czwartek, 18 maja 2017

Zielony Oświęcim

Wczoraj zafundowałam sobie krótki spacer i przy okazji zrobiłam kilka zdjęć. Moje miasto na zielono i w kwiatach :)
Wczoraj była letnia pogoda, cudnie, ciepło, przyjemnie.

Na zdjęciach Plac Kościuszki, ulica Solskiego i skrawek ulicy Dąbrowskiego.












środa, 17 maja 2017

Oświęcim - moje miasto

Zmiany, zmiany, coraz więcej zieleni wokół. Kwiaty czarują kolorami, ptaki w mieście czują się jak u siebie, wiosna się zadomowiła :)

Tulipanowa rabata







Kładka nad strumieniem z roślin

Można pozwolić sobie na chwilę odpoczynku

Pyszne wypieki :)


Tulipanowy raj

Fontanny na Placu Pokoju

Chwila relaksu :)

wtorek, 16 maja 2017

Psie "pamiątki"




Od lat jestem pozytywnie nastawiona do życia i zazwyczaj ta przysłowiowa szklanka jest u mnie do połowy pełna. Ale, jak każdy, mam swoje gorsze dni, gdy źle się czuję, jestem zniechęcona, zmęczona, pozbawiona chęci do życia. Każdy tak ma, więc przyjmuję do wiadomości i raczej nie szarpię się i wrzucam na luz.

I wczoraj właśnie zdarzył się taki dzień na pół gwizdka. Serce mi się telepało, głowa myślałam, że eksploduje, było mi duszno i niewygodnie. 
Odpuściłam i uznałam, że wszystko co miałam zrobić, zrobię następnego dnia i najlepiej będzie jeżeli pójdę do domu. 

Wlekłam się noga za nogą z prędkością żółwia, głową zwieszoną i spojrzeniem wbitym w zieloność okolicznych trawników. A musicie wiedzieć, że na trasie powrotnej miałam równo przystrzyżone trawniki przed budynkami prywatnymi, takie zielone wstążki szerokie na mniej więcej metr. Zadbane z daleka. Miałam nadzieję, że ta soczysta po deszczach zieloność ukoi moją skołataną głowę, uspokoi nerwy, wyciszy. 
Taka rola zielonego.

Ale... po jakimś czasie zorientowałam się, że pomiędzy trawami roi się od pamiątek po psach. Tak, tak, te wszystkie skwerki, trawniczki, były usiane psimi odchodami. Ja wiem, że psy lubią załatwiać się na trawę, ale litości! To nie była jedna, czy nawet trzy "pamiątki" po psach. Tego było mrowie!
Kocham zwierzęta, kocham psy, sama miałam. Pies idzie tam gdzie mu się pozwoli, czasami musi się załatwić. Trudno. Ale rolą właściciela jest po psie posprzątać! Woreczek, reklamówka, mój pies, moje odchody. I jeszcze, zapewne były tam nie tylko psie odchody, nie badałam, było mi autentycznie niedobrze, mdło. Bardzo nieprzyjemnie. 

Miasto to wspólne dobro, zieleń miejska, czy ta przy domach prywatnych pielęgnowana nakładem sił i środków to też nasze wspólne dobro, więc dbajmy o nią do diaska, a nie niszczmy!
Co do psich "pamiątek" przed domem też muszę sprzątać. Właściciele psów jeżeli im się zwróci uwagę, obrażają się, a przecież to nie chodzi o psa, bo pies, to pies, ale o właściciela, który powinien wziąć odpowiedzialność za swojego czworonoga. A gadanie, że deszcz popada i kupa się zmyje, można sobie darować. 
A na zdjęciu oświęcimska zieleń, dbajmy o nią. 
I litości, w mieście są kosze na śmieci, nie rzucamy śmieci gdzie popadnie!
Dziękuję za uwagę. 


niedziela, 14 maja 2017

Taki piękny maj - komunie

Obudziłam się, ciepłe promienie słońca kładły się na białych ścianach powodując u mnie podszytą popłochem dezorientację. Czyżbym znalazła się po drugiej stronie?
Otworzyłam szerzej oczy, dokonałam wysiłku i usiadłam na łóżku. Czułam się przez chwilę tak jakbym znalazła się w alternatywnej rzeczywistości. Słońce, jasno, pogodnie! Optymistycznie i wiosennie. Ludzie, mamy prawdziwy maj! 
Teraz psy szczekają, niektórzy już wyruszyli na spacery - mieszkam przy drodze prowadzącej nad rzekę. To będzie piękny, prawdziwie wiosenny dzień :)
A skoro tak, to czas na wspomnienia, które nieodłącznie kojarzą się z majem.
Niedawno Alicja przysłała mi link do artykułu o pierwszych komuniach. Link macie tutaj:  https://www.szczesliva.pl/ile-na-komunie-swieta/ . Czytałam i zastanawiałam się o czym ja to czytam, o ważnej dla dziecka i rodziców uroczystości, czy o spędzie rodzinnym zwołanym w celu zasilenie budżetu? Bo poziom skomercjalizowania całej imprezy przeraża. Zacząwszy od zbiórek dla katechetów, księży prowadzących, poprzez ciuchy za ciężki pieniądz, dodatki, specjalne sesje, restauracje, postaw się i zastaw się. A skończywszy na listach prezentów i datkach pieniężnych liczonych nie tylko w setkach złotych, ale też w tysiącach jeżeli ktoś miał pecha i kiedyś został chrzestnym. Szczęście, że część społeczeństwa nadal zachowuje zdrowy dystans i nie daje się zwariować, ale działania rodziców często odbijają się na postawach dzieci, które nie chcą być gorsze od rówieśników i też chcą dostać laptop z jabłkiem.
 Jakie to szczęście, że nie mam takich problemów, pomyślałam, wspominając własną komunię i przypominając sobie opowieści mojej mamy i babci. 
I żeby nie było, za moich komunijnych czasów też dostawaliśmy prezenty, skromne, ale jednak, tylko ja nadal pamiętam, że to nie prezent był najważniejszy. Ciekawe jak wspominać będą swoją komunię dzieci Anno Domini 2017?
A poniżej trzy pokolenia, 90 lat.




