piątek, 2 sierpnia 2013

Harmonogram czatów polskich pisarzy na Książka zamiast kwiatka :)

Czat to i dla autora i dla jego czytelników jedyna, wspaniała okazja do bezpośredniej rozmowy, wymiany myśli, opinii. Do bliższego poznania się. Ja mojego czatu z czytelnikami nigdy nie zapomnę, choćbym nie wiem ile spotkań miała, przeżycie jest tak intensywne i jedyne w swoim rodzaju. I ten rodzaj zaskoczenia, że kogoś interesuje to co ja robię. Fantastyczne!

Dlatego poniżej podaję harmonogram czatów na sierpień i wrzesień. Fantastyczni pisarze, ciepła atmosfera, zawsze w piątki, zawsze o dwudziestej pierwszej. Na żywo przez godzinę, i potem przez cały tydzień też można zadawać pytania, zaręczam, że każdy odpowie:)

02.08.  Anna Klejzerowicz -  06.08. premiera jej nowej książki "Córka Czarownicy"

09.08  Magdalena Kawka

16.08  Monika Madejek

23.08  Andrzej Dudziński

30.08  Vincent V. Severski

06.09. Jan Grzegorczyk

13.09  Kasia Bulicz-Kasprzak

20.09 Elżbieta Cherezińska

27.09 Jacek Dehnel

Już szykujcie pytania i zaglądajcie na stronę Książka zamiast kwiatka, na fejsbukuwww.facebook.com/KsiazkaZamiastKwiatka?fref=ts

A jak już wejdziecie na stronę to poczytajcie o nowościach książkowych, naprawdę jest w czym wybierać!
A dzisiaj zapraszam na czat z Anią Klejzerowicz :)

środa, 31 lipca 2013

LOGOS - Fajna księgarnia w Oświęcimiu

Nawet nie wiem kiedy nastała środa. Te dni tak szybko lecą, że o wtorku dowiaduję się widząc wystawione do odbioru kubły na śmieci. O co drugim na dodatek, bo tak u nas śmieci odbierają.
 Ponieważ w niedzielę znalazłam na stronie Wydawnictwa Bellona informację o interesującej mnie książce, dzisiaj podążyłam ( w końcu) do księgarni. A tam niespodzianka, nie dość, że "Ostatnia Wielkanoc Imperatora" Aleksandra Buszkowa na wystawie, to jeszcze bardzo miła rozmowa z panią pracującą w LOGOSIE. Poznała mnie i zapytała czy ja to ja :) bardzo miło, a potem poinformowała mnie, że mój Nieboszczyk się im super sprzedaje, i sporo ludzi o niego pytało i pyta. Na wieść, że już niedługo wyjdzie nowa książka pani ucieszyła się wyraźnie, a ja ucieszyłam się, że pani się ucieszyła :) I wyszłam z księgarni wręcz wniebowzięta, aż mnie noga na chwilę przestała boleć, bo takie to było miłe. 
W Oświęcimiu są cztery księgarnie, ale to właśnie LOGOS w styczniu sprowadził do siebie książkę debiutantki. I dało się. Oczywiście najpierw u nich byłam z informacją, potem drugi raz, a potem to już poszło. Byłam także w tych innych księgarniach i nie przytoczę co usłyszałam, bo to wstyd, nie dla mnie tylko dla nich. A w LOGOSIE miło, sympatycznie i na czasie. 
Dlatego teraz czekam na ukazanie się następnej książki i jestem ogromnie ciekawa jak to będzie. Panie w LOGOSIE już znajome :)
A relacja z mojego czytania "Ostatniej Wielkanocy Imperatora" wkrótce. Czeka mnie prawdziwa uczta literacka.

wtorek, 30 lipca 2013

Wróżka prawdę ci powie?

Kiedyś, dawno temu miałam pierwszy kontakt z wróżką. Okoliczności były takie bardziej romantyczne, przy katedrze w Grenadzie śniade kobiety odziane w czarne koronki z wachlarzem w jednej a jakimś zielskiem w drugiej dłoni, przechadzały się dostojnie i namawiały na wróżenie. Schetana ciężką podróżą i zwiedzaniem skusiłam się zwłaszcza,, że chodziło o wieczną miłość, imię ukochanego i tym podobne bzdety. Młoda byłam i głupia.Podałam kobiecie lewą rękę - od serca - by ta mi wywróżyła. I cóż, nic w tym nie było nadzwyczajnego oprócz zielska na urok i tę nieszczęsną miłość. Niestety okazało się, że zbyt dużo kasy przejadłam w pobliskim Mac Donaldzie  i resztka drobniaków nie wystarczyła pazernej kobiecie, która rzuciwszy jakimś soczystym zaklęciem, nie dość, że zabrała mi resztki gotówki, to wyszarpnęła kurczowo trzymane zielsko. Miałam nauczkę na parę lat, ale wiadomo, że człowiek pamięć ma dobrą, ale krótką dlatego skusiłam się na wizytę u wróżki renomowanej, gwiazdy krakowskiego wróżbiarstwa odwiedzającej Oświęcim w ramach wypadów na prowincję. Było to też lata temu, pani przyjmowała w suterenie starej kamienicy i darła jak za woły. Wszyscy chodzili to ja też. Sympatyczna kobieta stwierdziła, że: trafi mi się małżonek bogaty rozkosznie, willa, domek letniskowy, dwa samochody, dwoje dzieci do pary i całkowity brak zmartwień. Kobieta powinna bestsellery pisać, z takim talentem to wszystko opowiadała. A jak już powróżyła i czasu zostało to porozmawiałyśmy sobie prywatnie na różne tematy i ogólne wrażenia wyniosłam dobre. Nikt mi z ręki zielska nie wyrywał.
Potem długo nic, aż w sytuacji, w której tonący brzytwy się chwyta,  napisałam esemesa do poleconej wróżki. Chodziło o zdrowie i życie osoby bardzo bliskiej. Podałam potrzebne dane, dostałam informacje zwrotne, było w nich sporo rozsądku, nic na hurra, niemniej jednak nie było mowy o śmierci, która przyszła tak szybko, że ja nie mogąc się otrząsnąć powtarzałam jak ogłupiała: ale przecież wróżka powiedziała, że wszystko będzie dobrze, miało być jedno załamanie chorobowe, taki dołek, a potem już ok. Przyznam się, że mam pewien uraz do wróżek i nawet ostatnio mając okazję wizyty u wróżki,która podobno jest bardzo dobra, odmówiłam. Wolę nie wiedzieć co mnie czeka. Na razie momentami dosyć nerwowo kasuję codzienne esemesy, kiedyś przyszło w jednym dniu sześć, obiecujące mi fortunę, wieczną miłość i inne drobiazgi. Zastanawiam się kiedy w końcu odpuszczą, ponoć z tych esemesów mają straszną kasę, a kto tam by się  martwił czymś takim jak sprawdzalność. W końcu to nie prognoza pogody, tylko czyjeś życie.


niedziela, 28 lipca 2013

Cmentarz parafialny w Oświęcimiu - parę słów, parę zdjęć

Jak wiecie ulubionym miejscem moich spacerów jest oświęcimski cmentarz parafialny. Czasami spaceruję cmentarnymi ścieżkami dla przyjemności, czasami służbowo w ramach pozyskiwania materiałów uzupełniających do książki. Innymi słowy mając sklerozę dokumentuję fotografując, a to napisy na płytach, a to nazwiska, które boję się, że ulecą mi z pamięci, czasami wyjdzie ładny widoczek. W taki sposób pracuję. Nowa książka ukaże się na początku września i myślę, że już niedługo będę mogła pokazać wam jej okładkę, a jest co oglądać :) Ponieważ duża część akcji książki rozgrywa się w obrębie cmentarza parafialnego i starego miasta, swoją drogą chciałabym przypomnieć, że my tutaj normalnie żyjemy i można przy okazji zwiedzania obozu Auschwitz zajrzeć także do miasta i spędzić miło czas na zwiedzaniu zabytków ( o zabytkach też napiszę ) to i zdjęć cmentarnych u mnie sporo. A swoją drogą, gdy tak chodzę między grobami, słońce praży, niebo błękitne, drzewa stoją w bezruchu, a sroki przelatują z grobu na grób, to ogarnia mnie absolutny spokój. Nie trwa on długo, w ciszę wdziera się dźwięk wiertła udarowego, to kamieniarze demontują grobowiec położony obok grobowca moich dziadków. Cmentarz żyje.
I taka mała prośba, poczytajcie wpisy na tablicach, jest taki, przy którym mnie za gardło ściska i łzy lecą. Objaśnienia pod zdjęciami.
Zapraszam:

Trzymałam kiedyś w dłoniach chlebak  należący do Ppor. Edmunda Wilkosza, rodzina jako najcenniejszą pamiątkę przechowywała go przez lata. 

