środa, 9 października 2013

Środa z książką - Doktor Muchołapski Fantastyczne przygody w świecie owadów


Gdy przeczytałam kilka fragmentów książki Erazma Majewskiego "Doktor Muchołapski fantastyczne przygody w świecie owadów" to wpadłam jak mucha w pajęczą sieć. Książkę mieć musiałam, tak mnie jej treść zafascynowała. Bo kogóż nie zafascynują przygody Jana Muchołapskiego doktora rzeczywistego Wszechnicy Jagiellońskiej, a przy okazji doktora honoris causa uniwersytetów w Oxfordzie, Heidelbergu i Jenie. Człowieka bez reszty poświęconego pracom badawczym nad światem owadów. Poważnego entomologa, który dla nauki jest gotów dosłownie na wszystko, nawet na pozostawanie w stanie kawalerskim. Bo pomyślmy, która panna chciałaby za męża człowieka, który zapomina o własnym ślubie i czas zarezerwowany na tenże ślub spędza na drzewie tropiąc unikatowy okaz łowika.
 I tak już pozostało, a doktor Muchołapski całe swe życie poświęcił entomologii - nauce o owadach. Gdy przez przypadek trafił do niego list lorda Puckinsa ( list maleńki jak ziarenko piasku), Muchołapski nie czekając ani chwili podążył do Londynu, by lorda - ofiarę własnego ekscentryzmu - natychmiast ratować. Niestety, najpierw z przepastnego kufra trzeba było wydobyć drugą flaszeczkę eliksiru Nureddina. Z flaszeczką eliksiru podążył w Tatry, na łąkę, w przestrzeniach której zaginął zmniejszony do rozmiarów muchy lord Puckins. Doktor Muchołapski nie wahając się wypił kilka kropli eliksiru i także zmniejszył się do rozmiaru ważki. W ten sposób rozpoczął przygodę swojego życia.
Czytam o przygodach doktora Muchołapskiego z zapartym tchem, jednocześnie poszerzając moją bardzo skromną wiedzę z dziedziny entomologii. Zaczynam inaczej patrzeć na muchy, pająki i różnego rodzaju i nieznanej mi nazwy żyjątka. Mają swój świat, swoje zwyczaje i takie jak inne zwierzęta prawo do życia - jakże interesującego, gdy się z uwagą przyjrzeć.
 "Doktor Muchołapski"  to książka, której się nie połyka, jeżeli chcemy z jej czytania wynieść dla siebie choćby minimum wiedzy, poświęćmy jej czas czytając codziennie jeden rozdział. Przyjemność czytania będzie trwała dłużej, a  wiedza pozostanie. To także książka dla całej rodziny, nie od rzeczy byłoby przypomnieć zwyczaje wspólnego czytania, treść książki napisanej piękną polszczyzną zainteresuje tak dziecko jak i jego rodzica, a nawet dziadków. A wspólne czytanie zintegruje rodzinę. 
"Doktor Muchołapski  - Fantastyczne przygody w świecie owadów"  został napisany w 1890 roku i nadal jest świetną, wzbogacającą wiedzę lekturą. 
Książka ta otwiera serię "Małe Zeszyty" przeznaczoną dla młodzieży i została opracowana przez Zeszyty Literackie wspólnie z Wydawnictwem Podpunkt. Ilustrowała Emilka Bojańczyk.
Książka została niezwykle starannie wydana. Twarda, solidna okładka przywodząca na myśl książki przedwojenne lub podręczniki, z których niejedno pokolenie miało korzystać i kremowy, wysokogatunkowy papier sprawiają, że już samo przeglądanie książki (piękne ilustracje) staje się przyjemnością. 
Wprawdzie do Mikołaja i do Świąt pozostało jeszcze trochę czasu, ale jeżeli ktoś już zastanawia się nad prezentem, który ucieszy całą rodzinę, to polecam "Doktora Muchołapskiego". 
A do przygód sławnego entomologa, którym lata temu zachwycał się Czesław Miłosz, jeszcze tutaj powrócę. Są fascynujące.
Dla tych, którzy chcieliby poznać Doktora Muchołapskiego podaję stronę :https://www.facebook.com/doktor.mucholapski?fref=ts

wtorek, 8 października 2013

Joanna już tutaj nie mieszka

Wiadomość o śmierci pani Joanny Chmielewskiej przyjęłam z niedowierzaniem, tak jak głupi żart nieusprawiedliwiony datą pierwszy kwietnia. Niestety to była prawda, bardzo smutna prawda dla wielbicieli Jej talentu, dla ludzi zakochanych w Jej książkach. Pamiętam jak kilka lat temu umarła Alicja, czułam się tak jakbym straciła kogoś bliskiego, bo Alicja była autorytetem w kwestiach ogrodowych, na przykład. I tak dyskutując w domu czy wysadzać cebulki, czy nie, powoływałam się na przykład Alicji, która cebulek nie wysadzała. Miała ich, bagatela, w swym ogrodzie trzy tysiące. 
Każdy gorszy, zły, albo i tragiczny dzień ratowałam lekturą książek pani Joanny. Skoro Lesio jakoś poradził sobie z problemami i księgową Matyldą, to i ja jakoś wybrnę z kłopotów. Skoro poradziła sobie pani Joanna, to cóż, kobiety muszą sobie radzić. I smutno mi i żal bardzo, że już nigdy nie będę czekała z niecierpliwością na nową Chmielewską. Ale jeszcze nie raz posłucham i przeczytam wywiady z Nią - pełne ciepła, energii i tej stawiającej na nogi ironii. 
Nie wiem ile razy jeszcze przeczytam "Lesia", "Całe zdanie Nieboszczyka", "Romans wszechczasów", "Boczne drogi", "Depozyt", i wiele, wiele innych. Nie sposób wymienić wszystkie, wszak jest ich ponad sześćdziesiąt. Ale wiem, że zawsze będą ze mną.

środa, 25 września 2013

Środa z książką - "Cień gejszy"


Na "Cień gejszy" 'polowałam" od czerwca. Cały czas wypożyczony, niedostępny. Byłam szczęśliwa, gdy dwa tygodnie temu w czasie kolejnej wizyty w bibliotece ujrzałam książkę Ani Klejzerowicz na półce z kryminałami. Oczywiście od razu przytuliłam do chudej piersi i już spokojnie wybierałam następne pozycje do czytania. Przeczytałam szybko, zbyt szybko i już teraz wiem, że przeczytam drugi raz, a zapewne i trzeci, i za każdym razem odnajdę w książce coś nowego, innego. Jedno tylko stale będzie mi towarzyszyło - nieuchwytny cień gejszy. 
Gdańsk współcześnie i Japonia, 1905 rok. Dwa jakże odległe światy, ale jak interesujące. I teraz i lata temu giną ludzie. Ludzie, którzy mogliby żyć wiele lat, gdyby nie otarli się o sprawy związane z dużymi pieniędzmi, wpływami i władzą. 
Nie będę przybliżała treści książki, by nie psuć przyjemności czytania. To książka dla  osób zainteresowanych nie tylko historią Japonii, ale też historią relacji Wschód-Zachód. Dla rozmiłowanych w sztuce, i dla tych, którzy lubią przy czytaniu co jakiś czas zamykać oczy i obserwować poczynania bohaterów, którzy w wyobraźni ożywają  i zostają z nami na dłużej niż czas czytania.
Bardzo polecam.

19 września 2014, "Cień gejszy" zawitał do mojego domu i zostanie już w nim na zawsze. 16-ego września miała miejsce premiera drugiego wydania książki.
Podążajcie za cieniem gejszy - warto.

