sobota, 28 czerwca 2014

Oświęcim - zdjęcia

Oświęcim  to wyjątkowo zielone i ukwiecone miasto.  Jeszcze przede mną mnóstwo zdjęć, zwłaszcza, że rabaty w wielu miejscach pokryły się fioletem i pachną oszałamiająco - mamy może nie pola, ale poletka lawendy w mieście. Wyjątkowo urokliwe.
Poniżej kilka ostatnich zdjęć:


Ulica Górnickiego i widok na tak zwaną "górkę"

Początek ulicy Krasickiego dawniej Chrzanowska.

Aleja prowadząca na cmentarz parafialny, po prawej stronie ogrodzenie zabudowań klasztornych sióstr Serafitek.


piątek, 27 czerwca 2014

Prawa Murphy'ego - Trzecie Prawo Chisholma

Dzisiaj wyjątkowo pasujące do wielu sytuacji trzecie prawo Chisholma"


Wszystko co powiesz, zostanie przez innych ocenione zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.

Wnioski:
1. Jeśli wyjaśnisz sprawę tak jasno, że wykluczysz jakąkolwiek możliwość jej niezrozumienia, na pewno znajdzie się ktoś, kto i tak zrozumie cię opacznie.
2. Jeśli zrobisz coś, o czym jesteś przekonany, że spotka się z ogólną aprobatą, zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie myślał inaczej.
3. Wszelkie wysiłki podjęte w celu wprowadzenia tego zamiaru w życie i tak spełzną na niczym.

A na dokładkę wyjątkowo trafne Prawo Scotta:
Wszystko co idzie źle, sprawia wrażenie, że idzie dobrze.


I wiodące prawo Murphy'ego
Jeżeli COŚ może się nie udać, to się nie uda!

I tym optymistycznym akcentem kończę tydzień. Jutro sobota, od poniedziałku, a może od niedzieli :) nowy tydzień, zakładam, że będzie dobry i tego założenia  będę się trzymała. 

wtorek, 10 czerwca 2014

Mariusz Szczygieł "Gottland"


Po długiej przerwie znowu sięgnęłam po "Gottland" i mimo, że gdzieś w zaułkach pamięci przechowywałam opisane historie to i tak, czytając je czułam się jakbym odkrywała nieznany mi świat.
Gdy mówimy czy piszemy o historii krajów, jest to zazwyczaj historia pisana z wielkiej litery, w skali makro, a jednostka jest tylko mikrym trybikiem potężnej maszyny. Inaczej rzecz cała wygląda, gdy spojrzymy od strony jednostki i pochylimy się nad światem mikro. Czy się to komuś podoba czy nie, te światy są nierozerwalnie połączone i wpływają na siebie.
Bierność, podporządkowanie, obawa, że nawet najbliższym nie można ufać. Narastające stany lękowe i niechęć do zmierzenia się z prawdą. Sytuacje z pogranicza groteski, a jednak do bólu prawdziwe. Mnie zszokowało, że ludzie nadal nie chcieli opowiadać o wydarzeniach, które miały miejsce kilkadziesiąt lat temu. Nadal nie chcieli być łączeni z niewygodnymi tematami.
Woleli milczeć.
To książka ( zbiór reportaży właściwie) którą warto przeczytać.

Mnie najbliższa jest historia rodziny i Zakładów Baty.
Główna fabryka Baty mieściła się w Zlinie, ale Bata posiadał także zakłady w terenie. Jeden z nich  Polska Spółka Obuwia Bata SA został wybudowany w Chełmku  w 1932 roku - to blisko Oświęcimia. W Oświęcimiu wiele lat prosperowała Garbarnia związana z Zakładami Skórzanymi  "Chełmek". 
Bata stawiał na taśmową produkcję obuwia, tak by z taśmy schodziła jak największa ilość butów.
Po wojnie zakłady zostały znacjonalizowane - 1947 rok i nadal prosperowały i produkowały obuwie dobrej jakości.
Mój dziadek miał ulubioną parę chełmkowskich sandałów, o ile dobrze pamiętam parę podwójną, były bardzo wygodne.
Kilka osób z mojej rodziny w Chełmku przepracowało wiele lat.
A w 2012 roku  w ramach Nocy Muzeów można było zwiedzić dawne hale produkcyjne.
Buty już nie schodzą z taśmy, zakład w upadłości. Żal.




Zdjęcie pochodzi z zasobów Wikipedii.