Ludzie wybitni duchem i odwagą  - przeczytajcie

Tu wzruszam się zawsze i gardło mi sciska

Za kaplicą cmentarną jest wydzielony kawałek cmentarza na miejsce pamięci o tych, którzy albo grobu nie mają, albo zmarli hen poza granicami kraju. Można przyjść, znicza zapalić.

Neogotycka kaplica cmentarna powstała w II połowie XIX wieku. To w jej wnętrzu rozegra się  jedna ze scen książki

A tutaj grób młodego człowieka, który zginął w dniu wyzwolenia Oświęcimia 27 stycznia 1945 roku

Jedna z tablic upamiętniających oświęcimskich proboszczów

Zmarli w jednym roku

Jeden z pomników czekających na odrestaurowanie, piękna głowa Jezusa w cierniowej koronie

romantycznie, by zrobić zdjęcie musiałam wcisnąć się za inny grobowiec

Piękny grobowiec rodziny Radwańskich - obywateli miasta Oświęcimia

sobota, 27 lipca 2013

Licytacje na rzecz zwierząt - pomagajmy:)

Niedawno po raz pierwszy w życiu wzięłam udział w licytacji. Generalnie należę do osób nieufnych i wolę kupować rzeczy po uprzednim obejrzeniu, a licytacje... różnie bywa. Kiedyś usiłowałam założyć konto na Allegro by sprzedać parę niepotrzebnych rzeczy, niestety nie wykokosiłam się z tym do tej pory. Cóż, wszystko przede mną :) 
Niemniej jednak są w życiu sytuacje, gdy trzeba przełamać wątpliwości i uprzedzenia, często wynikające z nieznajomości reguł panujących w danej dziedzinie życie, a potem to już z górki. Mój pierwszy licytacyjny raz zdarzył się całkiem niedawno i sprawił mi dużą przyjemność. Na Facebooku jest organizowanych całe mnóstwo wydarzeń mających na celu zbiórkę pieniędzy dla zwierząt. Na leczenie, na karmę, na przetrwanie, na sterylizację gromady kotów - coś co trzeba robić i użalanie się typu: jak wysterylizuję, czy wykastruję to co ten zwierzak będzie miał z życia?( słyszałam na własne uszy niejednokrotnie) jest użalaniem się bez sensu, nie wchodźmy w skórę zwierzęcia. Mój Bartuś był wykastrowany co nie przeszkadzało mu komfortowo żyć i dożyć 14 roku życia, Kubunia i Mikunia były wysterylizowane, Kubunia miała 19 lat, a Mikunia 17 gdy umarły. To nie jest mało jak dla kota. 
Wracając do aukcji, jest taka strona;link www.facebook.com/events/153270538159834/ gdzie licytując coś za niewielkie pieniądze można pomóc zwierzakom. Ja do pomocy zwierzętom gorąco zachęcam. Bo nie jest tak w życiu, że nic się nie da. Dla mnie takie stwierdzenie jest jednym z najbardziej wkurzających stwierdzeń, bo co? najlepiej powiedzieć: nie da się, siąść przed telewizorem i naciskać guziczki i ciągle narzekać, na kraj, na ludzi, na pogodę, na teściową i fatalny zbieg okoliczności, który sprawił, że nie urodziliśmy się gdzie indziej, że kasy brak.... każdy niech sobie dopowie co tam jeszcze. A przecież zawsze można zrobić COŚ, cokolwiek, chociażby wystawiać miskę z wodą w ogrodzie czy przed blokiem, przy okazji zakupów kupić paczkę chrupek dla kotów, kosztuje mniej niż paczka papierosów. Można przygarnąć jakąś biedę, albo pomóc komuś taką biedę wykarmić, można zwrócić uwagę sąsiadowi, czy obcemu człowiekowi, że upał, ze woda w misce to standard. Można nie przejść obojętnie wobec psiej, kociej niedoli,  można zostać wolontariuszem i pomagać w schronisku chociażby wyprowadzając psy na spacer. Dużo można. Może nie jest to spektakularne i nie robi wielkiego bum,ale sprawia, że żyjąc pożytecznie żyjemy pełniej. Poniżej zdjęcie torby,którą wylicytowałam, nie dość, że pomieści masę książek to jeszcze mogę przenieść w niej laptop :) Zwróćcie uwagę na te dwie kocie sylwetki - słodkie są:)


czwartek, 25 lipca 2013

Środa z książką - "Pod Przechytrzonym Lisem"



Gdy ostatnio wybierałam w bibliotece książki, wpadła mi ręce ta oto powieść Marthy Grimes. Wzięłam z ciekawości i zapałałam uczuciem do kilku mężczyzn naraz, oraz do niezrównanej ciotki  Agathy Ardry. Uczucie jest na tyle silne, że z przyjemnością sięgnę po każdą książkę, w której  oni poprowadzą śledztwo. 
Pod Przechytrzonym Lisem to gospoda znajdująca się w rybackiej wiosce położonej nad Morzem Północnym. Niewielu mieszkańców, wszyscy się znają i niby wszystko o wszystkich wiedzą.Okolicą rządzi pułkownik Race, w sumie sympatyczny człowiek - jeżeli odrzucimy wstrętny zwyczaj polowania na lisy.Ale w stosunku do ludzi pułkownik stara się być w porządku. 
Gdy w Rackmoor zostaje zamordowana kobieta - Gemma Temple dochodzi do naruszenia stabilizacji tej małej społeczności. Z czasem okazuje się, że Gemma nie jest jedyną ofiarą. Ale czy tylko ofiarą? Kto miał motyw by ją zabić? Przed inspektorem Jurym nie byle jakie  zadanie. W śledztwie pomaga mu wiecznie kwękający sierżant Wiggins - kwękanie nie przeszkadza mu w myśleniu. 
Robi się ciekawie, gdy do gry włącza się Melrose Plant lord, który zrezygnował z tytułu i oddał się pracy śledczej. 
A do tego fantastyczny Bertie z nieodłącznym terierem Arnoldem.
Śledztwo się komplikuje, niby każdy ma alibi, a prawda ukryta jest w szczegółach.
Ksiażka została napisana tak jak się pisze klasykę kryminału z wykorzystaniem wypróbowanych przez Agathę Christie rozwiązań, i by samemu dojść kto i dlaczego jest mordercą trzeba trochę pomyśleć nie zapominając o specyfice angielskich kryminałów. 
Serdecznie polecam to świetna lektura na każdy dzień i noc :)


piątek, 19 lipca 2013

Muzeum Bardo

Poniżej moje zdjęcia z wnętrz muzeum Bardo w Tunisie. 
Jeżeli jadę w jakiś zakątek świata to nie po to by leżeć całymi dniami na plaży, no bo ileż można! ale po to by coś zobaczyć. Wycieczka do Tunisu, grupa, z przewodnikiem dobrze mówiącym po polsku ( żona  Polka, synowie też zamieszkujący w Polsce, a pan na czas sezonu turystycznego w Tunezji) miły człowiek. Jako przewodnik bardzo dobry. Jednym z punktów obfitego programu było zwiedzanie muzeum Bardo. Muzeum, jak przystępnie nam wyjaśnił, starożytnej fotografii, czyli starorzymskich mozaik. Coś niesamowitego i jednocześnie pięknego. Rzeczywiście niektóre mozaiki robią wrażenie ogromnych fotografii, obrazów. Są wszędzie, na ścianach, na podłodze, na skrzyniach posagowych. W środku tłumy ludzi, co utrudnia fotografowanie, grupy idą za przewodnikiem, muszą zachować płynność, by następni mogli wejść. W środku duszno, upał jest nieznośny - mozaiki wykluczają klimatyzację.
Wychodzę z wnętrz ledwie żywa, ale zachwycona. Kilka chwil na odreagowanie i jedziemy dalej do Kartaginy. A po drodze postój, by coś zjeść. 



