wtorek, 24 września 2013

Mamy jesień

Czas leci nieubłaganie a ja mam tyle zaległości, że sama nie wiem od czego zacząć. Bo życie to nie Facebook, nie Internet tylko codzienna praca zawodowa, pielenie ogrodu, porządki w domu. Cieszę się, że moja praca zawodowa nie polega na siedzeniu 8 godzin w jednym miejscu, bo znając siebie zapewne bym nie wytrzymała. A tak całkiem miło mi się pracuje.
 Ogród, cóż zarośnięty teraz chwastami, trawę trzeba pielić i uczynić wysiłek aby wyjść z domu. Jak już wyjdę, to nie mam ochoty na powrót. Tylko czasu ostatnio zbyt mało było, a pracować w ogrodzie najlepiej w południe, a nie gdy się człowiek wygrzebie, tak po siedemnastej ;) 
W domu też trzeba zabrać się za porządki. Ze sporym zdumieniem śledziłam pełne podniecenia  relacje na temat śmieci i ich odbioru. U nas od lat jest stosowana segregacja śmieci, ludzie mają już wyrobiony nawyk i nikt z tego problemu nie robi. Dostajemy informację kiedy odbiór śmieci "zwykłych", kiedy segregowanych, kiedy wielkogabarytowych, kiedy chemii. Ponieważ jutro odbierają śmieci wielkogabarytowe, wczoraj spędziłyśmy czas na czyszczeniu kątów ze starych odkurzaczy ( nieczynnego na pewno nie naprawię zwłaszcza, że zniszczyłam go odkurzając beton), dekoderów, ( nie miałam pojęcia, że mam ich tyle, to efekt zmian sprzętu w ramach abonamentu), drukarki ( tylko jedna, za to dziwnie uszkodzona, sprężyna mi z niej wyskoczyła w czasie drukowania i nie chciała się dać włożyć z powrotem). Poza tym myszy do komputera, od lat nie korzystam z myszy przy laptopie, antena taka na duży telewizor, od dawna nieczynna i radia. Czynne jak najbardziej,może się komuś innemu przydadzą. Zapakowałyśmy wszystko elegancko, zaraz się miejsce zrobiło na regały, które przywiozę w czwartek i w końcu wyjmę książki z pudeł. Oczywiście zaraz zacznę odkładać te, które koniecznie muszę przeczytać i sterta zacznie się chwiać.
Już nie wspominam o pracach związanych z recenzowaniem, przeczytane książki czekają na swoją kolej, a ja muszę się sprężać, bo tyle ich czeka na swoją kolej.
A tak naprawdę najchętniej z kubkiem gorącego kakao zaszyłabym się w jakimś przytulnym kącie i czytała... czytała. Przed chwilą znowu zaczął padać deszcz. Mamy jesień.

niedziela, 15 września 2013

"Wyszedł z domu i nie wrócił" premiera 20 września :)

Dzisiaj garść informacji o mojej nowej książce. Powoli zbliżamy się do dnia premiery, czyli 20 września. Jednocześnie książka będzie miała swoją promocję w Galerii Książki w Oświęcimiu. Cieszy mnie to bardzo, ponieważ z naszą biblioteką kapitalnie się współpracuje, a ludzie przychodzą do niej dlatego, że chcą, a nie dlatego, że muszą. Swoją drogą jestem bardzo ciekawa kto przyjdzie na spotkanie :)
 Pisanie tej książki sprawiło mi wiele radości, włożyłam w nią wiele emocji starając się pokazać moje miasto inaczej niż pokazuje się je zazwyczaj. Książka powinna zaciekawić także tych, którzy w kryminałach szukają różnych ciekawostek, informacji, a nawet zaskoczeń. Bo oczywiście intryga kryminalna też jest, jak to w kryminale ;)
Ucieszyłam się bardzo, że "Wyszedł z domu i nie wrócił" został Książką miesiąca serwisu Zbrodnia w Bibliotece http://www.zbrodniawbibliotece.pl/kronikakryminalna/3442,ksiazkamiesiaca-wyszedlzdomuiniewrocil/

Zapowiedź książki także na stronie Wydawnictwa Oficynka: http://www.oficynka.pl/katalog/wyszedlzdomuiniewrocil/

I jeszcze jedno:) Możecie wygrać jeden z pięciu egzemplarzy "Wyszedł z domu i nie wrócił". Na stronie http://www.facebook.com/KsiazkaZamiastKwiatka  do 24 września trwa konkurs. Czekam na Wasze opisy tras jesiennych spacerów. Dokąd się wybieracie: do lasu, w góry, nad jeziora, a może o siódmej rano ćwiczycie kondycję na ścieżce zdrowia?  A może spacer w muzeum, niekoniecznie prawdziwy, może wirtualny. Spacer wgłąb dobrej książki... to nie musi być w spacer dosłownie :) Czekam na Wasze opowieści :)
A na koniec zdjęcie, musiałam je zrobić ;)

Ja obok Janusza Głowackiego na tablicy z ogłoszeniami w naszej bibliotece. I tak na każdym piętrze i na drzwiach wejściowych. Po prostu niesamowite! A Janusz Głowacki w Oświęcimiu już 27 września, o godzinie 17 tej odsłonięcie jego tablicy w Alei Pisarzy (jedyna taka aleja w Polsce) a potem spotkanie autorskie.
Zapraszam na oba spotkania.

środa, 11 września 2013

"Wyszedł z domu i nie wrócił" - premiera 20 września :)

Już za dziesięć dni ukaże się moja nowa książka. Czekam z niecierpliwością na premierę i z ciekawością na reakcje czytelników :) 
Trochę odpoczywam, porządkuję papiery, chowam wszystkie związane z podwójnym nieboszczykiem. A na początek niespodzianka : "Wyszedł z domu i nie wrócił" książką miesiąca serwisu Zbrodnia w Bibliotece 
link: www.zbrodniawbibliotece.pl/kronikakryminalna/3442,ksiazkamiesiaca-wyszedlzdomuiniewrocil/


Oświęcim, Stare Miasto, zabytkowy cmentarz parafialny - miejsca pełne tajemnic, to teren akcji mojej najnowszej książki - kryminału z przymrużeniem oka :)
Ciekawa jestem który z bohaterów najbardziej przypadnie Wam do serca, są bardzo nietypowi :)
Pozdrawiam
Iwona

wtorek, 3 września 2013

Poker z rekinem :)

Nie mogę rozstać się z Darią  Doncową i z pewnym przygnębieniem myślę, że kupiłam tylko cztery tomiki. Tyle tylko było. "Manikiur dla nieboszczyka" skończyłam i płynnie przeszłam do "Pokera z rekinem". 
Tam to się dopiero dzieje, a dzieje. Eulampia już prawie zadomowiona u Katii, wczesnym rankiem odbiera zagadkowy telefon od pewnej kobiety. Kobieta twierdzi, że została zamordowana i rzeczywiście, gdy Eulampia rzucając wszystko spieszy jej pomocą,  w mieszkaniu znajduje zwłoki kobiety. Eulampia wiedząc, że nieboszczce  nie pomoże w popłochu opuszcza mieszkanie. Zwłaszcza, że na głowie ma już jedną sprawę do rozwikłania. Jest to sprawa zniknięcia pewnej młodej kobiety, żony człowieka bogatego. Kobiety, która w trakcie prowadzonych przez Eulampię poszukiwań, staje się coraz bardziej tajemnicza, a przyczyna jej zniknięcia nadal nieznana. Lampa z właściwym sobie urokiem i beztroską bada sprawę i mota tropy. Gdy dostaje zlecenie od bogatego producenta filmowego by odnaleźć prawdziwego zabójce kobiety z mieszkania, ani przez moment nie przypuszcza w co się pakuje. 
Wszyscy płaca w dolarach kolosalne kwoty, zbliżają się święta, a rodzinie potrzebne są pieniądze. Nikt nawet nie pomyśli o sprzedaży obrazów z kolekcji ojca Eulampii, czy pozbyciu się daczy na wsi. 
Książki Doncowej z Eulampią w roli głównej czyta się świetnie. To zgrabnie napisane historie kryminalne, które pomimo całkiem przekonujących morderstw, dają odrobinę oddechu i wypoczynku.
 Oraz uśmiechu :)

sobota, 31 sierpnia 2013

Ostatnia noc sierpnia




Tekla od rana przygotowywała się do pracy. Do nowej pracy. Miała dwadzieścia dwa lata, od dwóch lat samodzielnie mieszkała i pracowała, jakoś sobie radząc. Pracę na poczcie w Nowojelni wspominała dobrze, ale jednak praca w sądzie to nie praca na poczcie, a właśnie od pierwszego września miała rozpocząć pracę w sądzie w Baranowiczach. Już wybrała sukienkę, tę w której były z siostrą w ruinach zamku Giedymina, beżowa, jedwabna, z okrągłym kołnierzykiem i krótkimi rękawami. Dwa rzędy szylkretowych guzików i pasek z takąż klamrą doskonale zastępowały biżuterię, której Tekla nigdy nie miała. Chciała wyglądać elegancko i profesjonalnie, by nie zawieść wymagań takiego pracodawcy. Sukienka już wyprasowana wisiała na drzwiach szafy, na podłodze, na sznurkowym chodniczku stała para beżowych czółenek. Tekla wzrokiem generała ogarnęła skromniutki pokój i jeszcze raz sprawdziła zawartość nowej torebki: dokumenty, świadectwo maturalne, wytarty pugilares, który dostała od babci Julii, biedna już od czterech lat nie żyła, a ileż to zamieszania z tą jej śmiercią było! Życie zresztą też nielekkie miała!
Tekla westchnęła, żałując w duszy babcię i postanowiła od razu umyć włosy. Zanim zagrzeje wodę, zanim umyje, zanim zakręci na wałki, nie od dziś, nawet umiejętnie czesała włosy jak Smosarska. Te piękne fale wymagały pracy i cierpliwości. 
Coś tam ludzie przebąkiwali o wojnie i nawet niektórzy rozbili zapasy, ale przecież któż rozpoczyna wojnę w pierwszy dzień szkoły, w pierwszy dzień jej pracy. Nie zwracała uwagi na to gadanie, musiała myśleć o sobie i swojej przyszłości. Rano szybko się wyzbierała  i pobiegła do sądu. Pracować. Nie przypuszczała ani przez moment, że jej praca potrwa niespełna dwa tygodnie, a pierwszą i jedyną czynnością będzie wypisywanie więźniów. Zapłacili jej sporo pieniędzy, wystarczyło na utrzymanie i na uprząż dla konia, ojciec zaraz kupił porządną, nie do zdarcia. I prawda, służyła długo. A Tecia? Musiała pożegnać się z pracą w sądzie i rozpocząć pracę w centrali telefonicznej.
Zaczęła się wojna.