środa, 4 czerwca 2014

Taki sobie ślimak :)

Ślimak, ślimak, pokaż rogi, dam ci sera na pierogi.
Gdy byłam małym dzieckiem moja babcia tym powiedzonkiem potrafiła sprawić, że jadłam bez marudzenia.
Przypomniało mi się ono przy okazji  fotografowania ślimaka.
Siedział sobie w trawie, cały zadowolony, to go utrwaliłam.




A na końcu ślimak schował się w domku :)

środa, 28 maja 2014

Książki sprzed lat

Ledwie wczoraj pisałam dla portalu Książka Zamiast Kwiatka krótkie wspomnienie o książkach z dzieciństwa. I jak to w takich przypadkach bywa ruszyła lawina wspomnień. Dzisiaj nie wytrzymałam i zaczęłam robić książkowy remanent, całe szczęście, że po ostatnich porządkach bajki i młodzieżówki stoją w osobnej szafce. 
Efekt, komoda założona książkami sprzed lat.
Czeka "Ania z Zielonego wzgórza" i "Ania z Avonlea" stare wydanie w płóciennej oprawie z pięknymi ilustracjami Bogdana Zieleńca. Już się cieszę na wspomnienie ploteczek w towarzystwie pani Małgorzaty Linde. I wiem, że znowu mocno przeżyję scenę śmierci Mateusza, nic na to nie poradzę. Potem, jak znam siebie, będę czytać wszystkie części po kolei, a przy "Rilli ze Złotego Brzegu", znowu będę płakać. Wróci  wojna  i Kobziarz.
W międzyczasie sięgnę do przygód Pana Samochodzika. Uwielbiam go i prawdę mówiąc nic mnie nie obchodzi, co mówią czy piszą o Autorze. Nigdy nie oceniam książek poprzez postaci ich twórców. Wyciągnęłam na los szczęścia "Pan Samochodzik i zagadki Fromborka" - Waldemar Batura znowu w akcji. Nie ominę Fantomasa, ciotka, wielbicielka Alpine Renault nadal siedzi w mojej głowie.
Wzięłam też "Pocztę Doktora Dolittle", mam wszystkie części przygód Doktora i przyznam, często o nim myślałam czytając o przygodach prosiaczka Fryderyka. To samo ciepło i empatia bez zbędnej czułostkowości.
A "Awanturę z wujkami" Barbary Eysmont przeczytałam od razu.
 Zapomniałam, że mam :)
I jeszcze "Dlaczego pies goni zająca - gadka ludowa" Ewy Szelburg-Zarembiny z rewelacyjnymi ilustracjami Maryny Wiśniewskiej.
"Szósta klepka" też czeka na przeczytanie, a co sobie będę żałować, i "Fotoplastykon", i "Banda Rudego". 
A to tylko nikły procent książek mojego dzieciństwa, dorastania i młodości. Budzą wspomnienia i sprawiają, że się uśmiecham. 
Ale żeby nie wyszło, że kompletnie zdziecinniałam wracam do czytania świetnej Antologii amerykańskiego kryminału. Recenzja na KZK wkrótce.


niedziela, 25 maja 2014

Taki sobie zając.

Moja Babcia zawsze mówiła:" na pochyłe drzewo wszystkie kozy skaczą", albo: "nieszczęścia chodzą parami". Z typową dla siebie delikatnością nie dodawała, że tych par może być więcej niż jedna. 
Żyjemy w takich czasach, że często zanim zdążymy pomyśleć to już coś się dzieje, z każdej strony atakuje nas nadmiar bodźców. Z ekranów telewizorów wylewają się potoki informacji, im gorszych, tym lepiej. Ludzie podobno lubią być straszeni. Ja nie bardzo.
 Stres niesie agresję i zabija poczucie bezpieczeństwa.
Muszę zastąpiło chcę. 
Stres osłabia organizm.
Osłabiony organizm łatwiej łapie chorobę.
Będąc zestresowanym trudniej walczyć o wyzdrowienie, choćby miała to być angina czy coś równie banalnego.