Babcia Tekla, na zdjęciu drobna, nieco zbuntowana dziewczynka. Biała sukienka za kolana, skórzane buty do kostek, sznurowane, porządne. W ręku bukiet z kwiatów ogrodowych. może to konwalie? Babcia o swojej komunii dużo nie opowiadała, był 1927 rok, jej mama nie żyła już od pięciu lat. To był dla małej Tekli smutny czas. O przyjęciach, prezentach, nie było mowy.



Za czasów córki Tekli, czyli mojej mamy Krystyny było już nieco inaczej. Mama wspomina, że po uroczystości wszystkie dzieci zaproszono do Salezjan i tam, w tchnących chłodem i dostojeństwem murach, poczęstowano ich śniadaniem. Długie stoły, gromada onieśmielonych dzieciaków, które czuły respekt wobec starszych  i śniadanie, które zostało w pamięci. Każdy dostał wielką bułkę z masłem i żółtym serem oraz kubek prawdziwego kakao. Po wspólnym śniadaniu wrócili do swoich domów, a że była piękna pogoda, to przebrali się w codzienne ubrania i pobiegli bawić się na wałach nad Sołą. Beztroska i urok dzieciństwa. Był 1952 rok.




A na końcu ja, najmłodsze pokolenie, ale jak to piszę, to czuję się jak zgrzybiała staruszka ;)
Do komunii przygotowywała nas nasza katechetka, bardzo szanowana Antonina Małysiak. Wybitna osobowość, ja do dzisiaj pamiętam jak wyprostowana, zawsze elegancka opowiadała nam nie tylko o religii, ale także o świecie. Opowiadała o Jerozolimie i o podróży do Rzymu. W tamtych czasach to było coś wyjątkowego, opowieść o spotkaniu z papieżem Pawłem VI. Nasza katechetka była siostrą biskupa Albina Małysiaka, o czym czasem wspominała,  i wprawdzie zawsze potrafiła utrzymać dyscyplinę i rygor, ale także potrafiła przykuć naszą uwagę. 
Pamiętam jak męczyłam się spisując grzechy do spowiedzi i wprawiając moją mamę w zakłopotanie, bo jakie grzechy może mieć takie małe dziecko. Zazdrościłam koleżance, bo miała komplet pisaków, bodaj 36 kolorów, kupiony w komisie... czy to grzech? Nie to normalne. Była trema i ulga, że już po całej ceremonii i trudno mi powiedzieć czy przywiązywaliśmy do niej odpowiednią wagę. Prezentem był prawdziwy zegarek, album na zdjęcia w skórzanej oprawie od jednego wujka i trzysta złotych od drugiego. Zegarek i album nadal mam. Skromna uroczystość w domu dla kilku najbliższych osób. Mój chrzestny nie mógł przyjechać, ale przysłał paczkę ze słodyczami i kuponem krempliny koloru koralowego. Przecudnej, mama uszyła mi z niej sukienkę. 
I tyle. 
Wiadomo, nie było wtedy laptopów, palmtopów, tabletów, i innych elektronicznych gadżetów, nie mieliśmy nigdy rodzinnego parcia na zastaw się a postaw się, było zwyczajnie.
I to się nie wróci, czasy mamy inne.



sobota, 13 maja 2017

Różne odcienie ogrodowej bieli

Gdy przeglądałam ostatnio zdjęcia w plikach w oczy rzuciły mi się białe kwiaty w moim ogrodzie. Biel jest elegancka, pięknie komponuje się z zielenią trawy i krzewami. Pomyślałam, że zbiorę te zdjęcia w jednym wpisie. Niech sobie razem kwitną róże i bzy, hortensje, fiołki, konwalie, miniaturowe floksy...


















Róże w moim ogrodzie.

Kubusia na czatach























Róże, to były ulubione kwiaty dziadka Józefa. Pamiętam przed domem rzędy róż rabatowych, o aksamitnych płatkach, ciemnoczerwonych, przytulonych do siebie.

 Albo piękne pnące, ciemnoczerwone, jak obliczyłyśmy posadzone prawie czterdzieści lat temu. W tym roku przemarzły i już wiadomo, że na razie nie zakwitną. Ale to mocna róża, tak łatwo się nie poddaje, już kilka razy byłyśmy prawie pewne, że nie zobaczymy jej kwiatów i odżywała.  A poniżej róże z mojego ogrodu. Miłego dnia :)