swoim zachowaniem, że coś jest nie tak? Tylko wygodniej było nie reagować. Dla świętego spokoju i wiecznej obawy o to co ludzie powiedzą. A i jeszcze, że dzieci konfabulują...bo to nie może być prawda.

Trzeba ogromnej odwagi, siły woli i determinacji żeby wreszcie po latach wskazać winnego. Uwolnić siebie od poczucia winy, które jest podsycane przez sprawcę. Zacząć od nowa.
Polecam z pełnym przekonaniem.

środa, 31 lipca 2019

Lipiec miesiącem hortensji

Hortensje należą do moich ulubionych kwiatów i przez cały lipiec, w różnych zakątkach miasta i we własnym ogrodzie utrwalałam ich urodę na zdjęciach. 
Zostaną do przyszłego roku, tak aby można było co jakiś czas zerknąć na zdjęcie i rozjaśnić dzień.
Miłego oglądania :)























wtorek, 30 lipca 2019

Sylwia Kubik "Pod naszym niebem"


RECENZJA PRZEDPREMIEROWA
Premiera 02 sierpnia 2019

Każdy ma swoje miejsce na ziemi. 

Od czasu do czasu  zarządzam leniwą sobotę i oddaję się przyjemnościom. Zero muszę, robię tylko to na co mam ochotę.
 Tym razem odpoczynek umilała mi lektura debiutanckiej powieści Sylwii Kubik "Pod naszym niebem" wydana w serii Opowieści z Wiary Wydawnictwa eSPe. Zamierzałam przeczytać tylko początek, tak żeby zorientować się w treści książki, a skończyło się na tym, że z mieszkańcami Brzozówki spędziłam cały dzień.
 I był to bardzo dobrze wykorzystany czas.

Ale od początku.

W piątek zawitał do mnie kurier z przesyłką. Spodziewałam się koperty z książką, a otrzymałam sporych rozmiarów paczkę, a w niej oczywiście egzemplarz do recenzji, aromatyczną mieszankę ziół zebranych i dobranych przez autorkę specjalnie na tę wyjątkową okazję, oraz uroczy bilecik. Wydawnictwo dołożyło sympatyczny list i  dodało do zestawu inny tytuł z serii.


Jako czytelniczka i recenzentka  poczułam się wyjątkowo zadbana. Zioła wypełniały swym aromatem pokój, a ja szybko integrowałam się z mieszkańcami niewielkiej wsi na Powiślu.

Od razu polubiłam energiczną i zaradną Karolinę. 
 Jej życie to prawie idylla. Piękny dom i drewniany domek w ogrodzie wspaniały na czas relaksu, miły i okazujący jej miłość i szacunek mąż Wojtek oraz dwie córki: dwunastoletnia Anielka i pięcioletnia Gabrysia. 

A przecież nie zawsze tak było. Karolina i jej najbliżsi mają za sobą trudne chwile, związane z narodzinami Gabrysi. Autorka sięga do własnych doświadczeń i wspomnienia jakie nawiedzają Karolinę są boleśnie autentyczne. 
Radość i żywiołowość Gabrysi wprowadza dużo dobrej energii do fabuły, nawet wtedy gdy przeplata się z tęsknotą za ukochanym dziadkiem. 
Gabrysia pozostanie ze mną na długo.

W Brzozówce mieszka też Hania przyjaciółka Karoliny, prowadząca wraz z mężem duże gospodarstwo. Mama Tomka i Dominiki, synowa swojej teściowej Weroniki. Kobieta wielkiej cierpliwości!
Poznajemy nieco apodyktyczną sołtyskę i księdza Karola, kapłana z powołania, który potrafi rozmawiać z ludźmi.
Bo w tej opowieści ludzie ze sobą rozmawiają, a nie tylko mówią żeby cokolwiek powiedzieć. Żyją w niewielkiej społeczności i wiedzą, że lepiej ze sobą współpracować z chęci, a nie z musu. A jeżeli dochodzi do konfliktu, to zamiast go podsycać trzeba szukać dobrych dla wszystkich stron sporu rozwiązań.
 Dążyć do zgody. 
Zapraszać do swojego kręgu a nie wykluczać z niego.
Myślę tu o doktorze Macieju, który zapewne w kolejnych częściach serii będzie miał swoją rolę do odegrania, ale też o małym Kubie, któremu od razu kibicowałam i chciałam powiedzieć: dasz radę dzieciaku!