To był wyjątkowo ciężki dzień.
Upał dawał się we znaki chociaż zbliżał się wieczór. Miałam mnóstwo kilometrów w nogach i marzyłam żeby usiąść. Szłam chodnikiem przy bardzo ruchliwej ulicy.
Nagle z zamyślenia wyrwał mnie głos małego chłopca.
-Psze pani, pani patrzy, królik.
Popatrzyłam, rzeczywiście, staliśmy na chodniku, a jak okiem sięgnął przed nami rozpościerały się szczere pola. Zbocze biegnące bokiem chodnika miało może trzy metry w dół. Wśród wydeptanej trawy zobaczyłam zająca robiącego słupka. Piękny, bury, wypielęgnowany. Zając jak malowany. Wrośliśmy z chłopczykiem w trotuar, bałam się nawet ruszyć żeby nie spłoszyć zwierzątka. 
Nagle zając doszedł do wniosku, że dość już żeśmy się napatrzyli i myknął w wysokie trawy, a chłopczyk zanim zdążyłam zareagować zbiegł po zboczu. Zając zorientował się, że widownia blisko, skiknął z trzy razy i znalazł się na chodniku. Wyhamował w ostatniej chwili, nawrócił na piętach i znowu zniknął wśród traw. Odetchnęłam z ulgą, mało brakowało, a byłoby po zajączku.
Co dziwne, nie czułam się już aż tak zmęczona jak jeszcze piętnaście minut temu.
Nie każdy może spotkać na swej drodze zająca, ale czasem wystarczy obserwować ptaki, wróble kąpiące się w ziemi, albo sroki panoszące się tak jakby cały świat do nich należał. 
Kontakt z naturą nie do przecenienia.


Nawet mi do głowy nie przyszło by płoszyć zająca robieniem mu zdjęcia, ten pochodzi ze strony Wikipedii.

środa, 14 maja 2014

Ogród na zielono

Kropiło, siąpiło, potem rozpadało się na dobre. Ulewa złapała mnie w środku miasta. Dobiegłam do placu targowego, schroniłam się pod nowym dachem, chyba z pleksi i poczułam się jakbym stała pod wodospadem. Ogłuszający huk.
Trawa w ogrodzie rośnie w zastraszającym tempie.
Znowu trzeba kosić

.




poniedziałek, 12 maja 2014

Azalie :)

Różaneczniki, azalie i rododendrony  to krzewy o pięknych kwiatach, niestety kwitną bardzo krótko. I tak czekam do następnego roku na tę feerię barw :)
To rodzaj roślin z rodziny wrzosowatych, należy do niego ponoć około tysiąca gatunków.






niedziela, 11 maja 2014

"Prosiaczek Fryderyk - Wielka wojna o imbryk"



"Kot Jinx siedział na brzegu strumyka, który przepływał przez farmę pana Beana. Właśnie zjadł kolację i czekał na prosiaczka Fryderyka. A Fryderyk się spóźniał. Jinx siedział więc i poruszał tylko z wolna ogonem. Potem zaś poruszył nim szybciej. Przyszło mu bowiem na myśl, że jeżeli ogon będzie poruszać się szybciej, czas zacznie płynąć szybciej. Próbował tak i tak, kilka razy, ale nie zdołał stwierdzić na pewno, jak to jest z tym upływem czasu, podwinął więc w końcu ogon pod siebie i zaczął myć pyszczek. Umył pyszczek, łapki i brzuszek, a potem próbował umyć grzbiet między łopatkami. Starał się sięgnąć tam na różne sposoby. Owszem, był w stanie wykręcić łepek do tyłu w sam raz, żeby zobaczyć zakurzone futerko, ale nie zdołał dosięgnąć go języczkiem. Skręcał się i skręcał, aż w końcu się przewrócił."

Choćbym nie wiem jak pięknie pisała o tej książce to i tak nie jestem w stanie oddać jej uroku, dlatego zdecydowałam się na zacytowanie początku.
Kot Jinx - niezły urwis. 
Kogut Karol - cały piękny i obowiązkowy, ale pantoflarz.
Prosiaczek Fryderyk - piękno i potęga umysłu, poza tym poeta.
Mały Walter - to czego nauczył się prosiaczek, przyda się także małym dzieciom, a i dorosłym nie zawadzi.
Pani i pan Web - jakże oni potrafią pleść pajęczą nić.
Hasło szeryfa: "Wszędzie dobrze, ale w więzieniu najlepiej".
Ciotka Effie - nie spodziewałam się, że tak polubię miłośniczkę proszonych herbatek :)
I oczywiście wielu, wielu innych. Każdy podbił moje serce i utwierdził w przekonaniu, że dobrze napisana literatura dla dzieci niekoniecznie nadaje się tylko dla dzieci. Wzruszałam się, śmiałam, denerwowałam losami imbryka :) I podziwiałam kunszt pisarski Waltera R. Brooksa. Jak wiele można przekazać nie używając taniej dydaktyki. Inteligentnie i z humorem. 