piątek, 30 sierpnia 2013

Kawiarenka Książka Zamiast Kwiatka -zapraszamy :)

Dzisiaj na stronie mojego bloga pojawił się nowy link, specjalny bo prowadzący do Kawiarenki Książki Zamiast Kwiatka. Jakiś czas temu znalazłam się w składzie Zespołu Redakcyjnego KZK, sprawia mi to przyjemność i trudną do przecenienia frajdę oraz jest ilustracją powiedzenia, że na nowe doświadczenia w życiu nigdy nie jest za późno. 
Gdyby mi ktoś rok temu powiedział, że wydam książkę, ba! że nie skończy się na jednej, a siłą rozpędu będę przechodziła od jednej do drugiej, że w czasie wolnym będę robiła to co lubię najbardziej, czyli pisała i czytała, to bym się w czółko poklepała. Takie rzeczy w życiu się nie zdarzają. A jednak... 
Dlatego dzisiaj zapraszam do odwiedzania strony naszego bloga. Blog jak każdy jest budowany od podstaw, z każdym dniem przybywa mu treści, i mamy nadzieję, że będzie przybywało odwiedzających, zwłaszcza, że nie wszyscy mają konta na Facebooku, gdzie strona ma swoją bazę i licznych fanów. Na blogu można przeczytać wywiady z pisarzami, recenzje książek, felietony z życia wzięte Małgosi Kursy. Można też wejść na blog i poprzez blog wejść na czaty z pisarzami, które co piątek prowadzone są na stronie KZK na Facebooku.
I jeszcze, a propos czaty: dzisiaj czat z Vincentem V. Severskim autorem "Nielegalnych" i "Niewiernych".
Prawdziwy agent wywiadu będzie odpowiadał na pytania czytelników. Na żywo, komentarz za komentarz :)
Zapraszam.

środa, 28 sierpnia 2013

Ciemno, zimno i do domu daleko... Manikiur dla nieboszczyka

a w domu czeka Daria Doncowa:)
Dni teraz coraz krótsze, słońce i owszem wychodzi spoza ciemnych chmur, ale jesień czuć już w ogrodzie i w kościach coraz starszych. Zimno nadchodzi, gospodarze ściągają opał do piwnicy, a po mojej ulicy z furkotem jeździ samochód dostawczy składu opału. Do takich dni trzeba się przyzwyczaić i przejść w nie w miarę płynnie. Szybciej zapalać światło, pić czekoladę na dobry nastrój i czytać pogodne książki. 
W zeszłym tygodniu robiłam zakupy w Kauflandzie, bodaj w piątek. Po stoisku ze słodyczami, które minęłam usiłując nie patrzeć na te zastępy czekolady, nie widzieć ukochanej chałwy orzechowej i chrupiących wafelków Prince Polo, jako następne ulokowane jest stoisko z książkami, w sumie jeszcze prasa i książki. Ale akurat to mniejsze wypełnione było tanimi książkami w wersji pocket, czyli kieszonkowej po prostu. Gdy zobaczyłam "Manikiur dla nieboszczyka" za 4.99, to nie było zmiłuj, kupiłam. Szybko przeczytałam, a w poniedziałek pobiegłam sprawdzić czy jest więcej Doncowej. Było, dlatego jestem szczęśliwą posiadaczką "Pokera z rekinem", "Słodkiego padalca" i 'Przesyłki dla kameleona".
"Manikiur dla nieboszczyka" to świetny kryminał, który wprawdzie bazuje na przypadkach i zbiegach okoliczności, ale one ( przypadki) zdarzają się naprawdę dużo częściej niż jesteśmy sobie w stanie wyobrazić.Młoda kobieta Eufrozyna, harfistka z zawodu, wiedzie leniwe życie u boku bogatego męża. Mąż utwierdza ją w przekonaniu, że jest chora i nie nadaje się do niczego. Przypadek sprawia, że tenże  mąż pokazuje swe prawdziwe oblicze i biedna niedojda zamiast zrobić karczemną awanturę ucieka z domu. Chce popełnić samobójstwo.
Nie wyszło.  Eufrozyna wpadła pod koła samochodu, rozlatującego się Żiguli, prowadzonego przez Katię. Ocalała. Potem Katia została porwana, a już wtedy Eulampia musiała wyrwać ją z rąk porywaczy.Oraz nauczyć się wyprowadzać i karmić psy, koty, ropuchę Gertrudę oraz liczną rodzinę Katii. Musiała nauczyć się sprzątać i gotować. I radzić sobie w życiu bez pomocy innych. 
Świetnie się czyta, książka zdecydowanie dla zwierzolubów nie tylko lubiących kryminały.
A to co zdarzyło się Lampie można skwitować powiedzeniem: "Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło".
 Czego wszystkim w życiu powszednim życzę

niedziela, 25 sierpnia 2013

Myśli z gazety

Robię porządki w papierach. Zazwyczaj porządki zbiegają się z intensywnym poszukiwaniem "czegoś" zdjęcia, karki sprzed lat, przepisu Dziadka na tort makowy, albo moich notatek, które położyłam tak  żeby były pod ręką, a one... przepadły. Babcia mówiła w takich sytuacjach, że diabeł nakrył ogonem i z pewnym naciskiem w głosie zwracała się o pomoc do świętego Antoniego.
Na razie nie znalazłam tego, czego szukam. Ale znajdę, zapewne wtedy jak przestanę szukać.
W zamian na stole leży kilka wycinków ze starych gazet, a w nich MYŚLI. Ponieważ boję się, że za chwilę te myśli odfruną w inne rejony mojego domu, przepisuję je dla pamięci. Zwłaszcza, że myślę podobnie tylko nie potrafię tego tak jasno wyrazić.

Ludzie bardziej cenią swoje mniemania niż rzeczywistość.
Monteskiusz

Autorów sądzą ich dzieła.
Cyprian Kamil Norwid

Artysta, który przejmuje się sądem potomnych, nie może być wolny.
Pablo Picasso

Doświadczenie jest jedynym korektorem praw.
Tytus Liwiusz

Najlepszy mikroskop nie przyczyni się do rozwoju nauki, gdy się go trzyma w szafie.
Ludwik Hirszfeld

Ten, kto nie pamięta przeszłości, będzie skazany na to, że ją przeżyje powtórnie.
George Santayana

Między duchem a materią pośredniczy matematyka.
Hugo Dionizy Steinhaus

Warunkiem porozumienia się jest wspólność słownika, zwłaszcza słownika myśli i uczuć.
Karol Irzykowski

Pieniądze są tylko środkiem, by móc przestać myśleć o pieniądzach.
Luis Aragon

Świat zwykł pod niebiosa wychwalać ludzi przyzwoitych i hojnych, li tylko dlatego, że na ich zgubie żyje.
Ivo Andric

Są tacy, którzy umieją tasować karty, ale nie umieją w nie grać.
Franciszek Bacon

Każde doskonałe dzieło sztuki jest moralnym postępem ludzkości.
Ludwik van Beethowen


środa, 21 sierpnia 2013

Środa z książką - "Ludzie dobrej woli"

Od czasu do czasu przypominam na blogu o książkach, które z różnych względów są ważne. "Ludzie dobrej woli" to: "Księga pamięci mieszkańców ziemi oświęcimskiej niosących pomoc więźniom KL Auschwitz". Pod redakcją Henryka Świebockiego wydana przez Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau Towarzystwo Opieki nad Oświęcimiem. Dla wielu z nas, żyjących w Oświęcimiu, to pozycja ważna i dobrze, że powstała. Ostatnio dość często do niej zaglądam, przypominam sobie nazwiska ludzi i historie z nimi związane. Gdyby nie ryzyko jakie podejmowali ci ludzie wielu więźniów by nie przeżyło. 
Nie sposób opowiedzieć taką książkę, a wymienienie nazwisk jednych krzywdziłoby drugich, wszyscy są bardzo zasłużeni i wszyscy narażali życie, dlatego niejako w zamian historia, której nie ma w książce, a zdarzyła się naprawdę.