Sylwia Kubik we współczesną opowieść, bardzo aktualną w swojej wymowie, wplotła też wątek wojenny. Tajemnicę Brzozówki poznajemy powoli dzięki pani Helenie, do tej pory trzymającej się na uboczu, a dzięki Gabrysi i Karolinie częściej wychodzącej do ludzi.
 I czekającej na Józka...
Też chciałabym wiedzieć czy zdąży.

Autorka w bardzo dojrzały sposób pisze o relacjach międzyludzkich, przypomina jak bardzo ważny jest wzajemny szacunek, empatia, tolerancja i poczucie humoru.
W Brzozówce toczy się zwyczajne  życie ze wszystkimi jego troskami, cieniami i radościami. W kuchni pachnie ziołami i smakołykami, wiatr kołysze gałęziami, w sadach obrodziło  i Hanka przygotowuje dżem z miętą.
Brzmi swojsko, prawda?
Klimat tej powieści sprawia, że obcując z bohaterami zaczynamy ich traktować jak bliskich nam ludzi, przejmujemy się ich problemami i kibicujemy im. A  synowe podobnych do Weroniki teściowych mogą się zainspirować sprytnym rozwiązaniem problemu, który tylko dzięki cierpliwości Hanki nie przerodził się w wojnę.

Wydawnictwo eSPe zadbało o staranne wydanie książki, na okładce wita nas Karolina z Gabrysią, obie radosne, emanujące dobrą energią. 
 Zieleń nadziei wycisza i wprawia w dobry nastrój, nawet wtedy gdy słuchamy burczenia Stefana. Bo także on kryje swoją tajemnicę.
Kiedyś ją poznamy.


Polecam serdecznie Waszej uwadze tę pełną ciepła i życiowej mądrości książkę. Zatrzymajcie się na chwilę i wdychając aromat ziołowej herbatki zajrzyjcie do Brzozówki. 
Zapewniam, że warto.

Sylwia Kubik "Pod naszym niebem" Każdy ma swoje miejsce na ziemi
seria: Opowieści z Wiary
Wydawnictwo eSPe
Stron 380
Rok wydania 2019



czwartek, 13 czerwca 2019

"Dzień Matki" Nele Neuhaus

Złudne poczucie przyzwoitości.

To smutne gdy umiera ktoś tak samotny, że przez czternaście dni nikt nie interesuje się brakiem jego obecności. Bo co innego można pomyśleć? Że Theodor Reifenrath nie miał nikogo bliskiego, a sąsiedzi za nim nie przepadali.

 A jednak było inaczej.


Theodor i jego żona Rita lata temu stanowili rodzinę zastępczą dla wielu dzieci, a sami cieszyli się szacunkiem społeczeństwa. Kolejne roczniki dzieci kończyły szkoły, usamodzielniały się, a pracownicy socjalni zacierali ręce uważając, że to także dzięki ich zaangażowaniu porzucone przez rodziców dzieci mogły wychowywać się w tak wspaniałej rodzinie i kształcić się, kończyć studia, a na końcu zostać poważanymi członkami społeczności lokalnych. 

Taki, nieco lukrowany obraz zewnętrzny nie miał nic wspólnego z tym co działo się wewnątrz tej rodziny zastępczej. Zimny wychów jest najłagodniejszym określeniem jakie w tej chwili przychodzi mi na myśl. Mniej łagodne to: maltretowanie psychiczne, przemoc fizyczna, piekło na ziemi... 

Nie wszystkim udało się przeżyć. 

Śmierć Theodora jest końcem i początkiem. 


W pierwszej fazie oględzin nie wiadomo z całą pewnością czy mężczyzna padł ofiarą przestępstwa, czy przydarzył mu się wypadek. Zastanawia odizolowanie psa, który miał ogromne szczęście, że przeżył. 
To jego znalezisko naprowadziło na trop zamierzchłych zbrodni.

Pia Sander i Oliver von Bodenstein mają wiele zagadek do rozwiązania, a czasu coraz mniej. Tropy się krzyżują, a ryzyko kolejnego morderstwa rośnie. Czas się kurczy, tytułowy Dzień Matki blisko. 