Autorem serii o prosiaczku Fryderyku jest Walter R.Brooks, świetny pisarz amerykański, twórca między innymi scenariusza do filmu "Mister Ed", znanego u nas pod tytułem "Koń, który mówi". Pamiętacie?
Niewątpliwą zaletą polskiego wydania jest pozostawienie ilustracji, które pojawiły się w oryginale książki. Ich twórcą jest Kurt Wiese, który trzykrotnie otrzymał nagrodę imienia Lewisa Carolla. 
Dodam, że książka "Prosiaczek Fryderyk - Wielka wojna o imbryk"  została po raz pierwszy wydana w 1940 roku.
Czytanie takiej książki, zwłaszcza małym dzieciom to świetna zabawa dla całej rodziny, chrumkanie, chrząkanie, pianie, miauczenie, rżenie, gdakanie ... wyobrażam to sobie :)

czwartek, 8 maja 2014

Mój ogród

Nie wiem jak to jest, ale ile razy idę robić cokolwiek w ogrodzie, to tyle razy wracam pogryziona. Komarów jeszcze nie zauważyłam, ale one sprytne są i potrafią znienacka ukłuć. Zawsze się zastanawiam czy pieląc skusiłam jakiegoś owadzie potworka do wyjścia, czy zamyślona (przy pracach ogrodowych dobrze się myśli) stanowię łatwy cel.
Dzisiaj kolejna porcja zdjęć z ogrodu, w nocy padało, ale teraz jest całkiem ładnie. Jak skończę pracę wymagającą siedzenia przy komputerze pójdę dalej walczyć z chwastami :)
Moje ulubione miejsce wypoczynku w ogrodzie

Las w wersji mini :)



Kawałek łąki

To drzewko kupiłyśmy lata temu na Dniach Ogrodów w Pszczynie. Było malutkie, ledwo wystawało nad skraj doniczki. Podobno pochodzi z Japonii, nazwy nie pamiętam.



Clematisy, ulubione mojego Dziadka, mają już ponad trzydzieści lat.

środa, 7 maja 2014

Ogrodowo i wiosennie :)

Wczoraj miałam trochę czasu i udało mi się zrobić kilkadziesiąt zdjęć ogrodu. Niby co roku te same bzy i tamaryszek tylko się rozrasta, ale miło popatrzeć.
Dzisiaj pogoda nadal ładna, więc idę pielić, kosić i oddawać się tym podobnym przyjemnościom :)

Na tym zdjęciu nie chodzi o bukszpan, nie przycięty :) ale o doniczkę. Nie lubię marnotrawstwa dlatego starą, plastikową doniczkę a'la terracota pomalowałam decoralem na biało, a potem pomaziałam farbą decoral fashion włoskie impresje (frutta fresca). To dość droga farba, ja wykorzystałam przecenę kupiłam puszkę za całe 10 złotych :)











czwartek, 1 maja 2014

Bohomaz :)

Przypomniałam sobie, że mam zainstalowany program paint. Prawdę mówiąc nigdy z niego nie korzystałam, ale teraz potrzeba chwili - chciałam sama zaprojektować logo nowej strony - zmusiła mnie do szukania rozwiązań. Logo na etapie przygotowań, a ja bawię się i rysuję obrazki.



Nieco abstrakcji w domu i zagrodzie :) Obrazek nazwałam Bohomaz, a  w trakcie maziania farbami odpoczęłam jak rzadko :)

piątek, 25 kwietnia 2014

"Dziennik badante czyli Italia pod podszewką"