A tutaj widok na góry Atlas

środa, 17 lipca 2013

Środa z książką -" Epidemia zamkniętych serc"



Książka powinna trafić na swojego czytelnika, wtedy obie strony są usatysfakcjonowane, autor książki i czytelnik. Dla mnie taką książką jest "Epidemia zamkniętych serc",  książka niezwykła.
 Prosta historia opowiedziana w sposób subtelny i wciągający zarazem. Aleks, pracownik korporacji zmieniający dziewczyny jak rękawiczki pewnego pięknego dnia dowiaduje się, że  życie, jakie dotychczas prowadził dobiegło kresu. Panienka z korporacji, którą przez jakiś czas kochał namiętnie, jednocześnie czyniąc jej różne zwierzenia służbowej natury, wysadziła go z siodła i pozbawiła pracy. Mieszkanie pędzlują złodzieje, a on idzie w tango. Nie napiszę "jak to facet" ponieważ Aleksowi do przeciętnego faceta daleko. Po pierwszym szoku myśli i planuje, jednocześnie przechodząc w inny etap stosunków z najbliższymi. Stara się poukładać własne życie od nowa, a przy okazji także swojej siostrze i bratu. Jedzie do Budapesztu i tam stara się naprawić wyrządzone zło. Wcześniej jednak poznaje małą dziewczynkę - Marysię i poświęca jej dużo uwagi.
 W tej książce nic nie jest proste, łatwe i przyjemne, bo i nasze życie takie nie jest. Ciągle dokonujemy wyborów, niekoniecznie dobrych, ciągle szukamy miłości i potwierdzenia naszej wartości w oczach bliskich nam osób, czy mniej bliskich, ale mających wpływ na nasze losy.
Ta książka przykuwa i zastanawia stawiając wcale nie proste pytania. Czasami warto pokusić się o odpowiedzi. 
Polecam do czytania w piękne letnie wieczory. Naprawdę warto.

poniedziałek, 15 lipca 2013

Sny

Pogoda u nas taka jak w większości kraju, jak nie leje to pada. Pewna  handlarka z Ustronia przyjeżdżając do nas po towar, było to w zamierzchłych czasach, gdy pracowałam w handlu, na deszcz mawiała "padze". I tak została panią padze. Sympatyczna to była kobieta i określenie handlarka jest wobec niej na miejscu. Handel miała we krwi. Ale ja nie o tym. 
Padze, humory nie dopisują, kto miał  urlop to już zapomniał, kto jeszcze się nie wybrał na wypoczynek, czeka na poprawę pogody, albo na kilka dni urlopu :) 
Poza tym jakoś tak się dziwnie porobiło, że doszedł do mnie sens powiedzenia: "nie wszystko złoto co się świeci" i łapnęłam trochę stresu. Gdy zaczynam się stresować, jak na zawołanie odzywa się arytmia moja ukochana i serduszko pika mi z niedozwoloną prędkością. Nie przejmuję się tym nadmiernie, bo skoro pika, to jeszcze żyję i jeszcze może napiszę parę książek. Ale z kolei w takich okolicznościach, to ja się kładę na kanapie, żeby poleżeć chwilę i śpię dwie, trzy godziny. A jak śpię, to śnię. 
Wczoraj spałam sobie smacznie i nagle zaczęło coś wyć. Sygnał był nierozpoznawalny i mógł oznaczać wszystko, poderwałam się od razu na równe nogi zapominając o pikaniu, włożyłam okulary na zapuchnięte oczęta i na azymut pobiegłam w stronę piwnicy. Śniło mi się, że jest zimno i koniecznie muszę zapalić w piecu. Przy drzwiach się opamiętałam, że niekoniecznie, na termometrze 23,5 stopnia, zimna nie ma. Wracając wyjrzałam przez okno, to trzy psy obszczekiwały jednego. Każdy z psów dysponował innym tembrem głosu i wychodziła z tego kakofonia dźwięków. 
Dzisiaj tak samo, położyłam się i przyśniła mi się moja Stellunia. Wybierałyśmy się do weta żeby ją zaszczepić. Siedziała taka grzeczna, biało-ruda, ślicznie wyczesana i czekała aż się pańcia pozbiera. A pańcia jak zawsze miotała się w poszukiwaniu rzeczy niezbędnych. 
Obudziłam się i uświadomiłam sobie, że Stelluni nie ma już z nami ponad rok, ale wierzę, że patrzy gdzieś tam  zza Tęczowego Mostku, czy z Zielonej Doliny i  przechylając lekko główkę relacjonuje moje poczynania  Bartusiowi, Dince, Kubusi, Nerowi, małej Mimi i pierwszej Stelli i Sabie. Bo wiem, że oni gdzieś tam są, już wolni. A najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że nigdy nie chodziłyśmy do weta na szczepienie, tylko zaprzyjaźniony wet przychodził do nas :)
A jak już wstałam, powspominałam i wróciłam do pionu, to zabieram się za pisanie. Mam nadzieję, że to co wymyśliłyśmy z koleżanką rozbawi czytelników.
 Przynajmniej taki jest plan :)

środa, 10 lipca 2013

Środa z książką - "Jak uniknąć gaf w obcych krajach"


Niby zazwyczaj wiemy jak się zachować i czego się nie robi, ale wiemy to na własnym podwórku. Jeżeli wybieramy się poza granice naszego kraju warto przeczytać ten niewielki poradnik.  Przyda się on zarówno tym, którzy spędzą urlop w pobliskich Czechach jak i tym, którzy zawitają w Azji. Możemy też po prostu poczytać dla własnej nieskalanej wypoczynkiem wakacyjnym przyjemności. Streszczać nie będę, przewodnik jest podzielony na działy, napisany jasno i przystępnie. W zamian trochę przykładów:

1.Mocny uścisk dłoni - ogólnie  na Zachodzie uznaje się, że mocny uścisk dłoni jest czymś dobrym, szczególnie w sferach biznesowych. Ale w takich miejscach jak: Japonia, Kostaryka i Indonezja, normą jest lekkie uściśnięcie dłoni, co w żadnym razie nie oznacza braku asertywności. 

2.A la gringa: W Meksyku, jeśli ktoś ci podaje godzinę spotkania i dodaje : a la gringa (jak biały człowiek), możesz oczekiwać, że będzie mniej więcej punktualny. Jeżeli powie: a la mexicana, możesz spodziewać się wszystkiego :)

3.Przesądy: Stłuczenie lustra, rozsypanie soli i zobaczenie czarnego kota, to złe znaki w prawie  każdej kulturze. W Rosji nie powinno się ściskać dłoni przez próg ( tak samo u nas), zapalać papierosa od świecy, gwizdać w domu czy wracać po coś zapomnianego ( a jak wracamy to obowiązkowo przysiadamy na chwilę). Przesądny nie powinien też patrzeć w lustro siedząc na muszli klozetowej.
Poza tym: moneta wrzucona do fontanny zapewnia spełnienie życzenia, ale zabranie je stamtąd przynosi pecha. W Argentynie znalezienie monety na ulicy oznacza, że wkrótce będziesz miał sporo pieniędzy. (...) W Meksyku i większej części Ameryki Łacińskiej wierzy się, że jeśli ktoś przypadkowo omiecie but niezamężnej kobiety, ona nigdy nie wyjdzie za mąż. 

4.Kradzież dusz: Niektórzy aborygeni wierzą, że utrwalając ich wizerunek, kradniesz im duszę. Podobnie traktują to niektóre plemiona w lasach Amazonii. Tak samo jest w Maroku( Pamiętam jak w tangerskiej medynie jeden z turystów bez pytania zaczął  robić zdjęcia kobiecie handlującej cebulą. To była staruszka, twarz poorana zmarszczkami, ręce pełne starczych plam, niegdyś czarna  suknia i chustka okrywająca resztki włosów. I nagle wszczął się straszny tumult, staruszka zaczęła złorzeczyć, rzucać tymi cebulami w fotografującego, bo według jej wierzeń kradł jej duszę. Poza tym nie zapytał o zgodę, być może za opłatą pozwoliłaby na zrobienie zdjęcia.)