W pewnej miejscowości umiera kobieta. Zostawia dorosłą już córkę. I żadnej rodziny oprócz ojca. Ten trop, jakże w pewnym momencie bliski prowadzącym śledztwo, jest także analizą pewnego rodzaju postępowania, zawłaszczania dzieci. A gdy nadejdzie kres całe dotychczasowe życie sypie się i wszystko, ale to dokładnie wszystko trzeba zaczynać od nowa. 
Nie każdy jest w stanie sprostać takiemu wyzwaniu.

Patrząc na rodziny z zewnątrz oceniamy tylko to co obserwowani chcą pokazać, zazwyczaj zazdroszcząc harmonii, miłości, oddania. Nawet jeżeli słyszymy kłótnie, widzimy podbite oczy a w nich błysk strachu, to trzeba czasu i szczególnych okoliczności, często osobistego zaangażowania, by obraz rodzinnej idylli rozsypał się jak  przysłowiowy domek z kart. 
Czy po katastrofie będzie co zbierać?

Dlaczego tak ważny dla śledztwa jest Dzień Matki? - w Niemczech obchodzony w drugą niedzielę maja. 

To święto, jego wymowa dla zaginionej przed laty Rity, żony Theodora, dla odwiedzających ją co roku wychowanków i dla kobiet związanych mniej lub bardziej ściśle z rodziną Reifenrathów jest bardzo traumatycznym przeżyciem.

Nele Neuhaus nie pisze kryminałów tylko po to żeby uraczyć czytelnika krwawymi morderstwami, błyskotliwym przebiegiem śledztwa i ekscytującym finałem. Chociaż akurat w "Dniu Matki" finał ścina krew w żyłach. Nele Nuhaus każdy tom z serii, w której pierwsze skrzypce grają Pia Sander(wcześniej Pia Kirchhoff) i Oliver von Bodenstein poświęca innemu ważnemu społecznie problemowi. 
Naświetla sprawy, o których rzadko mówi się pełnym głosem, częściej szeptem.
Zawsze rzetelnie, odpowiedzialnie. 
"Dzień Matki" pod tym względem nie różni się od równie wstrząsających "Żywych i umarłych" czy "Złego wilka".
Pobudza do myślenia i zadania sobie pytania jak ja postąpiłabym w bardzo konkretnej sytuacji? Czyje dobro ma większe znaczenie i czy tak naprawdę na etapie początkowym jesteśmy w stanie ocenić konsekwencje podjętych wiele lat wcześniej decyzji?
Czy możemy jeszcze cokolwiek zmienić?
Odpowiedzi (tej wynikającej z fabuły)szukajcie w książce.

"Dzień Matki" Nele Neuhaus (dziewiąta część cyklu)
Tłumaczyli Anna i Miłosz Urbanowie
Wydawnictwo Media Rodzina
Seria Gorzka Czekolada
Rok wydania 2019
Stron 724





czwartek, 6 czerwca 2019

Alicja Minicka "Bestia" czyli zwodniczy urok sielskiej wsi


Kilka lat temu przeczytałam "Morderstwo w Miłowie" Alicji Minickiej i nie ukrywam, że długo pamiętałam ten  klimatyczny kryminał retro. Ostatnia scena, otwarte zakończenie, przykuwająca uwagę para bohaterów. Na kontynuację, mam nadzieję serii, czekałam z niecierpliwością. Byłam ciekawa jak ułożą się losy komisarza Łukasza Darskiego i pięknej malarki Samanty.
Czy się zejdą, czy się rozejdą? 
Czy są sobie przeznaczeni? 

"Bestia" to nie romans, to wywołujący w czytelniku rosnące uczucie niepokoju kryminał, rozgrywający się w realiach trzydziestolecia międzywojennego, ale relacja jaka zawiązała się między Łukaszem a Samantą ma podstawowe znaczenie dla fabuły. 
Mroźna zima, długi spacer i w efekcie Samanta zapada na zapalenie płuc. Wielkich szans na przeżycie nie ma, nie wspominając o wyzdrowieniu. Z pomocą śpieszy obok doktora Wareckiego znany podróżnik, przyjaciel Łukasza Darskiego Rafał Gajda.
Zdrowiejąca Samanta już nie będzie chciała czekać, planować i męczyć się niepotrzebnie. 
Do dworu Adama Grabowskiego w Białogrądach pojedzie już jako pani Darska. W towarzystwie Rafała Gajdy. 
Męża tradycyjnie zatrzymają służbowe zbrodnie. 