Bardzo lubię Włochy, czy jak mówi mój Alfredo z "Wyszedł z domu i nie wrócił" - Italię. Dobrze się tam czuję, a jednym z moich nieziszczonych marzeń jest tydzień w Rzymie. Zwiedzanie, spacery uliczkami o jednostronnym ruchu, Koloseum gdy zapada zmierzch. To tyle jeśli chodzi o marzenia. 
Dzisiaj parę zdań o książce na wskroś włoskiej, to "Dziennik badante, czyli Italia pod podszewką". Lucia też mówi Italia, bo jakże można jechać do Włoch?
"Dziennik badante" dostałam od Lucyny Kleinert jakiś czas temu. Byłam dwusetną osobą lubiącą jej stronę na facebooku. Leżał odłożony w biblioteczce aż do tych świąt. Sięgnęłam i zaraz byłam głodna. Lucia pisze tak smakowicie o jedzeniu, podaje przepisy, które brzmią tak prosto, że nawet mnie - mało kulinarną kusiło by spróbować coś upiec.
Ale w książce jest nie tylko kulinarnie, ale także bardzo ciekawie i kulturalnie. Lucia należy do osób, które lubią wiedzieć i jeżeli tylko jest taka możliwość to zobaczyć na własne oczy. I oczywiście opisać, nie tylko Ascoli Piceno, ale także okoliczne miasta i miasteczka. Ich koloryt lokalny, zabytki, ciekawostki architektoniczne i przechodzące z pokolenia na pokolenie opowieści.
A badante, czyli opiekunki osób starszych ( to była praca Lucii) znajdą dla siebie sporo cennych i prawdziwych porad. Znam jedną badante i wszystko o czym mi opowiadała pokrywa się z  tym co pisze Lucia.
Ciekawa, warta przeczytania książka.


czwartek, 17 kwietnia 2014

Wesołych Świąt



Życzę wszystkim zdrowych, spokojnych, pełnych szczęścia Świąt Wielkanocnych i mokrego Śmigusa 




piątek, 21 marca 2014

Wiosenne marzenia :)

"Twarz mu zasnuwa uśmiech radosny,
Byle do wiosny!"

Tyle mi w pamięci zostało z wiersza poświęconego hodowli drobiu prowadzonej przez woźną Więckowską,  w "Sposobie na Alcybiadesa". 
Oraz oczywiście wiośnie.
Wiersz napisał i wyrecytował były bokser, zausznik Szekspira. 
Nie, nie tego mieszkającego w Stratford-upon-Avon, Szekspira dwudziestowiecznego, szefa kółka teatralnego, mocno nawiedzonego i podstępnego. Oraz umiejętnie rozsupłującego węzły.

Czytam książkę, i nie jest to "Sposób na Alcybiadesa", który dziwnym trafem po ostatnich porządkach zapadł się pod ziemię. Książkę polskiego autora, dowcipną, z lekka ironiczną i poprzetykaną smakowitymi cytatami  jak dobry keks. 
Recenzja niedługo.
A dzisiaj samych spełnionych wiosennych marzeń :)



czwartek, 20 marca 2014

Środa z książką - Tajemnica szkoły dla panien



Najpierw urzekła mnie okładka, panienka z włosami ułożonymi w fale jest  bardzo podobna do mojej babci Tekli ze zdjęcia maturalnego. A potem przeniosłam się na kilka godzin do Mańkowic,  kilkunastotysięcznego miasteczka usytuowanego pod Poznaniem. To tam w niedzielne popołudnie, jedna z uczennic szkoły dla panien popełniła samobójstwo wieszając się na strychu. Panienka nawet w ostatniej chwili pamiętała żeby zadzierzgnąć ostateczny węzeł w ósemkę. I to właśnie nie dawało spokoju podkomisarzowi Hieronimowi Ratajczakowi, który został przydzielony do sprawy. Sprawy, którą zamknął, nie chcąc sprawiać ani sobie, ani tym bardziej innym, niepotrzebnych kłopotów. O jedną dziewczynę bez rodziny, żyjącą z łaski na pensji panny Wachowskiej mniej. Komu to przeszkadza? I sprawy toczyłyby się swoim trybem, a podkomisarz wróciłby do rozwiązywania zagadki zaginionych worków cukru - Mańkowice szczyciły się wysoce wydajną cukrownią, gdyby nie to, że Marianna Szulc była pierwszą ofiarą, ale nie ostatnią.

Akcja książki rozgrywa się pomiędzy 26 listopada 1922 roku, a 30 stycznia 1923 roku. Autorka plastycznie maluje warunki życia w niewielkim miasteczku, zależności i podległości, które nie pozwalają swobodnie prowadzić śledztwa, bo a nuż okaże się, że zawinił któryś z zacnych obywateli, członek Towarzystwa na rzecz higieny, na przykład. I cóż z tym fantem zrobić?  A tu jeszcze do głosu dochodzą komuniści i antykomuniści, oraz bardzo przedsiębiorcze kobiety. 
Przyznam, że odebrałam tę książkę bardziej jako obyczajową z nieco wątłym wątkiem kryminalnym, który jest, ale tak naprawdę znaczenie ma co innego, a morderca, cóż...
Natomiast książkę polecam,  zwłaszcza jeżeli chcecie się cofnąć w czasie o dziewięćdziesiąt lat, przeczytać jak to było, gdy Polska scalała się po uzyskaniu niepodległości, jakie panowały mity i opinie na temat życia w różnych zaborach. Po jakie książki sięgały wykształcone kobiety i w jaki sposób zarabiali mężczyźni z ambicjami.
I jak panny zaczynały nosić coraz krótsze spódnice co było powodem odwiedzin młodzieży gimnazjalnej w bibliotece.
Warto odbyć taką podróż w czasie.