5.I dobra rada: Jeżeli jesteś w kraju, w którym targowanie się należy do rytuału sprzedaży towaru to: żądaną kwotę podziel przez przez dziesięć, będziesz miał dobrą kwotę wyjściową do targowania się. Cena, za którą kupisz towar będzie się wahała pomiędzy jedną czwartą a jedną trzecią pierwotnej kwoty podanej przez sprzedawcę.
Z tym jest różnie, zdarzało mi się targować w różnych krajach, i jedno co mogę poradzić, jeżeli nie chcesz kupić, nie rozpoczynaj targu. Podziękuj. Nic na siłę.


poniedziałek, 8 lipca 2013

Rankingi i inne przyjemności ;)

Przeżyłam dzisiaj niemałe zaskoczenie ujrzawszy w rankingu popularności  porównywarki cen Nokaut  dział kryminał i sensacja dwie znajome z widzenia okładki. 

Okładkę "Wszystkich grzechów nieboszczyka" i okładkę "Literata" Agnieszki Pruskiej. Było to zaskoczenie przyjemne, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że jutro mogą tam widnieć całkiem inne tytuły. Ale dzisiaj jest dzisiaj i przyjemność mam doraźną. Zrobiłam zdjęcia telefonem komórkowym, aparat fotograficzny jak na zawołanie pokazał wyładowane baterie.

Nie mam pojęcia  jak to jest z porównywarkami, wyszukiwarkami i tym podobnymi ustrojstwami, ale skądś tam się nasze tytuły wzięły. A są to kolejne tytuły serii Zbrodnia w Bibliotece Wydawnictwa Oficynka.

 Bardzo się cieszę jeżeli ktoś sięga po moją książkę, a jeszcze bardziej gdy daje sygnał po przeczytaniu. Czy się podobało, czy może jakieś zastrzeżenia, pytania, sugestie.

Bo tak naprawdę oprócz samego pisania największą radość mam z rozmów z czytelnikami, albo jak ktoś do mnie napisze, skomentuje. To oznacza, że książka nie trafia w próżnię tylko ma konkretnego czytelnika, z krwi i kości.

Miałam o tym rankingu nie pisać, ale pomyślałam, że po prostu zostanie ślad  po tym co dzisiaj, bo któż może wiedzieć co będzie jutro?


Tylko jakość zdjęć taka sobie :)

piątek, 5 lipca 2013

"Wszystkie grzechy nieboszczyka" - kryminał na wakacje

Magazyn kryminalny REPORTER poleca moją książkę "Wszystkie grzechy nieboszczyka" jako kryminał na wakacje.
To już trzeci raz recenzja mojej książki ukazuje się w prasie ogólnopolskiej!
Poniżej rewelacyjna recenzja książki autorstwa Leszka Koźmińskiego.
 Dziękuję:)


Ja także polecam nieskromnie zwłaszcza, że w Weltbildzie dostawa gratis :)

środa, 3 lipca 2013

Niebo o piątej nad ranem:)




Moja kocica budzi się wcześnie, zazwyczaj czwarta, piąta nad ranem i je pierwsze śniadanie. Siłą rzeczy budzę się i ja. Czasami od razu włączam laptopa i pracuję, częściej po jedzeniu i mizianiu Miki usypia, a ja razem z nią. Dzisiaj też zerwała mnie koło piątej i na już, natychmiast chciała jeść, więc nawet nie ubierając okularów,  po saszetki sięgam na ślepo, nakarmiłam ją, odsłoniłam zasłony w kuchni  i zobaczyłam niebo. Przepiękne. Być może, gdybym ubrała okulary zdjęcie wyszłoby lepsze, ale nie na pewno:)

sobota, 29 czerwca 2013

Po czacie:)

Nieraz zastanawiam się w jaki sposób radzę sobie z prowadzeniem bloga. Fakt, z blogiem na Onecie nie radziłam sobie w ogóle, ciągle coś mi się zawieszało, wychodziłam z postu, zapisywałam po kilka razy. Po godzinie miałam zrobiony wpis.A czasami nie. Dlatego przeniosłam się tutaj.
Wczoraj przestałam się dziwić dlaczego czaty w na przykład DDTVN  wyglądają w ten sposób, że przy komputerze siedzi profesjonalista i pisze, a odpytywany odpowiada ustnie. To dla takich jak ja:)
Czat z czytelnikami na stronie Książka Zamiast Kwiatka był kapitalny, chociaż jak to ja,  najpierw weszłam gdzie trzeba, potem  nacisnęłam to co nie trzeba, potem mój biedny komputer powiedział "stop"  i poszedł sobie, ale wrócił, to i ja wróciłam. I w końcu trafiłam tam gdzie trzeba i gdzie czekało na mnie mnóstwo pytań. Fantastycznych pytań świadczących o tym, że moja książka ma uważnych czytelników, a blog jest odwiedzany i czytany. A ja jestem mądrzejsza o nowe doświadczenie. Dziękuję:)
Pisząc pierwsze zdania "Wszystkich grzechów nieboszczyka" nie myślałam dalekosiężnie. Oczywiście, gdy tekstu było więcej i więcej,  i czułam aprobatę bliskich, to mignęła mi taka sekundowa myśl o wydaniu. Ale potem zdarzyło się wiele rzeczy dużo ważniejszych i z wydaniem książki zmierzyłam się dopiero w zeszłym roku. Jestem ogromnie wdzięczna Wydawcy pani Joli Świetlikowskiej (Wydawnictwo Oficynka) za wsparcie, za nieustanny doping i mobilizację do pracy. I za wiarę w Nieboszczyka. Nie wiem jak jest w innych wydawnictwach, ale w tym ani autor, ani książka nie pozostają bez opieki. A to znaczy, że mieliśmy z Nieboszczykiem dużo szczęścia. Mam nadzieję, że następna książka też będzie miała dużo szczęścia, bo jest dla mnie bardzo ważna, ale o tym więcej, gdy będzie wiadomo kiedy się ukaże. 

piątek, 28 czerwca 2013

Czat ze mną dzisiaj o 21szej - zapraszam na stronę Książka Zamiast Kwiatka

Jeżeli ktoś chce ze mną porozmawiać, zapytać o coś, cokolwiek, zapraszam na czat na stronie: www.facebook.com/KsiazkaZamiastKwiatka?ref&fref=ts bedzie mi bardzo miło. 
A to zdjęcie o którym pisałam całkiem niedawno - ściekowe, ale jakie piękne Morze Czarne  za moimi plecami.

środa, 26 czerwca 2013

Środa z książką - "Szkodliwy pakiet cnót"


Przyznam się szczerze, że czasami zwlekam z sięgnięciem po książkę, która u wielu osób budzi zachwyt. Boję się zawodu, rozczarowania. Odczekuję... 
Dobrze, że z sięgnięciem po "Szkodliwy pakiet cnót" nie czekałam zbyt długo. Przeczytałam książkę szybko i trudno było mi przejść do następnej, bo jeszcze żyłam tym co działo się w Siedlcach. Niby zwyczajne życie, ale doprawione talentem Autorki.

Nie będę streszczać książki, by nie odbierać czytającym przyjemności, ale...

1. Chcę się zapisać do Klubu Intelektualistek, a nawet mogę się zapisać do kolejki po karnety klubowe - o ile takie się   pojawią - mam słabość do mężczyzn w typie "Profesora"

2. Powinnam  ćwiczyć tak intensywnie  jak Finka (Fifinka)- mówią, że trening czyni mistrza, tylko jeszcze trzeba podnieść cztery litery z kanapy, w końcu najdłuższa droga zaczyna się od pierwszego kroku:)

3.A i wyobraziłam sobie PSY jak siedzą takie dumne i blade, i nawet  nie drgną mimo blasku fleszy.