A na miejscu atmosfera prawie sielska. 
Niedawno wybudowany dworek, majestatyczny, budzący respekt właściciel dóbr Adam Grabowski, pełniąca funkcję pani domu siostra Grabowskiego Jadwiga. Syn zarządzający cegielnią, bo z wypalania cegły żyją Grabowscy i pół okolicy. 
Oraz historia o grasującej w pobliskich lasach bestii. 
Czy bestia istnieje naprawdę? Kto nią jest? 
A może to tylko plotki? 
Czy to wina bestii, że ostatnio w Białogrądach zagościła śmierć? 

Atmosfera zagęszcza się. 
Samanta nadal czeka na przyjazd męża. Czas spędza na malowaniu portretów, spaceruje po lesie i zaprzyjaźnia się z panią Liwczycową mieszkającą po sąsiedzku. 
Cieszy się każdym dniem korzystając z gościnności Grabowskich. 
Ale tak w życiu jak i w powieści nic nie może wiecznie trwać...
Alicja Minicka nie tworzy barokowych zdań, nie opisuje każdego detalu, nie wprowadza zbyt wielu postaci, raczej używa bardzo oszczędnych środków by pobudzić serce czytelnika do szybszego bicia.
Moje momentami biło bardzo szybko. 
Mam nadzieję, że Alicja Minicka nie poprzestanie na "Morderstwie w Miłowie" i "Bestii" i za jakiś czas będę mogła sięgnąć po kolejną część przygód komisarza Darskiego, który w sumie w "Bestii" nieco ustępuje miejsca swojemu przyjacielowi Gajdzie. Cóż komisarz i podróżnik mają zwielokrotnione szanse na prowadzenie fascynujących spraw. 


