Gdy byłam nastoletnią panienką fascynowałam się historią ze szczególnym wskazaniem na historię starożytną. Było to dość pożyteczne hobby przynoszące mi piątki z przedmiotów humanistycznych. Niestety Pitagorasa uwzględniałam tylko historycznie lekceważąc jego osiągnięcia zawodowe co mściło się dużo gorszymi ocenami z matematyki. Było minęło.
W tamtych czasach pod wpływem osiągnięć profesora Michałowskiego i jego ekipy chciałam koniecznie zostać archeologiem i jeździć na wykopki. Archeologiczne, oczywiście. Najlepiej do Egiptu, albo do Grecji, I koniecznie zobaczyć Kartaginę.
Profesor Piotrowski, który nauczał historii w moim liceum potrafił bardzo obrazowo opowiadać o najazdach, walkach, wyprawie na słoniach i oczywiście Wandalach, którzy zapisali swą niechlubną kartę w dziejach.
Dlatego gdy tylko nadarzyła się okazja w postaci wycieczki pojechałam zobaczyć Tunis i oczywiście Kartaginę. Żar lał się z nieba gdy wchodziliśmy na teren Nowego Miasta.
Oj chyba wrócę do podręczników historii :)
Pozostałości Kartaginy oglądałam parę lat temu, nie wiem jak wyglądają teraz. Oby przetrwały.