Mój pradziadek Jan Matyja z zawodu był murarzem. Przed wojną pracował jako żandarm w Magistracie, zajmował się między innymi dokarmianiem ubogich mieszkańców Oświęcimiu, były to działania prowadzone z ramienia urzędu. Ale pradziadek umiał wszystko, naprawiał instrumenty muzyczne, a nawet je konstruował, naprawiał zegary, grał w orkiestrze i właśnie murował. Jak przyszła wojna i wysiedlenia mieszkańców Oświęcimia  pradziadek z prababcią i dziećmi zostali w mieście. Jako murarz musiał iść do pracy w obozie i murować po kolei co kazali. Szedł tam na cały dzień, a gdy wracał do domu to nigdy nie opowiadał co tam widział. Na początku mógł chodzić do obozu w czapce, a pod czapką przynosił zazwyczaj chleb dla pracujących więźniów. Na przerwę obiadową wychodził poza bramy obozu, ciocia przychodziła z manierką, pradziadek zjadał i wracał  do pracy. Właśnie wtedy esesmani nakryli jednego z więźniów jak podnosił chleb z rowu. Kazali ustawić się w szeregu pracującym tam ludziom; więzień miał wskazać kto dał mu chleb. Zatrzymał się przy pradziadku, długo się przyglądał, kazał zdjąć czapkę, włożyć ją  z powrotem, potem przeszedł kilka kroków dalej i wskazał kogo innego. Ten człowiek nie przeżył. 

wtorek, 20 sierpnia 2013

Motto


Ludzie bardziej cenią swoje mniemania niż rzeczywistość.


Do przemyślenia, Monteskiusz wiedział co pisze :)

niedziela, 18 sierpnia 2013

Trawa bywa różowa

Jakiś czas temu obejrzałam program w telewizji o zabijaniu w dzieciach wyobraźni. Mądry program to był, stawiający na edukację poprzez zabawę i rozwijanie wyobraźni. Jedna z osób, być może przedszkolanka opowiadała o tym jak dzieci malowały przyrodę. Malowały drzewa, kwiatki, zwierzęta, i co tam im przyszło do głowy. Jak to dzieci, nie pod kreskę, z fantazją. Jedno z dzieci namalowało różową trawę. Przyszła mama i zamiast pochwalić inwencję  swojego dziecka powiedziała: "a dlaczego namalowałeś różową trawę, przecież trawa jest zielona. Musimy to poprawić."Wzięła zieloną kredkę i zamalowała różową trawę.
 Popatrzyła na rysunek z punktu widzenia człowieka dorosłego, poważnego i zasadniczego. A przecież dla niektórych ludzi trawa przez całe życie mieni się kolorami tęczy. To ci, którym otoczenie pozostawiło swobodę wyboru i nie przykrawało ich do szarej rzeczywistości. I nie myślę  tylko o malarzach, pisarzach, kompozytorach, czy projektantach mody, czyli zawodach w których wyobraźnia i umiejętność patrzenia inaczej ma znaczenie. Myślę też o innych  twórczych zawodach. Powiedzmy szewc, który szyje buty, to jest ktoś całkiem inny niż szewc, który zszywa rozdarcia i montuje fleki. Widziałam buty szyte przez szewca, takie małe cuda pięknie wykończone, dopasowane, tu skóra, tam zamsz, tu obszycie bez którego ten but wyglądałby zupełnie inaczej. To trzeba kochać. Albo kaflarz. W piątek oglądałam kafle pochodzące z XVI wieku, w gablocie sobie leżą u nas na zamku. Piękne, zielona emalia pokrywa wzory, a to jeździec na koniu, a to herb księstwa oświęcimskiego. Artystyczna robota. Niedawno podziwiałam kafle wykonywane współcześnie, też piękne były.
A ulice nasze pełne ludzi. Śpieszą się ci ludzie, biegną, nie zwracamy na nich uwagi i nagle zaskoczenie, wśród tłumu widzimy kogoś innego. Może to kobieta w fantazyjnym kapeluszu na rudych włosach, a może młoda dziewczyna w powłóczystej  spódnicy wyglądająca jakby zeszła z dziewiętnastowiecznego obrazu. Jest inna, zapiera dech w piersiach. Potem przez kilka dni o niej pamiętam, zaintrygowała mnie. Miała odwagę ubrać się inaczej. Bo inny nie oznacza gorszy. Innemu nikt w dzieciństwie nie zamalował różowej trawy na zielono.
A program przypomniał mi się za sprawą "Zeszytu z aniołami" Moniki Madejek. Koniecznie muszę przeczytać tę książkę dla dzieci. Nie mam wprawdzie dziesięciu lat, ale coś czuję, że to lektura w sam raz dla mnie.

czwartek, 15 sierpnia 2013

Zapraszam do czytania - wywiad ze mną na blogu: Pasje i fascynacje mola książkowego :)

Piękną pogodę dzisiaj mamy, w sam raz na spacery, do których wolny dzień zaprasza. Rano poderwałam się na równe nogi, nie było jeszcze siódmej a nad głową słyszałam niespotykany łomot. Po chwili przypomniałam sobie, że to nie sąsiedzi demolują okolicę, tylko ptaki wydziobują smakowite kąski z zakamarków rynien, blachodachówki, onduliny i czym kto ma dach pokryty. Podążyłam na piętro by sprawdzić czy dobrze myślę i przegoniłam chmarę łobuzów, przeniosły się na sąsiedni dach i na latarnię. Nikt by nie uwierzył z jaką zajadłością, jak głośno może niezbyt przecież wielki ptaszek ( sroka, kawka) uderzać dziobem w czyszczoną powierzchnię.

poniżej link do wywiadu :) odpowiadałam na pytania zadawane przez blogerki :)
to ogromna przyjemność odpowiadać na tak fajne, ciekawe pytania, dziękuję.
zapraszam do czytania.

środa, 14 sierpnia 2013

Środa z książką - "Strategia wiewiórki" - W świecie zwierząt znajdziesz receptę na życie.


Świat zwierząt i ich zachowania - ciekawe, inspirujące, mądre po prostu.
Obserwuję ptaki, z kuchennego okna mam widok na ogród, na drzewa, widzę jak radzą sobie wróble, jest ich bardzo dużo w tym roku, jak wydziobują nasiona wśród traw, jak panoszą się wśród rozchodników i dopraszają o jedzenie. Siadają na sztachetach płotu rzędem i pokazują mi jaka z nich zdyscyplinowana gromada, a jednocześnie prowokują do myślenia o nich. 
Sroki o swoje dopominają się z wrodzoną im bezczelnością i wdziękiem. Kawki, szpaki, nawet dudek i nietoperze ukryte pod załomkami dachu - oni wszyscy muszą  sobie radzić w życiu. Tak samo dwie wiewiórki trenujące refleks psa - czekają aż drzewa zaczną spadać orzechy - źródło zapasów mają niejako pod łapką. 
Warto przeczytać tę książkę, by dowiedzieć się więcej o zwyczajach zwierząt i by dowiedzieć się więcej o nas.
Poniżej fragment tekstu - każdy rozdział podsumowują Rady Wiewiórki:

" Pozwól się pociągnąć delfinowi przez spokojne wody! Przywyknij do uważnego stylu życia, powstrzymując się w pracy od wykonywania kilku zadań naraz: podczas rozmowy telefonicznej świadomie odwróć się od monitora. Tak czy owak, nie możesz równocześnie odpowiadać na e-maile. Sprawy, które zacząłeś doprowadzaj do końca i zamykaj drzwi, kiedy chcesz, by nikt ci nie przeszkadzał.Również w domu poświęć więcej uwagi twojemu skupieniu, jedzenie będzie cię bardziej zachwycać, jeżeli wyczujesz smakiem jakiego oleju twoja partnerka dodała do sałatki. A przyjaciółka ucieszy się, jeżeli również po dziesięciu minutach będziesz rejestrować to, co ci opowiada. Zwracaj uwagę na swoich bliźnich i spróbuj ich naprawdę słuchać, nie tylko jednym uchem. 
Delfin potrafi odczytać nawet najbardziej zakamuflowane niewerbalne komunikaty, gdy skoncentruje się na jakimś człowieku. Niech jego głośne klikanie obudzi cię ze snu!"

wtorek, 6 sierpnia 2013

Zdjęcia z Oświęcimia - Planty

Dzisiaj zdjęcia, o których pisałam wczoraj, nie wszystkie, ale komputer tak mi się grzeje i wolno chodzi, że aż się boję by się nie zepsuł. Upał doskwiera wszystkim: ludziom, zwierzętom i sprzętom. Miło byłoby pomoczyć nogi w Sole, albo chociaż popatrzeć na zdjęcia. Woda przezroczysta i dzisiaj idąc przez kładkę przechyliłam się i dostrzegłam srebrzyste rybki żwawo pływające. Mój wujek łowił kiedyś w Sole brzany, trocie i ukleje. Nie wiem,które przetrwały:)





Piękna wieża z kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny

Muzeum Zamek w Oświęcimiu - widok od strony Plant

Oczywiście Soła

Planty


Motyle fruwające pod stopami :)

Widok wieży kościelnej od strony Plant

Nadal Planty

I mój cień, jaka woda przezroczysta !