Alicja Minicka "Bestia"
Wydawnictwo Oficynka
rok wydania 2018
stron 255

piątek, 31 maja 2019

"Akcja mleczna" seria Ewa wzywa 07 ... Wojciech Wiktorowski

Opis depresji nękającej kapitana Andrzeja Zawadzkiego  z Biura Kryminalnego KGMO  został tak wiernie oddany,  że wręcz namacalnie czujemy jak bardzo się męczy i przeżywa niepowodzenie najlepszy  i jeszcze młody  milicjant z KGMO.
Deszcz sukcesów, zazdrość kolegów, gratulacje przełożonych i jedna sprawa, która  czyni to wszystko nieważnym. Depresja pogłębia  się, kapitan  jest przerażony. Zachowując zewnętrzne oznaki  równowagi to jest: ogolony, umyty, opalony, czysto ubrany, nadal po wypiciu  trzech kaw i dwóch kieliszków koniaku  rozpada się w środku.
 Co doprowadziło zdolnego, inteligentnego człowieka do takiego stanu?
 Ano oczekiwanie na nową sprawę, lęk czy podoła, lęk co tym razem morderca wymyśli!  
I jest!  Po dwóch tygodniach oczekiwania na nową sprawę zbrodnia hurtowa. Na osiedlu Gocław zostało zamordowanych pięćdziesiąt sześć osób plus mleczarz. Pięćdziesiąt sześć osób zostało otrutych  trucizną o ładnie brzmiącej nazwie  Amanityna,  inaczej Amanitatoksyna . Jest to substancja trująca, którą w 60% zawiera muchomor sromotnikowy, czyli dla kogoś kto potrafi tę substancję wyodrębnić trucizna dostępna  i łatwa w użyciu. 
Zbrodniarz nie pomyślał o zorganizowaniu wycieczki na grzyby, tylko załatwił pół bloku hurtem. Amanityna została wstrzyknięta do butelek z mlekiem  strzykawką, dlatego mleczarz/ roznosiciel mleka/ musiał  zginąć. Śledztwo się ciągnie, kolejne ofiary  umierają, kapitan z pełnym poświęceniem prowadzi śledztwo/ rezygnacji oczywiście nikt nie przyjął/ .
Największym problemem jest znalezienie motywu  zbrodni i wizyty tak zwanych czynników. Ilu zamordowanych tyle może być motywów. Czynniki się niecierpliwią, opinia publiczna naciska. Współczujemy.
 Przez konkurentów kapitana Zawadzkiego jest lansowana wersja o działaniach zorganizowanej grupy dywersyjno-terrorystycznej. 
Nikt  oprócz kapitana nie pyta: po co?  Dlaczego? Jaki był cel?
 Też nie wyobrażam sobie, żeby można było bezcelowo wytruć tyle osób, jakiś powód zawsze musi być. I kapitan Zawadzki po miesiącach zastoju znajduje ten powód i już wie co chciał osiągnąć morderca. Oczywiście w międzyczasie tak zwane czynniki podpowiadają mu uprzejmie domniemanego sprawcę, informują o donosach, każą zamknąć kogokolwiek.
Cytuję czynniki: 
„Chodzi nam tylko o to,  aby w gazetach mogła  pojawić się krótka wzmianka: w sprawie takiej  to a takiej  zatrzymano grupę podejrzanych  albo jeszcze lepiej podejrzanego. Jest nim dajmy na to Jan K. długoletni pacjent  szpitali psychiatrycznych.  Zatrzymany został przekazany do dyspozycji prokuratora. Śledztwo trwa… albo  coś w tym rodzaju. Oczywiście - mówił dalej – śledztwo wykaże niewinność podejrzanego. Wtedy przeprosi się go i wypuści. Ale my, panowie - zaakcentował – my zyskamy kilka tygodni  czy kilka miesięcy czasu. Czasu, który jest dla nas bezcenny. Czy panowie mnie zrozumieli?” 
Panowie zrozumieli i to dobrze i nie ulegli manipulacji co bardzo dobrze świadczy o kapitanie Andrzeju Zawadzkim, który był porządnym milicjantem i chciał zamknąć prawdziwego mordercę a nie jakiegoś nieszczęśnika, który miał pecha i podpadł organom. Kapitan Zawadzki  po miesiącach bezskutecznego, dołującego  śledztwa natrafia w końcu na ślad podejrzanego  i z pomocą  nieocenionego sierżanta Kamińskiego  zastawia pułapkę. Morderca zostaje złapany,  ukarany, oddychamy z ulgą, kapitan wychodzi z depresji.  Do następnej sprawy.
Mnie się podobało, akcja wciąga, postać kapitana Zawadzkiego wiarygodna  i tak właśnie przy nim
pomyślałam , że nieważne jaka nazwa milicjant czy policjant, ważne by w tym właśnie zawodzie solidnie wykonywać swoją pracę i być odpornym na naciski decydentów spragnionych natychmiastowych efektów. 
Polecam bo to mimo pewnego nieprawdopodobieństwa  bardzo ciekawa i wciągająca lektura.

Recenzja po raz pierwszy ukazała się na stronie Klubu MOrd w 2011 roku.

Seria Ewa wzywa 07... była wydawana przez Wydawnictwo Iskry.
Wojciech Wiktorowski był także autorem "Na skraju niżu" z 1985 roku zeszyt 130 z serii "Ewa wzywa 07..." i "Upiorów Czernobyla" wydanych w 2014 roku przez Wydawnictwo Marginesy. 

środa, 29 maja 2019

"Uśmiech fortuny" Krystyn Ziemski

W jaki sposób może się  zakończyć romantyczna wycieczka?
 Czasami znalezieniem  prawie  świeżego wisielca, tak jak w "Uśmiechu Fortuny" Krystyna Ziemskiego inaczej Baxtona Allena, a tak naprawdę Wiesława Godziemskiego tu z Krystyną Świątecką w duecie, bardzo płodnego pisarza kryminałów milicyjnych.

Opowiadanie  zaczyna się od miłego akcentu, powiedziałabym nawet  jak typowa powieść młodzieżowa. Ona i on, niedzielny wypad do Kampinosu. Dziewczyna ma nadzieję na opalanie i miłe nic nierobienie przez cały dzień. Chłopak odwrotnie, chce jej pokazać swoje ukochane miejsca, a to oznacza  wędrówkę po dość rozległym obszarze. Ona, bo jej  zależy na nim, mimo poobcieranych stóp, (niewygodne obuwie), stara się nadążyć za nim i nie narzekać. 