4.Pokazy mody i związane z nimi perturbacje i te biedne modelki, bardzo realistycznie ukazane, obawiam się, że to wszystko brutalna prawda.

5. Jestem wdzięczna za Emila R. -  brak cukierkowatości  i przesady.

Mogłabym długo, ale doszłoby do tego, że zdradziłabym fabułę, a tego się nie robi, zwłaszcza autorom kryminałów, tych z uśmiechem i tych bez uśmiechu.

Książka powędrowała do koleżanki rozpoczynając tym samym długą, dającą czytelnikowi radość, drogę.
Ja mogę tylko napisać szczere: POLECAM:)

sobota, 22 czerwca 2013

Pracowite lenistwo;)

Totalne lenistwo mnie opanowało i ani rączką, ani nóżką nie chce mi się ruszać. Ale muszę, niestety, głos - dzisiaj głosik - poczucia obowiązku wzywa. Piszę krótką notkę o sobie dla Książki zamiast Kwiatka, zapraszam na czat w piątek, można sobie porozmawiać, zadać pytania rozmaite. I piszę tę notkę, i piszę i napisać nie mogę ponieważ o sobie pisze się najciężej. Bo żartem czy na poważnie i zaczynając od : urodziłam się... Nie pierwszą notkę piszę, ale zawsze mam ten sam problem. Jak piszę krótko, to w żołnierskich słowach, jak długo, to niewiele brakuje a małe opowiadanie by wyszło. I żeby nie napuszenie, a normalnie wszystko brzmiało. Uff... same rozterki. 
 Zdjęcia już wybrałam. Ze zdjęciami też śmieszna sytuacja ponieważ to ja fotografuję innych, sama rzadko kiedy włażę przed obiektyw. Ale wybrałam. Jedno oficjalne, ogrodowe a drugie... niespodzianka. Gdy tak przeglądałam starsze zdjęcia znalazłam jedno, które szczególnie lubię. Zrobiła je Stasia na wakacjach w Bułgarii. Aż łza się w oku kręci kiedy to było. Poszłyśmy sobie na spacer we czwórkę, chciałyśmy obejrzeć takie bardziej luksusowe domy wczasowe. Jeden, pełen wypas, i basen i nawet chyba kort. Ścieżka wzdłuż wąska, obrośnięta chwastami, malownicza, jakieś głazy w rzędzie ułożone.  Urwisko i poniżej Morze Czarne. Stasia zadecydowała: siadaj, zdjęcie ci zrobię, i zrobiła. Gdy wstałam pochyliłyśmy się by spojrzeć w dół i zobaczyłyśmy jak tak z metr niżej wystaje rura i gluchają z niej z chlupotem ścieki pochodzące z ekskluzywnego domu wczasowego. Tak że mam ściekowe zdjęcie. Przy okazji zauważyłam pewną prawidłowość dość niepokojącą. Drugie zdjęcie z Bułgarii też mamy śmieciowe, reklamówki pełne oczywiście, leżą w połowie drogi do kubła na śmieci. Zdjęcie z Calleli też śmietnikowe, a na śmietniku piękne opuncje i ten widok w dal. Śmietnik był dość wysoko położony. Chorwacja, wysypisko śmieci miastowe, ale po drodze rzędy pięknych, dzikich datur opisanych we "Wszystkich grzechach nieboszczyka". I parę innych miejsc, i też śmieci :) Jakoś malownicze wysypiska mi się w życiu zdarzają. 
Pisząc jednocześnie przeglądałam zdjęcia w komputerze szukając tych ze mną i trzeba trafu, że znalazłam zaginiony plik z Tunezji. Z tej radości, że odnalazłam i już nie muszę szukać płytki ( na pewno gdzieś leży) poniżej kilka zdjęć, kwiaty i widoki cyknęłam osobiście, a mnie utrwaliła Zosia. Było to na dachu pałacu sułtana w okolicy tuniskiej Mediny. 
Widok na Tunis i jego przepiękne dachy niepowtarzalny.
Lubię fotografować:)




posadzka tarasu widokowego

środa, 19 czerwca 2013

Środa z książką "Piwonia, niemowa, głosy"



Środa dzisiaj zwariowana  i niepoukładana, a wszystko przez książkę ;)
O  książce "Piwonia, niemowa, głosy"  Krzysztofa Giedroycia przeczytałam w zeszłym roku. Na stronie wydawnictwa Nowy Świat ukazała się krótka notka i fragment tekstu. Język tekstu zaciekawił mnie i zdziwił, doczytałam potem, że pisarz posłużył się gwarą białostocką. Potem miałam przyjemność przeczytać recenzję Leszka Koźmińskiego zamieszczoną w serwisie Zbrodnia w Bibliotece i już wiedziałam, że tę książkę muszę mieć. I jeszcze potwierdzająca moje odczucia recenzja Małgosi Kursy na Książka zamiast Kwiatka. 
Dzisiaj razem ze stertą innych książek przyszła do mnie także Piwonia i zaanektowała cały mój wolny czas. Nie przeczytałam jeszcze całości, noc przede mną, ale jestem  nią zauroczona. 
Lata pięćdziesiąte. Ubecy kombinują jak i kogo wrobić, ludzie chcą przeżyć, milicjantka Piwonia, wielbicielka Szerloków prowadzi śledztwo w sprawie morderstwa popełnionego na Stasi, kobiecie samotnej, żyjącej przeszłością i powrotem męża Kazimierza z Sybiru. 
Kim tak naprawdę była Stasia i czym się trudniła? Czy to nadmiar wiedzy ją zabił? Nie wiem, dowiem się jak przeczytam do końca, ale już dzisiaj wiem, że "Piwonię, niemowę, głosy" naprawdę warto przeczytać i warto o niej pisać i polecać.  Książka nietuzinkowa, niebanalna, zachwycająca. Cieszę się, że jest.
Kończę i  powracam do czytania:)

środa, 12 czerwca 2013

Środa z książką - Listy z Auschwitz Janusza Pogonowskiego

Dzisiaj lektura wyjątkowa "Listy z Auschwitz" Janusza Pogonowskiego opracowane przez Franciszka Pipera. Okładkę książki pobrałam ze strony księgarni internetowej http://www.ksiegarnia.e-oswiecim.pl/janusz-pogonowski-listy-z-auschwitz.html
Lata temu otrzymałam dwa egzemplarze" Listów z Auschwitz" od pani Małgorzaty Piper. Jeden posłałam w świat, nie wiem dokąd zawędrował, drugi leży u mnie na podręcznej półce. Opublikowano już wiele listów z Auschwitz, ale te należą do wyjątkowych. Pisane przez bardzo młodego człowieka, Janusz Pogonowski został aresztowany w czasie łapanki na ulicy Szpitalnej w Krakowie jako niespełna osiemnastoletni chłopak, po półtoramiesięcznej  odsiadce w więzieniu na Montelupich i w Tarnowie, bez żadnych zarzutów został wywieziony do obozu Auschwitz. W obozie przeżył trzy lata, a listy wysyłane nielegalną drogą są świadectwem codzienności obozowej, świadectwem ściskającym za gardło. To właśnie przekazywaniem takich listów zajmowały się po pracy w kuchni obozowej moje dwie ciotki, Zofia Łuczyńska i Władysława Bielas z domu Gworek. Listów niezwykłych.
Te pisane przez Janusza Pogonowskiego adresowane są także do jego drugiej matki, Eugenii Pogonowskiej. Ojciec Janusza,  Bolesław Pogonowski, znany krakowski lekarz ginekolog, po śmierci żony Róży ( zmarła 19 stycznia 1938 roku) ożenił się rok później z Eugenią Strzelecką. Musiała to być osoba niezwykła.
Janusz Pogonowski "Skrzetuski" zginął w obozie, powieszony wraz z jedenastoma innymi więźniami w czasie apelu wieczornego w dniu 19 lipca 1943 roku, był to odwet za ucieczkę z obozu trzech więźniów z komanda mierników. Nie czekał na odczytanie wyroku do końca, wykopał spod swych stóp stołek i odszedł bohatersko. Poniżej jeden z listów, tęsknota za rodziną, za wolnością i obozowa codzienność.