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Moja nowa książka "Wyszedł z domu i nie wrócił" :)


Dzisiaj w godzinach dopołudniowych spacerowałam nad Sołą, poszłam na Planty opisane w "Wyszedł z domu i nie wrócił". Zrobiłam mnóstwo zdjęć miejsc opisanych w książce. Spacer Plantami jedyny na takie upały, mnóstwo ludzi przechadzało się, odpoczywało siedząc na ławce, albo mocząc nogi w Sole. Chciałam koniecznie sfotografować kaczki pływające blisko brzegu, niestety zwietrzyły niebezpieczeństwo popularności i szybko odpłynęły :)
Zdjęcia będą jutro, dzisiaj, po raz pierwszy publicznie okładka do mojej nowej książki, która ukaże się już we wrześniu, czyli za miesiąc.
I już jutro, przy okazji zdjęć trochę więcej o książce i miejscach, w których toczy się akcja.
Pozdrawiam :)

sobota, 3 sierpnia 2013

Ostatnia Wielkanoc Imperatora




Z niecierpliwością, a nawet utęsknieniem czekałam na drugą, nie ostatnią, część "Antykwariusza". Gdy przyniosłam wymarzoną książkę do domu najpierw sprawdziłam kto tłumaczył, nadal Jan Cichocki, mogłam być spokojna o ciągłość stylu co przy tej książce niezmiernie ważne. Pierwsze zdania stanowiły ciągłość do ostatnich w Antykwariuszu, tak jakbym po prostu przełożyła następną kartkę.www.inkella.blogspot.com/2013/04/sroda-z-ksiazka-antykwariusz-aleksander.html
 Musiałam znaleźć odpowiednią ilość czasu by czytać prawie bez przerwy, wiedziałam, że nic zaplanowanego wcześniej nie zrobię, książki nie odłożę. Nie zawiodłam się, a moje zauroczenie Smolinem tylko wzrosło.
Nadzieje Smolina na wydobycie pancerki pełnej złota wzrastały z każdą minutą, Kot Uczony doskonale przygotował wszystko by operacja powiodła się. Plany były jak trzeba i sprzęt i ekipa gotowa na wszystko, bo któż by taką okazję przepuścił. Nawet prasa, z czołową jej reprezentantką Ingą miała zaplanowane swoje pięć minut. Ale o tym w trzeciej części. 
Gdy pracownicy Smolina skwapliwie wypełniali swe codzienne obowiązki związane z handlem antykami, on podążył śladem  maleńkiej kolekcji, którą chciał sprzedać jakiś chłopek mieszkający na obrzeżach wielkiego Szantarska, a nawet dalej. I zaczęły się kłopoty, nie zdradzę jakie, bo odebrałabym przyjemność czytania. Jest i ucieczka i strzelanina i przechadzka przez dzikie ostępy. Jest wszystko co w dobrej powieści sensacyjno-przygodowej być musi. 

Jest fantastyczny tekst, który chłonęłam zazdroszcząc pomysłu i pióra, że zacytuję: ... 
" Wyjął portfel, zastanowił się jakie w tym niedźwiedzim kącie mogą być ceny taniego alkoholu, wyciągnął pięćdziesiątkę. Pomyślał i dodał jeszcze jedną. Uprzedził życzliwie, ze znajomością rzeczy: 
- Wiktorze Nikanorowiczu, bardzo pana proszę, tylko bez denaturat, dobrze? Mamy jeszcze przed sobą poważne negocjacje biznesowe.
- Rozumiem, proszę być pełnym ufności! - Gospodarz wyrwał mu setkę. - Spirytusu technicznego nawet sam nie bardzo szanuję, bez szkody dla organizmu może go używać jedynie element lumpenproletariacki, natomiast inteligentnemu człowiekowi wystarczy wino i owoce". (201 s.)
My się dzisiaj skupimy na motywie przewodnim książki, czyli ostatniej Wielkanocy imperatora,  cara Mikołaja II i jego rodziny. Ostatnia Wielkanoc przypadała na rok 1917, a przygotowania do niej zaczęły się dużo wcześniej, mistrz Faberge otrzymał od cara specjalne zamówienie na siedem jajek, car nigdy ich nie otrzymał. 
W Petersburgu na Wielkiej Morskiej 24  mieściły się warsztaty mistrza i salon wystawowy, i wreszcie apartamenty rodzinne. Faberge sygnował swe wyroby, ale prace wykonywało u niego około pięciuset mistrzów, z których tylko nieliczni posiadali osobiste znaki, pozostali wykonywali pracę czysto techniczną. Najpierw w głowie projektanta rodził się pomysł,  jednym z nich była Alma Phil, to własnie ona wymyśliła wzór słynnej śnieżynki. Pomysł przyszedł jej do głowy, gdy patrzyła na wzory tworzone przez mróz na szybach. Jaja Faberge to także praca wytwórców, emalierów, zdobników.
W książce znajdziecie mnóstwo informacji na temat słynnych jajek, mistrza Faberge i jego pracowników, a wszystko po to by rozwikłać tajemnicę i zaginione cudeńka odnaleźć. Czy się to uda? Co jeszcze się wydarzy i o co tak naprawdę toczy się skomplikowana gra? "Ostatnią Wielkanoc Imperatora" trzeba koniecznie przeczytać, oczywiście najpierw sięgnąwszy po "Antykwariusza".
A na koniec zdanie, które wpisałam sobie do osobistego notesu:
 " Smutno, ale co robić, mądrość życiowa na tym polega, żeby wiedzieć kiedy  trzeba się wycofać, a kiedy, nie bacząc na nic, przeć do przodu"( 272s.)
Piękne, prawda?

piątek, 2 sierpnia 2013

Harmonogram czatów polskich pisarzy na Książka zamiast kwiatka :)

Czat to i dla autora i dla jego czytelników jedyna, wspaniała okazja do bezpośredniej rozmowy, wymiany myśli, opinii. Do bliższego poznania się. Ja mojego czatu z czytelnikami nigdy nie zapomnę, choćbym nie wiem ile spotkań miała, przeżycie jest tak intensywne i jedyne w swoim rodzaju. I ten rodzaj zaskoczenia, że kogoś interesuje to co ja robię. Fantastyczne!

Dlatego poniżej podaję harmonogram czatów na sierpień i wrzesień. Fantastyczni pisarze, ciepła atmosfera, zawsze w piątki, zawsze o dwudziestej pierwszej. Na żywo przez godzinę, i potem przez cały tydzień też można zadawać pytania, zaręczam, że każdy odpowie:)

02.08.  Anna Klejzerowicz -  06.08. premiera jej nowej książki "Córka Czarownicy"

09.08  Magdalena Kawka

16.08  Monika Madejek

23.08  Andrzej Dudziński

30.08  Vincent V. Severski

06.09. Jan Grzegorczyk

13.09  Kasia Bulicz-Kasprzak

20.09 Elżbieta Cherezińska

27.09 Jacek Dehnel

Już szykujcie pytania i zaglądajcie na stronę Książka zamiast kwiatka, na fejsbukuwww.facebook.com/KsiazkaZamiastKwiatka?fref=ts

A jak już wejdziecie na stronę to poczytajcie o nowościach książkowych, naprawdę jest w czym wybierać!
A dzisiaj zapraszam na czat z Anią Klejzerowicz :)