W końcu  czas na odpoczynek, śniadanie na polance i rozpalenie małego, dobrze zabezpieczonego ogniska. Dziewczyna szuka drewna, krzyczy, wybiega... w tym momencie  kończymy z młodzieżówką i zaczynamy kryminał. Młodzi ludzie zawiadamiają posterunek w Kampinosie. Komendant tego posterunku, sierżant Konopka osobiście sprawdza informacje. Potwierdza, zawiadamia Komendę Stołeczną. Z ramienia Komendy Stołecznej śledztwem zajmuje się kapitan Andrzej Korcz. Sympatyczny, bada dokładnie wszystkie ślady, coś mu nie pasuje i słusznie. Wisielec, lat ponad trzydzieści, ubrany elegancko, zaopatrzony w złoty zegarek i rulon pieniędzy ale bez dokumentów. Po prostu NN.
Po sekcji okazuje się, że to jednak  nie samobójca tylko ofiara zbrodni.
Jedynym śladem jest list  znaleziony w dość nietypowej skrytce. 
 Nikt nie zgłosił zaginięcia, nikt go nie szuka, czas leci.

 Zaczyna się jak zawsze żmudna praca organów ścigania, kapitan Korcz trzyma rękę na pulsie. 

 Wiadomo że w  pobliżu miejsca powieszenia zwłok wykryto ślady opon z dużego fiata i drobinki materiałów, oraz nietypowe odciski  butów. Tak jakby ktoś kogoś niósł, przystawał i opierał ciężar o podłoże.  I nagle cud. Zgłasza się osoba,  która identyfikuje  nieboszczyka. Nie wystawia mu laurki,  przeciwnie, chociaż pozornie to był przyzwoity człowiek. 
Teraz po nitce do kłębka kapitan Korcz prowadzi swoje śledztwo, znajduje motyw oraz podejrzanego.
Okazuje się, że tak morderca jak i zamordowany bardzo, aż za bardzo lubili  pieniądze. Lubiła je także pewna piękna kobieta i to  kobieta właśnie jest kluczem do poznania prawdy  w tej opowieści.
Oczywiście nie napiszę  kto zamordował, ani co oprócz pieniędzy było motywem zbrodni. Fani serii "Ewa wzywa 07" na pewno wiedzą, a jeżeli ktoś będzie chciał to przeczyta i wyciągnie własne wnioski. Opieranie rozwiązania zagadki na zbiegu okoliczności jest zabiegiem wielce ryzykownym i nieco podważającym zaufanie do autora. Ale z drugiej strony w prawdziwym życiu zdarza się, że przypadek odgrywa jeżeli nie kluczową to na pewno ważną rolę. 
A podsumowując:


Jest taka życiowa prawda, o której się często zapomina, że chytry dwa razy traci, a czasami tym co się traci jest wartość najcenniejsza czyli życie.


sobota, 11 maja 2019

"Morderca na plebanii czyli klasyczna powieść kryminalna o wdowie, zakonnicy i psie (z kulinarnym podtekstem) Karolina Morawiecka

Siłą kryminałów przyciągających uwagę czytelników są ich główni bohaterowie (protagoniści). Można ich nie lubić, mogą nas irytować, wprawiać w zakłopotanie lub dla odmiany zachwycać błyskotliwością umysłu i pracą szarych komórek. Są różni, ale zawsze niebanalni, intrygujący i odróżniający się od reszty. 

Taka też jest Karolina Morawiecka wdowa po aptekarzu Stanisławie, niech mu ziemia lekką będzie, bo życie przy boku małżonki miał nielekkie. Wdowa należy do tych irytujących kobiet (chciałoby się napisać: bab), które wszystko wiedzą, zawsze lepiej, a jak nie wiedzą, to się nie przyznają, albo się dowiedzą. Wścibska, ciekawska, dociekliwa.

Utalentowana kulinarnie.
 W czasie czytania znowu przytyłam, podjadając a to ciasteczka krakowskie orzechowe i te z kokosem, a to czekoladę z orzechami - dwie tabliczki, a to jabłecznik od Ptysia (genialne ciasto woniejące pomarańczami). Dwa dni czytałam, bo niestety kiedyś muszę pracować, to się tych słodyczy uzbierało. Trochę na przekór wdowie po aptekarzu, która niestety piec nie potrafi, ale to ściśle tajne łamane na poufne. Za to gotuje przewybornie. Ja może nie gotuję tak jak ona, ale talent do pieczenia ciast też mam taki sobie. 
Z dwóch wydanych tomów już nazbierałaby się całkiem ciekawa książka kulinarna - o "Śledztwie od kuchni" pisałam TUTAJ ale to zapewne pieśń przyszłości.

