Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Filia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Filia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 lutego 2019

"Biuro M." Magdalena Witkiewicz, Alek Rogoziński

Barbara Bakuszycka nie miała szczęścia w miłości, trzech narzeczonych zmieniających zdanie co do dalszej części wspólnego życia skutecznie zniechęciło ją do dalszych eksperymentów. 
Nie miała również szczęścia w przyjaźni - narzeczeni dziwnym trafem jeden po drugim przechodzili we władanie Elwiry, takiej niby przyjaciółki, co to lepiej z daleka. 

Jacek Grot nie miał szczęścia do stałej posady,  tu dwa dni, tam dwa dni, w najlepszym wypadku tydzień. Urzędniczka w biurze pracy już nie miała do niego cierpliwości. Wiadomo było, że czego by się nie tknął, to albo pójdzie z dymem, albo policja na sygnale będzie interweniowała. Taki typ człowieka. 

Pozostawało jedno, rzucić Jacka na pożarcie właścicielce Biura M. czyli matrymonialnego, z nadzieją, że tym razem trafi swój na swego. 

A potem do Barbary trafił kot...


Każdy kto kiedykolwiek miał kota wie, że to wymagające stworzenie. Trzeba porzucić egoistyczne nurzanie się w cierpieniu, roztkliwianie nad sobą i wziąć się do pracy. Kot potrzebuje jeść. Kot byle czego nie ruszy. Kot wymaga. Kot uczula!

A to oznacza, że trzeba porzucić wygodne życie u rodziców i wyjechać do Miasteczka, do mieszkania cioci. 
Trzeba poszukać pracy.
Praca jest, nawet niedaleko, w biurze matrymonialnym.

I w taki oto sposób zeszły się drogi Jacka i Barbary. Bez obaw, nie oznacza to łzawej i pełnej romantycznych westchnień powieści. 

Biuro M. prowadzone przez  niekoniecznie miłą szefową dostarcza wielu wrażeń, nie sposób się nudzić. Wróżka z pokoju obok wróży jak leci, zielarz z ziołowego zapodaje herbatki na nerwy. A klienci ciągną jak muchy do miodu. Bo każdy ma nadzieję, że w końcu znajdzie drugą połówkę jabłka, względnie pomarańczy, albo jakiegoś innego owocu. 

Zabawnie, sympatycznie, z dystansem. Bez wielkich słów. Książka na wieczór z czekoladą, kieliszkiem wina i kotem na kolanach. Albo psem, względnie królikiem... 
Jak kto woli, nawet w samotności.
Dla przyjemności.

A, i to jednak można wyczuć, kto pisał. Taki urok duetów ;)

"Biuro M"
Magdalena Witkiewicz, Alek Rogoziński
Wydawnictwo Filia
Rok wydania 2018
stron 314

środa, 13 lutego 2019

"Pudełko z marzeniami" Magdalena Witkiewicz, Alek Rogoziński

Ostatnio chorowałam i prawdę mówiąc nie miałam ani siły, ani cierpliwości do wymagających skupienia powieści. Na czas gorączki i nieudanych prób powstrzymywania kaszlu doskonałe okazało się "Pudełko z marzeniami", lektura z gatunku lekkich, łatwych i przyjemnych. 

Michałowi życie układało się całkiem przyjemnie do momentu gdy wspólnik zdefraudował firmowy majątek, komornik wyczyścił konto z resztek, a narzeczona zmieniła zdanie i przestała być narzeczoną. Michał za ostatnie pieniądze wynajął kąt do spania i uznał, że życie mu się skończyło. 
Ale szybko zmienił zdanie. 
Po wizycie u ciotki Kornelii wiedział, że musi spełnić ostatnią wolę starszej pani i odnaleźć skarb ulokowany pod kapliczką. 
Brzmi banalnie, prawda?
A jednak nie do końca.
Malwina Kościkiewicz rzuciła korporację i skusiła się żeby spełnić marzenie narzeczonego - zamieszkać w Bieszczadach. Wprawdzie zamiast w Bieszczadach zamieszkała w Miasteczku, a narzeczony, wieczny marzyciel i między nami mówiąc łachudra, ale Malwina go kochała, więc jeszcze do niej nie dochodziło, że aż tak, oddalił się szukać swego przeznaczenia. 
Na miejscu pozostała babcia Malwiny,  przyjaciółka babci hojnie dzieląca się nalewkami pani Wiesia, mała, przytulna restauracja, którą w ramach nowych wyzwań prowadziła Malwina, święty Ekspedyt i pudełko z marzeniami. 

Też banalnie.
 Ale jednak święty Ekspedyt robi różnicę. 
Bo czasami potrzebujemy powieści, w których wszystko dobrze się kończy, zwycięża dobro, ludzie łączą się w pary, a skarb... 
Skarb też jest czasami potrzebny. Niezbyt często, ale na tyle żeby w tym zagonieniu, zmęczeniu i zszarzeniu nie stracić wiary w cuda. 
Bo one też się zdarzają. 
Jednak. 

niedziela, 2 kwietnia 2017

"Cicha 5" jeden adres, siedem mieszkań

Nadal nadrabiam zaległości w lekturze.
 "Cicha 5" to wspólny adres dla siedmiu mieszkań i dla siedmiu zajmujących historii. Magia tego jednego wieczoru, czar wspomnień, ból tęsknoty i niezrealizowanych pragnień. Ludzie pogubieni i zdezorientowani, tęskniący za normalnością, tęskniący za rodziną. Czy w wigilijny wieczór zdarzy się cud?
I tak i nie.
Na osobisty cud trzeba sobie zapracować, a przede wszystkim  trzeba w niego uwierzyć. Wtedy istnieje szansa... nigdy pewność. 
Szczerze mówiąc nigdy nie byłam miłośniczką  opowiadań pisanych ku pokrzepieniu serc, z okazji świąt, bo miłość wszystko wybaczy i zjednoczy. Ale nie oznacza to, że od czasu do czasu, rzadko, nie sięgam po tego rodzaju powieści, a zbiór opowiadań jest wyborem dla mnie idealnym. 
Siedem autorek, siedem spojrzeń, siedem indywidualnych wyborów. 
Niektórzy bohaterowie wspólni.
Na dłużej zostanie ze mną babcia Agnieszka z opowiadania Nataszy Sochy "Niebieski język", kobieta emanująca taką energią, ciesząca się życiem o wiele bardziej  niż niektórzy ludzie w rzeczywistości.
Zabawnie, wzruszająco i świątecznie.
Czytałam z przyjemnością.