środa, 31 lipca 2013

LOGOS - Fajna księgarnia w Oświęcimiu

Nawet nie wiem kiedy nastała środa. Te dni tak szybko lecą, że o wtorku dowiaduję się widząc wystawione do odbioru kubły na śmieci. O co drugim na dodatek, bo tak u nas śmieci odbierają.
 Ponieważ w niedzielę znalazłam na stronie Wydawnictwa Bellona informację o interesującej mnie książce, dzisiaj podążyłam ( w końcu) do księgarni. A tam niespodzianka, nie dość, że "Ostatnia Wielkanoc Imperatora" Aleksandra Buszkowa na wystawie, to jeszcze bardzo miła rozmowa z panią pracującą w LOGOSIE. Poznała mnie i zapytała czy ja to ja :) bardzo miło, a potem poinformowała mnie, że mój Nieboszczyk się im super sprzedaje, i sporo ludzi o niego pytało i pyta. Na wieść, że już niedługo wyjdzie nowa książka pani ucieszyła się wyraźnie, a ja ucieszyłam się, że pani się ucieszyła :) I wyszłam z księgarni wręcz wniebowzięta, aż mnie noga na chwilę przestała boleć, bo takie to było miłe. 
W Oświęcimiu są cztery księgarnie, ale to właśnie LOGOS w styczniu sprowadził do siebie książkę debiutantki. I dało się. Oczywiście najpierw u nich byłam z informacją, potem drugi raz, a potem to już poszło. Byłam także w tych innych księgarniach i nie przytoczę co usłyszałam, bo to wstyd, nie dla mnie tylko dla nich. A w LOGOSIE miło, sympatycznie i na czasie. 
Dlatego teraz czekam na ukazanie się następnej książki i jestem ogromnie ciekawa jak to będzie. Panie w LOGOSIE już znajome :)
A relacja z mojego czytania "Ostatniej Wielkanocy Imperatora" wkrótce. Czeka mnie prawdziwa uczta literacka.

wtorek, 30 lipca 2013

Wróżka prawdę ci powie?

Kiedyś, dawno temu miałam pierwszy kontakt z wróżką. Okoliczności były takie bardziej romantyczne, przy katedrze w Grenadzie śniade kobiety odziane w czarne koronki z wachlarzem w jednej a jakimś zielskiem w drugiej dłoni, przechadzały się dostojnie i namawiały na wróżenie. Schetana ciężką podróżą i zwiedzaniem skusiłam się zwłaszcza,, że chodziło o wieczną miłość, imię ukochanego i tym podobne bzdety. Młoda byłam i głupia.Podałam kobiecie lewą rękę - od serca - by ta mi wywróżyła. I cóż, nic w tym nie było nadzwyczajnego oprócz zielska na urok i tę nieszczęsną miłość. Niestety okazało się, że zbyt dużo kasy przejadłam w pobliskim Mac Donaldzie  i resztka drobniaków nie wystarczyła pazernej kobiecie, która rzuciwszy jakimś soczystym zaklęciem, nie dość, że zabrała mi resztki gotówki, to wyszarpnęła kurczowo trzymane zielsko. Miałam nauczkę na parę lat, ale wiadomo, że człowiek pamięć ma dobrą, ale krótką dlatego skusiłam się na wizytę u wróżki renomowanej, gwiazdy krakowskiego wróżbiarstwa odwiedzającej Oświęcim w ramach wypadów na prowincję. Było to też lata temu, pani przyjmowała w suterenie starej kamienicy i darła jak za woły. Wszyscy chodzili to ja też. Sympatyczna kobieta stwierdziła, że: trafi mi się małżonek bogaty rozkosznie, willa, domek letniskowy, dwa samochody, dwoje dzieci do pary i całkowity brak zmartwień. Kobieta powinna bestsellery pisać, z takim talentem to wszystko opowiadała. A jak już powróżyła i czasu zostało to porozmawiałyśmy sobie prywatnie na różne tematy i ogólne wrażenia wyniosłam dobre. Nikt mi z ręki zielska nie wyrywał.
Potem długo nic, aż w sytuacji, w której tonący brzytwy się chwyta,  napisałam esemesa do poleconej wróżki. Chodziło o zdrowie i życie osoby bardzo bliskiej. Podałam potrzebne dane, dostałam informacje zwrotne, było w nich sporo rozsądku, nic na hurra, niemniej jednak nie było mowy o śmierci, która przyszła tak szybko, że ja nie mogąc się otrząsnąć powtarzałam jak ogłupiała: ale przecież wróżka powiedziała, że wszystko będzie dobrze, miało być jedno załamanie chorobowe, taki dołek, a potem już ok. Przyznam się, że mam pewien uraz do wróżek i nawet ostatnio mając okazję wizyty u wróżki,która podobno jest bardzo dobra, odmówiłam. Wolę nie wiedzieć co mnie czeka. Na razie momentami dosyć nerwowo kasuję codzienne esemesy, kiedyś przyszło w jednym dniu sześć, obiecujące mi fortunę, wieczną miłość i inne drobiazgi. Zastanawiam się kiedy w końcu odpuszczą, ponoć z tych esemesów mają straszną kasę, a kto tam by się  martwił czymś takim jak sprawdzalność. W końcu to nie prognoza pogody, tylko czyjeś życie.


niedziela, 28 lipca 2013

Cmentarz parafialny w Oświęcimiu - parę słów, parę zdjęć

Jak wiecie ulubionym miejscem moich spacerów jest oświęcimski cmentarz parafialny. Czasami spaceruję cmentarnymi ścieżkami dla przyjemności, czasami służbowo w ramach pozyskiwania materiałów uzupełniających do książki. Innymi słowy mając sklerozę dokumentuję fotografując, a to napisy na płytach, a to nazwiska, które boję się, że ulecą mi z pamięci, czasami wyjdzie ładny widoczek. W taki sposób pracuję. Nowa książka ukaże się na początku września i myślę, że już niedługo będę mogła pokazać wam jej okładkę, a jest co oglądać :) Ponieważ duża część akcji książki rozgrywa się w obrębie cmentarza parafialnego i starego miasta, swoją drogą chciałabym przypomnieć, że my tutaj normalnie żyjemy i można przy okazji zwiedzania obozu Auschwitz zajrzeć także do miasta i spędzić miło czas na zwiedzaniu zabytków ( o zabytkach też napiszę ) to i zdjęć cmentarnych u mnie sporo. A swoją drogą, gdy tak chodzę między grobami, słońce praży, niebo błękitne, drzewa stoją w bezruchu, a sroki przelatują z grobu na grób, to ogarnia mnie absolutny spokój. Nie trwa on długo, w ciszę wdziera się dźwięk wiertła udarowego, to kamieniarze demontują grobowiec położony obok grobowca moich dziadków. Cmentarz żyje.
I taka mała prośba, poczytajcie wpisy na tablicach, jest taki, przy którym mnie za gardło ściska i łzy lecą. Objaśnienia pod zdjęciami.
Zapraszam:

Trzymałam kiedyś w dłoniach chlebak  należący do Ppor. Edmunda Wilkosza, rodzina jako najcenniejszą pamiątkę przechowywała go przez lata. 

Ludzie wybitni duchem i odwagą  - przeczytajcie

Tu wzruszam się zawsze i gardło mi sciska

Za kaplicą cmentarną jest wydzielony kawałek cmentarza na miejsce pamięci o tych, którzy albo grobu nie mają, albo zmarli hen poza granicami kraju. Można przyjść, znicza zapalić.

Neogotycka kaplica cmentarna powstała w II połowie XIX wieku. To w jej wnętrzu rozegra się  jedna ze scen książki

A tutaj grób młodego człowieka, który zginął w dniu wyzwolenia Oświęcimia 27 stycznia 1945 roku

Jedna z tablic upamiętniających oświęcimskich proboszczów

Zmarli w jednym roku

Jeden z pomników czekających na odrestaurowanie, piękna głowa Jezusa w cierniowej koronie

romantycznie, by zrobić zdjęcie musiałam wcisnąć się za inny grobowiec

Piękny grobowiec rodziny Radwańskich - obywateli miasta Oświęcimia

sobota, 27 lipca 2013

Licytacje na rzecz zwierząt - pomagajmy:)