Janusz Pogonowski, obóz Auschwitz, 4 września 1942 r.

Kochani Moi!
Przed dwoma tygodniami otrzymałem list od Andrzeja ( brata). Bardzo ucieszyłem się wiadomością o waszym ślubie. Szkoda tylko, że nie mogłem być razem z Wami i podzielać Wasze szczęście. Może jednak już niedługo zobaczymy się znowu.
Dzisiaj akurat minęło trzy lata jak ostatni raz widziałem Tatusia. Jakże ja strasznie pragnę Jego ujrzeć. To będzie dla mnie najszczęśliwsza chwila po przebytej niewoli. Każde jedno widzenie się z osobami cywilnemi (Polakami) jest dla mnie niezwykłą przyjemnością.
Zapytujesz się mnie, czy  nie mógłbyś mi przysłać zastrzyków cukru i cebionu. Nie rób sobie Jędrusiu kłopotu, tych rzeczy ja osobiście mam w dostatku do tego stopnia, że mogę pomagać innym. Już parę tysięcy zastrzyków przeniosłem do lagru i niewątpliwie tem wyratowano wiele osób.  Chociaż to jest niebezpieczne to jednak trzeba pomagać i innym w nieszczęściu. Najbardziej żal mi jest Polek, które podzielają los razem z nami. Chociaż w innym obozie, to jednak utrzymujemy kontakty między sobą. Nie wiem czy znałeś w Krakowie córkę jubilera z ulicy Sławkowskiej. Ona też tu jest. W ogóle masę osób z Krakowa spotkałem już. Ostatnio był bunt w obozie kobiecym. Rozstrzelano około 200 Polek. Mnie się powodzi, mogę śmiało powiedzieć, że bardzo dobrze. Daj Boże, żebym do końca wojny przetrwał, jak do tego czasu. Chorowałem tak wiele razy, ale wszystko z pomocą Bożą szczęśliwie przechodziło.
Koniecznie chciałbym, abyście przesłali mi swoje i Tatusia zdjęcia. Już czasem nie mogę sobie  uświadomić  jak wy wyglądacie. Mnie na pewno nie poznalibyście.
Miałem zamiar zwolnić się stąd trochę wcześniej jak mi to jest przepisane. Chciałem to uczynić jeszcze w tym roku. Ale po paru faktach, że rodziny tych, którzy zwiali rozstrzelano, zmieniłem postanowienie. Bardzo mi przykro, bo do ucieczki mam okazję codziennie. Nie chciałbym jednak narażać  specjalnie Lali, a w drugim rzędzie Ciebie i Cioci. Wolność za tę cenę nie byłaby dla mnie wolnością. Bardzo żałuję, że po aresztowaniu mnie podałem adres uprzywilejowany, na który tylko mogę pisać, Lalki. Gdybym tego nie zrobił, byłbym dawno z Wami. Tymczasem kończę już. Ściskam Was wszystkich bardzo serdecznie.
Wasz Janusz
Oświęcim 4.IX.42.
Zdjęcie Janusza Pogonowskiego ze strony: http://www.infocenters.co.il/gfh/notebook_ext.asp?book=22619&lang=eng&site=gfh



niedziela, 9 czerwca 2013

zdjęcia z ogrodu

Piękna niedziela, słoneczna, jasna, optymistyczna. W ramach wrzucania na luz:) zrobiłam kilka zdjęć w ogrodzie. Ogród oczywiście zarośnięty po deszczach do granic możliwości, ale kwiaty pięknie kwitną, a zieleń bardziej intensywna, słońcem prześwietlona.
Miłego dnia:)










środa, 5 czerwca 2013

Środa z książką - Książka zamiast Kwiatka

Idę do kwiaciarni, kupuję bukiet kwiatów, piękny, cena - różnie, dwadzieścia pięć w porywach do pięćdziesięciu złotych, wszystko zależy od ilości kwiatów, ich sezonowości,  przystrojenia.  
Jednak nie idę... 
Cóż ja  wolę kupić w prezencie książkę - książkę zamiast kwiatka.
Jest taka strona na Facebooku zajmująca się promowaniem książek polskich autorów 
To strona, na której znajdziecie dobre książki i krótkie, ale jednocześnie przemyślane recenzje pod każdym tytułem. 
Jest to także strona, poprzez którą odbywają się czaty z autorami, zajrzyjcie, jeszcze do piątku można zadawać pytania Romualdowi Pawlakowi:)
Poczytajcie, zagłosujcie na książkę miesiąca,
 poszukajcie Księgarni Atena z Kamiennej Góry - to księgarnia, która naprawdę promuje polskich autorówhttps://www.facebook.com/pages/ksiegarnia-Atena-Kamienna-Góra/367410339945317?ref=ts&fref=ts
Polubcie stronę:) i bądźcie na bieżąco.

Weźcie udział w licytacji pięknych przedmiotów i książek na rzecz potrzebujących zwierząt.www.facebook.com/events/153270538159834/

Dzisiaj same linki do stron, takie strony to dobre strony Facebooka:)

niedziela, 2 czerwca 2013

Tydzień Słowackiego - podróż z Julem (7)

... Jedna panna Eglantyna tylko obaczyła mię i powitała z radością; jej matka także mię po macierzyńsku uściskała; więc prawdziwie jest za co dziękować Bogu, że na mojej drodze nie rzucił mi wszystkich serc z kamienia.
O matko moja! Dziś dzień moich urodzin. Biedna matko moja! dziekuję ci dziś ze łzami, żeś przez lat 25 czuwała nade mną jak anioł stróż; Bóg ci jeszcze za to nie zapłacił niczem. Ale, matko moja, po 25 latach, dzisiaj mógłbym ci zrobić spowiedź ogólną życia mojego; nie skalałem się żadną ciężką zmazą. Mogłabyś się może mamo uśmiechnąć i pocałować mię w czoło. Błogosław mi mamo droga! Panna Eglantyna zajrzała do drzwi moich, i, widząc, że do ciebie piszę, prosiła abym od niej zasłał ci czułe pozdrowienia. Ona się o tobie, mamo zawsze z najczulszą troskliwością dowiaduje. Ona ciebie kocha, mamo i przyjmij tę miłość, wszakże mię tyle osób kochało niegdyś dlatego, że ciebie kochały.
Napisz kochana mamo, Teofilowi o mojej podróży. Teofil mi także w zamyśleniach najczęściej stawał w pamięci. Jakby on był szczęśliwy, gdyby zamiast nudnych rachunków mógł liczyć śnieżne wierzchołki gór albo leżące pod stopami jeziora. Często zdaje mi się, że kradnę przyjemności, które się całej mojej rodzinie należą. Ale wierzcie mi, że chętniebym się z wami podzielił ... o, nawet oddałbym je wam wszystkim za jeden uścisk... To dziwnie, mamo moja, że ja, który widziałem tyle miejsc i krajów, który zebrałem w pamięci tyle obrazów świata,spać będę może kiedyś cicho na cmentarzu krzemienieckim pod cieniem tej czereszenki, która ocienia grób babuni. O gdyby tak było!
Adieu, droga najukochańsza mamo; boję się dłużej pisać i nowe brać kartki, abym nie opóźnił bardziej i tak opóźnionego listu. Ale z gór pisać nie mogłem, bo co dnia byłem pieszą podróżą zmęczony, bo co dnia około 6 lub 7 mil drogi robiłem, i to z góry na górę; do tego dodajcie i to, że nigdzie na górach poczty nie ma, to uniewinnicie mię. Całuję rączki kochanego dziadunia; niech pomyśli o wnuku i spojrzy na zamkową górę. Mamo, a ty przy księżycu wystaw sobie, że na waszych górach stoją inne góry ze śniegu, że na tych białych, imaginacyjnych górach ja jestem i że stamtąd patrzę na mały domek, który jest twojem mieszkaniem.
Adieu, matko moja.
Twój 

piątek, 31 maja 2013

Tydzień Słowackiego - podróż z Julem (6)