sobota, 8 marca 2014

Przykazania nie tylko dla menedżera :)

Otworzyłam dzisiaj Prawa Murphy'ego na chybił-trafił.
Padło na:
Dziesięć przykazań Sparksa  dla menedżera

1.Dołóż wszelkich starań aby mieć ważną minę.

2.Staraj się, aby widywano cię z ważnymi ludźmi.

3.Mów z autorytetem, rozwódź się jednak tylko na temat faktów oczywistych i sprawdzonych.

4.Nie wdawaj się w dyskusje, lecz jeśli już zostaniesz przyciśnięty do muru, zadaj zupełnie oderwane od tematu pytanie. Kiedy twój przeciwnik będzie się starał zrozumieć co jest grane - szybko zmień temat.

5.Słuchaj uważnie, gdy inni dyskutują nad jakimś problemem. Gdy tylko usłyszysz jakiś banał, wykorzystaj to i zgnoj ich.

6.Jeśli podwładny zada ci słuszne pytanie, spójrz na niego jakby postradał zmysły. Kiedy opuści wzrok zadaj mu to samo pytanie tylko sparafrazowane.

7.Obejmij wysokie stanowisko, ale trzymaj się z dala od widoku publicznego.

8.Poza swoim biurem chodź szybkim krokiem - ograniczy to do minimum pytania od podwładnych i zwierzchników.

9.Drzwi do biura miej zawsze zamknięte. To stawia gości w defensywie i sprawia wrażenie, że zawsze masz ważną konferencję.

10. Wszystkie polecenia wydawaj ustnie. Nie zapisuj nigdy niczego, co mogłoby być dowodem twojej niekompetencji.

Polecam nie tylko dla menedżerów, zwłaszcza to drugie w naszych czasach niezwykle aktualne. Zgodnie z ogólnym przekonaniem, że część sławy  osoby znanej medialnie spływa na osobę kompletnie nieznaną, byle ulokowaną w pobliżu. Najlepiej w okolicy tak zwanej ścianki ;)

środa, 26 lutego 2014

Zasada kociej frustracji :)

Wieczorem spisuję w punktach to co mnie czeka nazajutrz. Codziennie, od wielu lat. Przypuszczam, że bez tych moich list pogubiłabym się zupełnie, zwłaszcza, że wszystkiego trzeba pilnować. Ostatnio robiłam badania i na wynik jednego z nich trzeba było poczekać. Mieli zadzwonić, ale na razie cisza, dlatego jutro planuję wizytę w punkcie pobrań. Wynik zapewne leży i kwiczy. 

A żebym całkiem nie zgorzkniała i nie zaczęła jojczeć, że coś tam nie wychodzi dzisiaj  Zasada kociej frustracji:
Jeśli kot zaśnie na twoich kolanach i sprawia wrażenie bezgranicznie zadowolonego, nagle musisz wstać i iść do łazienki.

Schody całe szczęście nie muszą wstać i iść do łazienki :)

czwartek, 20 lutego 2014

Prawa Murphy'ego

Na pewno też macie takie dni, tygodnie a nawet miesiące gdy wszystko idzie na opak, a plany zachowują się tak jakby ich nie było. Rzeczywistość skrzeczy, a człowiek po prostu ma dość ponieważ nie rozumie dlaczego tak się dzieje. Skoro zrobił wszystko co należało, stara się jak może, a tu na dodatek kromka posmarowana masłem upada ( oczywiście posmarowaną stroną) na nowy dywan albo na wymarzoną spódnicę kupioną za duże pieniądze. Warto zdać sobie sprawę, że na niektóre rzeczy nie mamy wpływu ( mimo iż wydaje się nam, że mamy) i przypomnieć sobie prawa Murphy'ego.