Niedawno po raz pierwszy w życiu wzięłam udział w licytacji. Generalnie należę do osób nieufnych i wolę kupować rzeczy po uprzednim obejrzeniu, a licytacje... różnie bywa. Kiedyś usiłowałam założyć konto na Allegro by sprzedać parę niepotrzebnych rzeczy, niestety nie wykokosiłam się z tym do tej pory. Cóż, wszystko przede mną :) 
Niemniej jednak są w życiu sytuacje, gdy trzeba przełamać wątpliwości i uprzedzenia, często wynikające z nieznajomości reguł panujących w danej dziedzinie życie, a potem to już z górki. Mój pierwszy licytacyjny raz zdarzył się całkiem niedawno i sprawił mi dużą przyjemność. Na Facebooku jest organizowanych całe mnóstwo wydarzeń mających na celu zbiórkę pieniędzy dla zwierząt. Na leczenie, na karmę, na przetrwanie, na sterylizację gromady kotów - coś co trzeba robić i użalanie się typu: jak wysterylizuję, czy wykastruję to co ten zwierzak będzie miał z życia?( słyszałam na własne uszy niejednokrotnie) jest użalaniem się bez sensu, nie wchodźmy w skórę zwierzęcia. Mój Bartuś był wykastrowany co nie przeszkadzało mu komfortowo żyć i dożyć 14 roku życia, Kubunia i Mikunia były wysterylizowane, Kubunia miała 19 lat, a Mikunia 17 gdy umarły. To nie jest mało jak dla kota. 
Wracając do aukcji, jest taka strona;link www.facebook.com/events/153270538159834/ gdzie licytując coś za niewielkie pieniądze można pomóc zwierzakom. Ja do pomocy zwierzętom gorąco zachęcam. Bo nie jest tak w życiu, że nic się nie da. Dla mnie takie stwierdzenie jest jednym z najbardziej wkurzających stwierdzeń, bo co? najlepiej powiedzieć: nie da się, siąść przed telewizorem i naciskać guziczki i ciągle narzekać, na kraj, na ludzi, na pogodę, na teściową i fatalny zbieg okoliczności, który sprawił, że nie urodziliśmy się gdzie indziej, że kasy brak.... każdy niech sobie dopowie co tam jeszcze. A przecież zawsze można zrobić COŚ, cokolwiek, chociażby wystawiać miskę z wodą w ogrodzie czy przed blokiem, przy okazji zakupów kupić paczkę chrupek dla kotów, kosztuje mniej niż paczka papierosów. Można przygarnąć jakąś biedę, albo pomóc komuś taką biedę wykarmić, można zwrócić uwagę sąsiadowi, czy obcemu człowiekowi, że upał, ze woda w misce to standard. Można nie przejść obojętnie wobec psiej, kociej niedoli,  można zostać wolontariuszem i pomagać w schronisku chociażby wyprowadzając psy na spacer. Dużo można. Może nie jest to spektakularne i nie robi wielkiego bum,ale sprawia, że żyjąc pożytecznie żyjemy pełniej. Poniżej zdjęcie torby,którą wylicytowałam, nie dość, że pomieści masę książek to jeszcze mogę przenieść w niej laptop :) Zwróćcie uwagę na te dwie kocie sylwetki - słodkie są:)


czwartek, 25 lipca 2013

Środa z książką - "Pod Przechytrzonym Lisem"



Gdy ostatnio wybierałam w bibliotece książki, wpadła mi ręce ta oto powieść Marthy Grimes. Wzięłam z ciekawości i zapałałam uczuciem do kilku mężczyzn naraz, oraz do niezrównanej ciotki  Agathy Ardry. Uczucie jest na tyle silne, że z przyjemnością sięgnę po każdą książkę, w której  oni poprowadzą śledztwo. 
Pod Przechytrzonym Lisem to gospoda znajdująca się w rybackiej wiosce położonej nad Morzem Północnym. Niewielu mieszkańców, wszyscy się znają i niby wszystko o wszystkich wiedzą.Okolicą rządzi pułkownik Race, w sumie sympatyczny człowiek - jeżeli odrzucimy wstrętny zwyczaj polowania na lisy.Ale w stosunku do ludzi pułkownik stara się być w porządku. 
Gdy w Rackmoor zostaje zamordowana kobieta - Gemma Temple dochodzi do naruszenia stabilizacji tej małej społeczności. Z czasem okazuje się, że Gemma nie jest jedyną ofiarą. Ale czy tylko ofiarą? Kto miał motyw by ją zabić? Przed inspektorem Jurym nie byle jakie  zadanie. W śledztwie pomaga mu wiecznie kwękający sierżant Wiggins - kwękanie nie przeszkadza mu w myśleniu. 
Robi się ciekawie, gdy do gry włącza się Melrose Plant lord, który zrezygnował z tytułu i oddał się pracy śledczej. 
A do tego fantastyczny Bertie z nieodłącznym terierem Arnoldem.
Śledztwo się komplikuje, niby każdy ma alibi, a prawda ukryta jest w szczegółach.
Ksiażka została napisana tak jak się pisze klasykę kryminału z wykorzystaniem wypróbowanych przez Agathę Christie rozwiązań, i by samemu dojść kto i dlaczego jest mordercą trzeba trochę pomyśleć nie zapominając o specyfice angielskich kryminałów. 
Serdecznie polecam to świetna lektura na każdy dzień i noc :)


piątek, 19 lipca 2013

Muzeum Bardo

Poniżej moje zdjęcia z wnętrz muzeum Bardo w Tunisie. 
Jeżeli jadę w jakiś zakątek świata to nie po to by leżeć całymi dniami na plaży, no bo ileż można! ale po to by coś zobaczyć. Wycieczka do Tunisu, grupa, z przewodnikiem dobrze mówiącym po polsku ( żona  Polka, synowie też zamieszkujący w Polsce, a pan na czas sezonu turystycznego w Tunezji) miły człowiek. Jako przewodnik bardzo dobry. Jednym z punktów obfitego programu było zwiedzanie muzeum Bardo. Muzeum, jak przystępnie nam wyjaśnił, starożytnej fotografii, czyli starorzymskich mozaik. Coś niesamowitego i jednocześnie pięknego. Rzeczywiście niektóre mozaiki robią wrażenie ogromnych fotografii, obrazów. Są wszędzie, na ścianach, na podłodze, na skrzyniach posagowych. W środku tłumy ludzi, co utrudnia fotografowanie, grupy idą za przewodnikiem, muszą zachować płynność, by następni mogli wejść. W środku duszno, upał jest nieznośny - mozaiki wykluczają klimatyzację.
Wychodzę z wnętrz ledwie żywa, ale zachwycona. Kilka chwil na odreagowanie i jedziemy dalej do Kartaginy. A po drodze postój, by coś zjeść. 



















A tutaj widok na góry Atlas

środa, 17 lipca 2013

Środa z książką -" Epidemia zamkniętych serc"



Książka powinna trafić na swojego czytelnika, wtedy obie strony są usatysfakcjonowane, autor książki i czytelnik. Dla mnie taką książką jest "Epidemia zamkniętych serc",  książka niezwykła.
 Prosta historia opowiedziana w sposób subtelny i wciągający zarazem. Aleks, pracownik korporacji zmieniający dziewczyny jak rękawiczki pewnego pięknego dnia dowiaduje się, że  życie, jakie dotychczas prowadził dobiegło kresu. Panienka z korporacji, którą przez jakiś czas kochał namiętnie, jednocześnie czyniąc jej różne zwierzenia służbowej natury, wysadziła go z siodła i pozbawiła pracy. Mieszkanie pędzlują złodzieje, a on idzie w tango. Nie napiszę "jak to facet" ponieważ Aleksowi do przeciętnego faceta daleko. Po pierwszym szoku myśli i planuje, jednocześnie przechodząc w inny etap stosunków z najbliższymi. Stara się poukładać własne życie od nowa, a przy okazji także swojej siostrze i bratu. Jedzie do Budapesztu i tam stara się naprawić wyrządzone zło. Wcześniej jednak poznaje małą dziewczynkę - Marysię i poświęca jej dużo uwagi.
 W tej książce nic nie jest proste, łatwe i przyjemne, bo i nasze życie takie nie jest. Ciągle dokonujemy wyborów, niekoniecznie dobrych, ciągle szukamy miłości i potwierdzenia naszej wartości w oczach bliskich nam osób, czy mniej bliskich, ale mających wpływ na nasze losy.
Ta książka przykuwa i zastanawia stawiając wcale nie proste pytania. Czasami warto pokusić się o odpowiedzi. 
Polecam do czytania w piękne letnie wieczory. Naprawdę warto.