Teraz przejdę do fabuły.

A było tak:
Karolina Morawiecka wdowa po aptekarzu, ledwie skończyła przyjmować gratulacje za rozwiązanie zagadki morderstwa młodej kobiety, ledwie ochłonęła, a już okazało się, że życie, a w zasadzie śmierć szykuje dla niej kolejne śledztwo. Otóż, przyjaciółka gospodyni proboszcza pani Małgorzaty, zachorowała. Z pomocą chorej starszej kobiecie przyszła pani Karolina. Wezwała lekarza, ustaliła kto się zaopiekuje chorą i z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku wsiadła w białe tico i wróciła do Wielmoży. Na następny dzień okazało się, że Marta Dobrowolska  nie żyje.

Nie byłoby w tym nic niezwykłego, zawsze może przyjść kryzys, gdyby nie rozmowa z proboszczem i niedokończony list.
 Ktoś miał interes żeby pozbyć się starszej pani. 

Tyle wystarczyło aby do akcji wkroczyły: Karolina Morawiecka z nieodłączną siostrą Tomaszą. A z czasem do śledztwa przyłączyły się siły policyjne łase na przysmaki pani Karoliny. 
Cztery sprawy sprzed lat, jeden morderca i wścibiająca wszędzie swój nos pani Karolina z nieodstępującą ją siostrą zakonną. 
Morderstwo w małym miasteczku, gdzie wszyscy się znają.  Miasteczko, okoliczne wsie i przysiółki to teren śledztwa, który ma swoją specyfikę i pewna powtarzalność rozmów i działań może spowalniać akcję, ale trzeba pamiętać, że to my z racji funkcji czytelnika i obserwatora wiemy co się dzieje, osoby odwiedzane, a raczej nawiedzane przez wdowę po aptekarzu są poddawane torturom pełnych plotek przesłuchań pojedynczo. 
Karolina Morawiecka wdowa po aptekarzu prowadzi swoje śledztwo według najlepszych przepisów pochodzących z klasycznych angielskich kryminałów, jednocześnie podnosząc własne kwalifikacje i hurtem uzupełniając wiedzę na temat nie tylko nowości w dziale kryminały. Pomaga jej w tym sąsiad, pan Jacek z zawodu antykwariusz (postać budząca dużo sympatii) ale także jego żona, ta druga Karolina, traktowana przez  tę pierwszą Karolinę jak konkurentka. W sumie nie dziwi, druga Karolina potrafi piec smakowite ciasta. 
Trufla lubi jeść.
Tyle o fabule.
Postać Karoliny Morawieckiej wdowy po aptekarzu jest nieco przerysowana, bardzo charakterystyczna i nie do podrobienia. To kobieta zasadnicza, mająca ogromne poczucie własnej wartości (niekoniecznie mające pokrycie w rzeczywistości), obdarzona irytującą manierą używania zdrobnień. Przyznam się, że nigdy w życiu nie spotkałam osoby używającej tylu zdrobnień i może to być dla czytelnika momentami uciążliwe.
Rozumiem jednak i akceptuję taką kreację bohaterki uznając, że autor ma prawo do własnej wizji postaci, a czytelnik wybór. Ja na pewno będę czekała z niecierpliwością na kolejne tomy przygód Karoliny Morawieckiej wdowy po aptekarzu, z przyjemnością obserwując jej proces przeistaczania się nie tylko w roli samozwańczej detektyw, oczywiście z siostrą Tomaszą jako Watsonem przy boku, ale także jako coraz bardziej świadomej czytelniczki powieści kryminalnych zarywającej kolejne noce przy kryminałach Borisa Akunina, Agathy Christie czy Catherine Aird.
 Długa droga przed nią, ale za to jakże ciekawa.
polecam serdecznie.
Autorką rewelacyjnych, zwracających uwagę okładek jest Magdalena Wójcik.

Egzemplarz do recenzji otrzymałam od Wydawnictwa Lira


"Morderca na plebanii czyli klasyczna powieść kryminalna o wdowie, zakonnicy i psie (z kulinarnym podtekstem)
Autor: Karolina Morawiecka
Redakcja Ewa Popielarz
Stron 313
Rok wydania 2019
Wydawnictwo Lira Publishing Sp. z o.o.