... Nocowaliśmy w oberży i z rana widzieliśmy wschód słońca, czysty, żadnej mgły: przepaści, błyszczące jezioro, cała Szwajcarya  pod nami, widna, jasna - a jaka cichość! Taki sam widok mieliśmy jeszcze  z góry Righi. Na tę górę wchodzą wszyscy podróżni; widok z niej rozleglejszy, ale mniej piękny; góry śniegowe w oddaleniu nie przerażają wielkością swoją rozumu, a nawet imaginacyi człowieka: można z niej patrzeć na Szwajcaryę  bez przerażenia, a ja patrząc o wschodzie słońca, mimowolnie płakałem; nie wiem dlaczego, ale mi żal  było ludzi... Z góry Faulhorn przechodziliśmy znowu do czarujących dolin Oberhassli; byłem w Rosenlaui, prześliczne widziałem lodowce, byłem w lodowych gmachach pod sklepieniami błękitnego kryształu; u nóg moich ogromne przepaści i potok lody podrywał; ze ścian gmachów, w których stałem, kropliste od słońca padały deszcze. 
Jak to smutno pomyśleć, że ty, moja mamo, z tych krótkich opisów nie będziesz sobie mogła wystawić miejsc, gdzie twój syn był, gdzie myślał o tobie. Obrazy, które sobie twoja imaginacya utworzy, będą może piękne, ale nie będą tymi samymi obrazami, które teraz ja widzę we wspomnieniach. Czyż ludzie nie wynajdą kiedy jakiego środka, któryby lepiej niż pismo i malarstwo wystawiał przedmioty? Dziwna i głupia myśl. Byłem po raz czwarty jeszcze na śniegach Grimsel, po raz czwarty nocowałem w zimnej oberży, przechodziłem śliczną drogę św. Gotharda, widziałem na niej sławny most dyabła, nareszcie po 9-dniowej podróży przybyliśmy do Lucerny, gdzie na nas nasze damy od 7 dni czekały, a przybyliśmy tam przez najpiękniejsze jezioro 4 kantonów. Byłem w kaplicy Wilhelma Tella; łódka nasza zatrzymała się przy skale, na którą bohater wyskoczył, Gesslera na jezioro odepchnąwszy; kaplica ta, tylekroć restaurowana, znajomą ci mamo, być musi. Wreszcie przez Berno wróciłem do domu; zastałem tam pełno cudzoziemców i może to z tej przyczyny wojaż zostawił mi jakiś ponury smutek i tęsknotę, bo z ciszy gór wszedłem nagle w gwar ludzi, którzy się na chwilę poznają, aby się znów rozłączyć i zapomnieć o sobie; gwar zimny, nie bawiący, nie dowcipny, nie rozumny, ale ów zwyczajny gwar świata...

Kaplica Wilhelma Tella w Szwajcarii, autor Aleksander Potocki (1776-1845) źródło Cyfrowa Biblioteka Narodowa. 

Środa z książką - Niespodziewany trup


W Kraśniku zawsze coś się dzieje, zwłaszcza w powieściach Małgorzaty Kursy. Znakomita to reklama dla tego niewielkiego miasta położonego w województwie lubelskim i mam nadzieję, że doceniona. Tym razem to redakcja lokalnej gazety i okoliczny bank stają się centralnym punktem zdarzeń. Otóż w Kraśniku ma miejsce napad na bank. Napad jest jak najbardziej prawdziwy, rabusie unoszą ze sobą sporą kwotę pieniędzy wykazując się jednocześnie dobrym sercem i nie robiąc krzywdy nikomu. Mniej więcej w tym samym czasie pani redaktor charakteryzująca się wybujałym ego i ambicjami  jak stąd do Krakowa traci życie. Policja łącznie z prokuraturą przystępuje do wykonywania swych podstawowych obowiązków, zespół redakcyjny też nie zamierza siedzieć z założonymi rękami. A dziadek Patrycji Ewy gotuje smakowite obiady dla córki i wnuczki. 
 Małgorzata Kursa skromnie mówi o sobie jako o  autorce czytadeł. Myślę, że określenie jest jak najbardziej trafne przynajmniej w moim rozumieniu, dotyczy książek, które  dobrze się czyta, książek, które poprawiają nastrój i lepiej działają na nasz organizm niż tabletki na uspokojenie. 
W "Niespodziewanym trupie" trochę w tle mamy  lekką nutę kryminalną, oraz - co najważniejsze - mnóstwo obserwacji zachowań nie tylko typowo małomiasteczkowych: układy, układziki, wzajemne popieranie się i lansowanie, wreszcie sceny z cmentarza, które mogą wydawać się wręcz absurdalne. Nic bardziej mylnego, niestety sama byłam świadkiem różnego rodzaju przepychanek cmentarnych i uczestniczenia w uroczystościach nie ze względu na ich charakter, a na osobę zmarłego, łącznie z pchaniem nosa do otwartej trumny. Ludzie niestety tak mają, zwłaszcza niektórzy, że dominującą w nich cechą jest ciekawość, którą chcą zaspokoić za wszelką cenę. 
Książkę przeczytałam z uśmiechem na twarzy, a zdarzyło mi się też kiwać ze zrozumieniem głową, tak się wczułam w sytuację niektórych osób. A zaraz potem mama wyciągnęła rękę i przepadła na dwa popołudnia, właśnie kończy czytać. 
I przekleństwo jest cudne, gratuluję pomysłu.
Polecam do czytania tym, którzy potrafią  chociaż  na moment wrzucić na luz, nabrać dystansu do siebie i do otaczającej ich rzeczywistości, zaparzyć kubek dobrej herbaty lub kawy, może być czekolada i na parę godzin przenieść się w świat książki gdzie miłość czasami się budzi, a przyjaźń i życzliwość wobec ludzi to zachowania normalne i nawet stara Majewska niczego nie jest w stanie zepsuć. 


czwartek, 30 maja 2013

Tydzień Słowackiego - podróż z Julem (5)

To do niej Słowacki pisał swe piękne listy - Salomea z Januszewskich Słowacka

...Góra Jungfrau, śniegiem pokryta, stoi jak olbrzym biały. Druga dolina Grindelwald, jeszcze piękniejsza, bo do niej wpływają dwie rzeki lodów; lody te aż do jej głębi dochodzą i promienna ich białość ślicznie odbija się wpośród muraw, drzew i kwiatów. Nigdy mi się nic podobnego nie śniło. Tam widziałem z gór spadające lawiny. Huk, podobny do piorunu, rozlega się po dolinie, ile razy bryła śniegu oderwie się z czoła gór. Matko moja, wystaw sobie, że najpiękniejsze słońce oświecało to wszystko, że wstawaliśmy o wschodzie, że oddychaliśmy wonią zroszonych kwiatów. Matko moja, jakieby to były czarujące wspomnienia, gdybym je sobie kiedy między wami mógł przypominać i o przeszłości marzyć!
Weszliśmy na Faulhorn, gdzie mało jeszcze było podróżnych. Oberża na tej górze jest najwyższem mieszkaniem w Europie. Wojażerowie chcąc patrzeć na okolicę, muszą wychodzić z domu kołdrami okryci; mróz nam dopiekał, ale też jaki widok! O zachodzie słońca mgły nas owiały i staliśmy na szczycie góry jak na pokładzie płynącego do nieba okrętu; słońce czerwone było od nas niżej na niebie, a jeszcze miało drogę do przebycia nim zaszło.Za nami z mgły wychodził ogromny szereg gór śniegowych, niktby w godzinie nie obliczył ich szczytów, a wszystkie były czerwone od słońca, ogniste..

Faulhorn ( źródło Wikipedia)
.


Zwróćcie uwagę na przepiękny, poetycki opis Alp. Przejeżdżałam wiele lat temu drogą wśród Alp położoną, nad ranem, ziąb niesłychany i widok zapierający dech w piersiach, potoki górskie we mgle, jakby zastygłe, zamarznięte, otoczone kropelkową mgłą. Urzekające w swoim pełnym prostoty i surowości pięknie.