poniedziałek, 15 lipca 2013

Sny

Pogoda u nas taka jak w większości kraju, jak nie leje to pada. Pewna  handlarka z Ustronia przyjeżdżając do nas po towar, było to w zamierzchłych czasach, gdy pracowałam w handlu, na deszcz mawiała "padze". I tak została panią padze. Sympatyczna to była kobieta i określenie handlarka jest wobec niej na miejscu. Handel miała we krwi. Ale ja nie o tym. 
Padze, humory nie dopisują, kto miał  urlop to już zapomniał, kto jeszcze się nie wybrał na wypoczynek, czeka na poprawę pogody, albo na kilka dni urlopu :) 
Poza tym jakoś tak się dziwnie porobiło, że doszedł do mnie sens powiedzenia: "nie wszystko złoto co się świeci" i łapnęłam trochę stresu. Gdy zaczynam się stresować, jak na zawołanie odzywa się arytmia moja ukochana i serduszko pika mi z niedozwoloną prędkością. Nie przejmuję się tym nadmiernie, bo skoro pika, to jeszcze żyję i jeszcze może napiszę parę książek. Ale z kolei w takich okolicznościach, to ja się kładę na kanapie, żeby poleżeć chwilę i śpię dwie, trzy godziny. A jak śpię, to śnię. 
Wczoraj spałam sobie smacznie i nagle zaczęło coś wyć. Sygnał był nierozpoznawalny i mógł oznaczać wszystko, poderwałam się od razu na równe nogi zapominając o pikaniu, włożyłam okulary na zapuchnięte oczęta i na azymut pobiegłam w stronę piwnicy. Śniło mi się, że jest zimno i koniecznie muszę zapalić w piecu. Przy drzwiach się opamiętałam, że niekoniecznie, na termometrze 23,5 stopnia, zimna nie ma. Wracając wyjrzałam przez okno, to trzy psy obszczekiwały jednego. Każdy z psów dysponował innym tembrem głosu i wychodziła z tego kakofonia dźwięków. 
Dzisiaj tak samo, położyłam się i przyśniła mi się moja Stellunia. Wybierałyśmy się do weta żeby ją zaszczepić. Siedziała taka grzeczna, biało-ruda, ślicznie wyczesana i czekała aż się pańcia pozbiera. A pańcia jak zawsze miotała się w poszukiwaniu rzeczy niezbędnych. 
Obudziłam się i uświadomiłam sobie, że Stelluni nie ma już z nami ponad rok, ale wierzę, że patrzy gdzieś tam  zza Tęczowego Mostku, czy z Zielonej Doliny i  przechylając lekko główkę relacjonuje moje poczynania  Bartusiowi, Dince, Kubusi, Nerowi, małej Mimi i pierwszej Stelli i Sabie. Bo wiem, że oni gdzieś tam są, już wolni. A najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że nigdy nie chodziłyśmy do weta na szczepienie, tylko zaprzyjaźniony wet przychodził do nas :)
A jak już wstałam, powspominałam i wróciłam do pionu, to zabieram się za pisanie. Mam nadzieję, że to co wymyśliłyśmy z koleżanką rozbawi czytelników.
 Przynajmniej taki jest plan :)

środa, 10 lipca 2013

Środa z książką - "Jak uniknąć gaf w obcych krajach"


Niby zazwyczaj wiemy jak się zachować i czego się nie robi, ale wiemy to na własnym podwórku. Jeżeli wybieramy się poza granice naszego kraju warto przeczytać ten niewielki poradnik.  Przyda się on zarówno tym, którzy spędzą urlop w pobliskich Czechach jak i tym, którzy zawitają w Azji. Możemy też po prostu poczytać dla własnej nieskalanej wypoczynkiem wakacyjnym przyjemności. Streszczać nie będę, przewodnik jest podzielony na działy, napisany jasno i przystępnie. W zamian trochę przykładów:

1.Mocny uścisk dłoni - ogólnie  na Zachodzie uznaje się, że mocny uścisk dłoni jest czymś dobrym, szczególnie w sferach biznesowych. Ale w takich miejscach jak: Japonia, Kostaryka i Indonezja, normą jest lekkie uściśnięcie dłoni, co w żadnym razie nie oznacza braku asertywności. 

2.A la gringa: W Meksyku, jeśli ktoś ci podaje godzinę spotkania i dodaje : a la gringa (jak biały człowiek), możesz oczekiwać, że będzie mniej więcej punktualny. Jeżeli powie: a la mexicana, możesz spodziewać się wszystkiego :)

3.Przesądy: Stłuczenie lustra, rozsypanie soli i zobaczenie czarnego kota, to złe znaki w prawie  każdej kulturze. W Rosji nie powinno się ściskać dłoni przez próg ( tak samo u nas), zapalać papierosa od świecy, gwizdać w domu czy wracać po coś zapomnianego ( a jak wracamy to obowiązkowo przysiadamy na chwilę). Przesądny nie powinien też patrzeć w lustro siedząc na muszli klozetowej.
Poza tym: moneta wrzucona do fontanny zapewnia spełnienie życzenia, ale zabranie je stamtąd przynosi pecha. W Argentynie znalezienie monety na ulicy oznacza, że wkrótce będziesz miał sporo pieniędzy. (...) W Meksyku i większej części Ameryki Łacińskiej wierzy się, że jeśli ktoś przypadkowo omiecie but niezamężnej kobiety, ona nigdy nie wyjdzie za mąż. 

4.Kradzież dusz: Niektórzy aborygeni wierzą, że utrwalając ich wizerunek, kradniesz im duszę. Podobnie traktują to niektóre plemiona w lasach Amazonii. Tak samo jest w Maroku( Pamiętam jak w tangerskiej medynie jeden z turystów bez pytania zaczął  robić zdjęcia kobiecie handlującej cebulą. To była staruszka, twarz poorana zmarszczkami, ręce pełne starczych plam, niegdyś czarna  suknia i chustka okrywająca resztki włosów. I nagle wszczął się straszny tumult, staruszka zaczęła złorzeczyć, rzucać tymi cebulami w fotografującego, bo według jej wierzeń kradł jej duszę. Poza tym nie zapytał o zgodę, być może za opłatą pozwoliłaby na zrobienie zdjęcia.)

5.I dobra rada: Jeżeli jesteś w kraju, w którym targowanie się należy do rytuału sprzedaży towaru to: żądaną kwotę podziel przez przez dziesięć, będziesz miał dobrą kwotę wyjściową do targowania się. Cena, za którą kupisz towar będzie się wahała pomiędzy jedną czwartą a jedną trzecią pierwotnej kwoty podanej przez sprzedawcę.
Z tym jest różnie, zdarzało mi się targować w różnych krajach, i jedno co mogę poradzić, jeżeli nie chcesz kupić, nie rozpoczynaj targu. Podziękuj. Nic na siłę.


poniedziałek, 8 lipca 2013

Rankingi i inne przyjemności ;)

Przeżyłam dzisiaj niemałe zaskoczenie ujrzawszy w rankingu popularności  porównywarki cen Nokaut  dział kryminał i sensacja dwie znajome z widzenia okładki. 

Okładkę "Wszystkich grzechów nieboszczyka" i okładkę "Literata" Agnieszki Pruskiej. Było to zaskoczenie przyjemne, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że jutro mogą tam widnieć całkiem inne tytuły. Ale dzisiaj jest dzisiaj i przyjemność mam doraźną. Zrobiłam zdjęcia telefonem komórkowym, aparat fotograficzny jak na zawołanie pokazał wyładowane baterie.

Nie mam pojęcia  jak to jest z porównywarkami, wyszukiwarkami i tym podobnymi ustrojstwami, ale skądś tam się nasze tytuły wzięły. A są to kolejne tytuły serii Zbrodnia w Bibliotece Wydawnictwa Oficynka.

 Bardzo się cieszę jeżeli ktoś sięga po moją książkę, a jeszcze bardziej gdy daje sygnał po przeczytaniu. Czy się podobało, czy może jakieś zastrzeżenia, pytania, sugestie.

Bo tak naprawdę oprócz samego pisania największą radość mam z rozmów z czytelnikami, albo jak ktoś do mnie napisze, skomentuje. To oznacza, że książka nie trafia w próżnię tylko ma konkretnego czytelnika, z krwi i kości.

Miałam o tym rankingu nie pisać, ale pomyślałam, że po prostu zostanie ślad  po tym co dzisiaj, bo któż może wiedzieć co będzie jutro?


Tylko jakość zdjęć taka sobie :)

piątek, 5 lipca 2013

"Wszystkie grzechy nieboszczyka" - kryminał na wakacje

Magazyn kryminalny REPORTER poleca moją książkę "Wszystkie grzechy nieboszczyka" jako kryminał na wakacje.
To już trzeci raz recenzja mojej książki ukazuje się w prasie ogólnopolskiej!
Poniżej rewelacyjna recenzja książki autorstwa Leszka Koźmińskiego.
 Dziękuję:)


Ja także polecam nieskromnie zwłaszcza, że w Weltbildzie dostawa gratis :)

środa, 3 lipca 2013

Niebo o piątej nad ranem:)




Moja kocica budzi się wcześnie, zazwyczaj czwarta, piąta nad ranem i je pierwsze śniadanie. Siłą rzeczy budzę się i ja. Czasami od razu włączam laptopa i pracuję, częściej po jedzeniu i mizianiu Miki usypia, a ja razem z nią. Dzisiaj też zerwała mnie koło piątej i na już, natychmiast chciała jeść, więc nawet nie ubierając okularów,  po saszetki sięgam na ślepo, nakarmiłam ją, odsłoniłam zasłony w kuchni  i zobaczyłam niebo. Przepiękne. Być może, gdybym ubrała okulary zdjęcie wyszłoby lepsze, ale nie na pewno:)