Pamiętajmy, że:
Jeżeli coś może się nie udać, to się nie uda.
Uzupełnienie:
1.Nic nie jest takie proste, jak się wydaje.
2.Wszystko zabiera znacznie więcej czasu, niż by się wydawało.
3.Jeżeli istnieje prawdopodobieństwo, że coś może pójść źle, to na pewno będzie to, co spowoduje największe szkody.
4.Jeśli przewidzisz cztery możliwe sytuacje, w których coś może się nie udać i zdołasz je obejść, natychmiast wyłoni się piąta.
5.Sprawy pozostawione samym sobie mają tendencję, aby zmieniać się ze złych na jeszcze gorsze.
6.Zawsze, kiedy masz właśnie coś zrobić, okazuje się, że najpierw musisz zrobić coś innego.
7. Każde rozwiązanie rodzi nowe problemy.
8.Głupcy są tak pomysłowi, że niemożliwe jest stworzenie czegoś, z czym każdy głupi by sobie nie poradził.
9. Natura jest zawsze po stronie ukrytych wad.
10. Matka Natura jest suką.


Prawa pochodzą z tej książeczki. Od czasu do czasu otwieram ją, czytam i wiem, że zgodnie z drugim prawem Chisholma:
1.Jeśli wszystko idzie dobrze, na pewno wkrótce coś się nie uda.
2.Jeżeli wydaje się, że już nie może być gorzej - na pewno będzie.
3.Zawsze kiedy wydaje ci się, że będzie lepiej, to znaczy, że coś przeoczyłeś.

Zaczynam się bać...

niedziela, 26 stycznia 2014

Śpiesz się powoli :)

Doba ma tylko 24 godziny. Niby to dużo, ale nie zawsze. Od kiedy pamiętam żyję z kalendarzem w ręku i najczęściej tydzień naprzód mam czas zaplanowany. Oczywiście nie godzina po godzinie, chociaż takie dni się też zdarzają, ale mniej więcej wiem co mnie danego dnia czeka. Zdarzają się niespodzianki i wtedy plany biorą w łeb. Zdarzają się też takie dni, tygodnie, a nawet jak ostatnio miesiące, że nie mogę nadążyć. Termin goni termin, książki do przeczytania na już ułożone w stosy, czekają. Teksty do napisania, ułożone w głowie, wybiórczo ponotowane czekają na wolne godziny. A ja przecież cały czas pracuję. I tak naprawdę lubię ten bieg, ten wir, ten stan ciągłej gotowości, lubię być potrzebna i zapracowana :)
Dopiero dzisiaj powoli organizuję sobie pisarskie życie. W zeszłą niedzielę dostałam pytania do wywiadu. Poniedziałek i wtorek nie miałam ani chwili wolnej, siadłam w środę wieczorem. Napisałam, zadowolona, zostało mi jedno pytanie, telefon, następny telefon, zobaczyłam wygaszony ekran, zamknęłam komputer. Usnęłam spokojnie. W piątek ocknęłam się, że muszę dokończyć i wysłać, otwieram i nie ma ani jednego zdania. Wysłałam dzisiaj co pięć minut zapisując tekst.
Mam nauczkę. Moja Babcia zawsze mówiła " Śpiesz się powoli". Warto pamiętać.

Kryminalna 13 - antologia kryminalna

Tydzień temu miała miejsce premiera antologii kryminalnej  " Kryminalna 13". Trzynastu autorów przekazało po jednym opowiadaniu by w ten sposób wziąć udział w dość eksperymentalnym wydarzeniu. Mianowicie dochód ze sprzedaży e-booka zostanie przeznaczony na promocję laureata konkursu na powieść kryminalną. Konkurs został ogłoszony przez wydawnictwo RW2010 i ostateczny termin przysyłania powieści to 30 czerwca 2014 roku. Szczegóły na stronie wydawnictwa.  Jurorami w konkursie będą autorzy tych trzynastu opowiadań. A żeby było ciekawiej antologia kosztuje 13 złotych. Po złotówce za opowiadanie :)
 Kto wie, może laureat konkursu stanie się sławnym pisarzem? Zobaczymy.
Wśród trzynastu opowiadań jedno moje, to "Alibi", z komisarzem Jodłą prowadzącym śledztwo w sylwestrową, jasną noc. Polecam.


niedziela, 12 stycznia 2014

piątek, 10 stycznia 2014

Wyszedł z domu i nie wrócił - fragment książki.

Dzisiaj fragment "Wyszedł z domu i nie wrócił". Fragment, który bardzo lubię. Zapraszam do czytania.