środa, 29 maja 2013

Tydzień Słowackiego - podróż z Julem (4)

...Na zielonej równinie pod tą górą  leży sławne wodami miasteczko Lueche; żadne opisy nie odmalują wam zieloności szmaragdowej, którą widać w dolinie, tych domów białych, które po niej są rozsypane, tej góry żółtego koloru, tych gazowych chmur, które się wieszają po jej szczytach. A ja to wszystko widziałem. I znów po trzech godzinach drogi stąpaliśmy po gołych skałach, gdzieniegdzie śniegami pokrytych... i znów nic nie widać było, tylko skały, śnieg, czarne jezioro i niebo. Po zejściu z tej góry, na drugiej stronie znaleźliśmy jeszcze piękniejszą okolicę, jeszcze piękniejsze drzewa i kwiaty, i kaskady srebrne z gór spadające i prześliczne szalety. O matko! ileż razy w tych pięknych miejscach myślałem o tobie, ileż razy cisnął się do moich ust refrain Goethego:

Czy znasz ten kraj? znasz go, o moja miła?
Tam byłby raj, gdybyś ty ze mną była.


Po trudach pieszej podróży przyjemnie nam było siąść do łódki i przepłynąć jeziora Thun, Brienz, do sławnej Giesbach; gdym patrzył na nią przychodziła mi na myśl Zofiówka, a potem łańcuch myśli rozciągał się dalej, do Wierzchówki, byłem w Julinkach i chciałem głośno wołać zmarłych po imieniu. Po odwiedzeniu kaskady Giesbach, damy nasze, zmęczone i przerażone podróżą po przepaścistych górach, rzuciły nas i pojechały inną drogą do Lucerny, my zaś chłopcy, trochę smutni z rozłączenia się, trochę weseli z odzyskanej wolności, poszliśmy pieszo przez góry; tu dopiero wojaż nasz zachwycającemi nas zaczął karmić dolinami; Lauterbrunn i Grindelwald nic podobnego nie mogą mieć w naturze. W Lauterbrunn spada ze skał wysoka na 800 metrów kaskada  Staubbach, woda jej nigdzie się prawie o skały nie odbija, ale przez sam lot z takiej wysokości zamienia się na wstęgę mgły białej i leci na dolinę...
wodospad Staubbach ( źródło Wikipedia)

wtorek, 28 maja 2013

Tydzień Słowackiego - podróż z Julem (3)

Nie będzie ciebie mamo moja, interesował wojaż, wyszczególniający tylko miejsca popasu i noclegu; opiszę ci więc tylko niektóre bardziej zajmujące miejsca. Trzeciego dnia naszej podróży wędrowaliśmy do klasztoru św.  Bernarda. Wszyscy mężczyźni szliśmy pieszo dzień cały drogą, przez Napoleona wykutą; z obu stron ogromne góry, rzeka płynie przepaścią pod nogami, chaty nędzne, ludzie ubodzy. O wschodzie słońca spotkaliśmy w górach pogrzeb biednego człowieka. Kilkoro ludzi w łachmanach i ksiądz stanowili cały orszak, a śpiew pogrzebowy nie mógł przewyższyć szumu potoków. Mamo moja, jak ci ludzie wydawali się mrówkami! O godzinie piątej wieczorem wjechałem na mule w krainę śniegów, potem między skałami w ciemnem, mglistem powietrzu ukazał się klasztor. Ksiądz gwardyan w czarnym habicie stał na ganku, pies ogromny leżał na dziedzińcu jak z marmuru wykuty, za klasztorem błyszczało oprawione w skalistym brzegu czarno-ołowianego koloru jezioro. Spaliśmy w celach zimnych jak lodownie.Refektarz wygląda jak salon światowy, a siedzące koło kominka towarzystwo śmiechem i żartobliwą rozmową odstrasza wszelką myśl wzniosłą i smutną. Blizko klasztoru stoi mały domek gdzie składają się znalezione w śniegach trupy.Okropny to widok! W różnych pozycyach  zmarli siedzą, leżą, jedni do szkieletów podobni, drudzy czarną skórą powleczeni... okropny widok, mamo moja! Stamtąd weszliśmy znowu w uśmiechającą się krainę wiosny: po dwóch dniach podróży stanęliśmy u stóp góry Ghemi! Trzy godziny jechać na nią trzeba na mułach, a tak jest stercząca, że nie do góry, lecz do muru gładkiego jest podobna: droga w zygzak wykuta wisi nad przepaścią. Kto na tę górę nie wszedł, to stojąc u jej stóp wierzyć nie może, aby wejść można było...

Dzisiaj zgodnie z pogodą aktualną trochę straszno, trochę niesamowicie.
Mnich i psy św. Bernarda, obraz Johna Emmsa ( źródło Wikipedia)



poniedziałek, 27 maja 2013

Tydzień Słowackiego - podróż z Julem

Ze wzruszeniem przeczytałam wczoraj list Juliusza Słowackiego do matki i początek tego listu zamieściłam na blogu. List pochodzi ze starej książki bez okładki, którą dostałam w zeszłym roku - efekt czyszczenia półek u znajomych. Książka to "Wypisy polskie dla klas wyższych. Część II". Nie wiem czy przedwojenne, czy powojenne, czytając omówienia innych tekstów skłaniałabym się ku przypuszczeniu, że przedwojenne. Myślę, że jeszcze nieraz do nich sięgnę. A wracając do Juliusza Słowackiego. Dzisiaj imieniny Juliusza, poniedziałek. Traktując to jako omen cały tydzień poświęcę jednemu z Trójcy Wieszczów znakomitych. Zapraszam do lektury dalszego ciągu listu.
portret Juliusza Słowackiego autorstwa Jamesa Hopwooda


...Abyś mię sobie mamo, dobrze wystawić mogła, muszę ci opisać mój fantastyczny ubiór: miałem płócienną bluzę, haftowaną zielonym jedwabiem czy też włóczką, pas czarny skórzany, białe szarawary, kapelusz ze słomy białej i czarnej pleciony, dosyć nizki, z ogromnemi skrzydłami i opasany purpurową wstążką; do tego na grubej podeszwie trzewiki i kij, wyższy ode mnie, biały z żelaznym kolcem, jakiego zwyczajnie górale używają. W ubiorze tym wyglądałem tak młodo, że mi dawano lat piętnaście wieku. Towarzystwo nasze składało się z 9 osób: pani W., dwie jej córki, panna Maryanna, młoda, ale nieładna, dosyć jednak miła i mnóstwo mająca talentów, druga córka jeszcze dziecko.  Przy pannach była guwernantka Francuzka, panna M. trochę podtatusiała i ciągle zajmująca się botaniką. Trzech synów pani W., jeszcze jeden młody Żmudzin i ja. Towarzystwo to nie było tak przyjemne jakbym ja żądał, ale też nie było nieznośne, owszem, różnica charakterów podróżujących osób dobrą razem tworzyła harmonię. Najmłodszy z synów pani W. był naszym pajacem, ciągle nas śmieszył i bawił. Najstarszy, który niedawno stracił i pochował w grobie kochankę, był osobą melancholiczną towarzystwa: ja zaś, choć nie straciłem kochanki, byłem także osobą ponurą towarzystwa, nie zawsze jednak.
Rano 31 lipca statek parowy ruszył z nami, rzucając na miasto kłęby czarnego dymu. Widziałem przemijające jeziora brzegi, pożegnałem oczyma Paquis, i Paquis zniknęło. Koleją wysuwały się z jeziora Coppet, gdzie pani Stael mieszkała, potem Lausanne, za Lausanne Vevey, z drugiej zaś strony skały Meilleries, słowem, skąd kochanek Heloizy najpiękniejsze listy pisał. Przepłynęliśmy koło sławnego zamku Chillon i nakoniec wylądowaliśmy w Ville-neuve! Tam najęty powóz zawiózł nas do Bex, miasteczka sławnego solną fabryką i minami. Nazajutrz zwiedzaliśmy miny solne: pół mili prawie szliśmy podziemnymi drogami, niosąc w rękach lampy żelazne. Było w tej podziemnej podróży prawdziwie coś uderzającego imaginacyę, zwłaszcza rozsadzanie skały prochem...

imponujący średniowieczny zamek Chillon - źródło Wikipedia

Powyżej jeden z najbardziej znanych wizerunków Juliusza Słowackiego (źródło Wikipedia)