(...)Sebastian Kloc nie mógł usnąć. Przewracał się z boku na bok niespokojnie, w końcu wstał i otworzył następną butelkę czerwonego wina. To nie był dobry pomysł, wino nie ukoiło go do snu, tylko przywołało fale wspomnień i wzmogło uśpione przez tyle lat wyrzuty sumienia. Myślał, zdecydowanie za dużo myślał. By choć na chwilę zapomnieć o dręczących go koszmarach włączył komputer i delikatnie pogłaskał klawiaturę. Widok niebieskiego ekranu jak zawsze podziałał na niego kojąco. Kliknął ikonkę z napisem "oddzieleni", pociągnął następny łyk wina i zapomniał o otaczającej go rzeczywistości.
W noc z piątku na sobotę pisał jak szalony. Czuł, że albo teraz, albo nigdy więcej nie zdobędzie się na tak  szczere, osobiste strofy.Pisanie sprawiało, że czuł się czystszy i spokojniejszy, tak jakby sam ze sobą rozliczał się ostatecznie z życia i jego meandrów. Ostatni wers napisał nad ranem, wyczerpany, ale radosny i wolny. Zapisał plik, wydrukował - tak na wszelki wypadek, gdyby coś złego stało się z komputerem - i postanowił wyjść na spacer. Nie jadł śniadania, wypił tylko filiżankę czarnej kawy i odświeżony, ale nie ogolony - postanowił sprawdzić jak będzie wyglądał z parodniowym zarostem - wyszedł z mieszkania. Świtało.Zawsze lubił patrzeć, jak budzi się dzień. Powietrze wtedy ma inny zapach, a wyłaniające się słońce napawa optymizmem i nadzieją. Ludzie, pozamykani w domach, jeszcze śpią. Psy, zmęczone dyżurowaniem, zaszywają się w budach i obojętne na uroki wstającego dnia odsypiają wielogodzinne czuwanie. Najlepszy czas na włamania.
Szedł na Sołę. Rzeka płynęła spokojnie, a puste Planty przywoływały wspomnienia z dzieciństwa. To właśnie na Planty chodził z rodzicami na spacer. Tak mu świtało w głowie, że kiedyś w okolicach kładki prowadzącej na Zasole, której wtedy nie było, był zlokalizowany plac zabaw dla dzieci. Ogródek Jordanowski. Zapamiętał te rodzinne spacery, jedyne dłuższe momenty spędzane z obojgiem rodziców. Ojciec, inżynier, trawił czas na krajowych i zagranicznych budowach. Od Bełchatowa po Irak. Jeżeli pracował w kraju, to starał się, by przynajmniej niedzielę spędzić w domu. Potem, gdy pojawiły się wolne soboty, było łatwiej, miał więcej czasu dla rodziny. Mama, nauczycielka, zakochana w swojej pracy, nie poświęcała mu zbyt wiele uwagi.Praktycznie rósł sam. Może dlatego tak zapamiętał te wspólne spacery Plantami? Ale tamte Planty były inne, teraz też są inne. Ciekawe jak będą wyglądały za parę lat. Na razie trochę dziko, ale dzięki temu ptaki mają szansę na budowę gniazd, kaczki pływają po rzece. Przylatują łabędzie. Fajnie mieszkać w mieście, które leży nad rzeką. Można łowić ryby, opalać się na kamienistej plaży.Moczyć nogi do kolan, zwłaszcza jak się nie potrafi pływać.
Zamyślony minął pusty o tej porze parking i nie oglądając się za siebie, szedł wzdłuż muru Zakładu Salezjańskiego. Przed oczami majaczyła mu kładka. Wiedział, że jeżeli pójdzie prosto, to dojdzie aż na Kamieniec, do terenów lęgowych ptaków. Nie obawiał się nikogo i niczego, a rześkie powietrze sprawiało, że z każdą chwila czuł się lepiej. Co się stało, to się nie odstanie - tak mawiała jego ukochana babcia Ziuta. Nie płacz nad rozlanym mlekiem - tak mówił dziadek Jan. W sumie, jak się tak zastanowił, najbliżsi mu ludzie.
Tak się zamyślił, że prawie potknął się o schody prowadzące na kładkę. Zamrugał oczami, popatrzył uważniej. Wiedział, że sporo wypił, ale miał wrażenie, że już zdążył wytrzeźwieć. Teraz nie był tego pewien. Pochylił się i wyciągnął przed siebie rękę. Dotknął istoty siedzącej na schodach prowadzących na kładkę. Była prawdziwa.(...)

Planty

Planty i rzeka Soła